Wpisy z tagiem: opowiadania
sobota, 14 kwietnia 2012
Wydawnictwo: Powergraph, 2011
Antologia „Science Fiction” to 800 stron czytania, 12 opowiadań polskich autorów i posłowie Tomasza Kołodziejczaka. Wahałam się, czy po nią sięgnąć, czy dam radę przeczytać. Przekonał mnie plebiscyt „Fantastyka 2011” organizowany przez portal Katedra, w którym książka ta otrzymała liczne nominacje, a ostatnio także nagrody (nominacje: najlepsza książka polska; najlepsza antologia; najlepsze opowiadanie polskie – Jacek Dukaj „Science Fiction”, Jakub Nowak „Amnezjak”, Cezary Zbierzchowski „Smutek parseków”; nagrody: najlepsza książka polska, najlepsze opowiadanie polskie: Jacek Dukaj „Science Fiction”). Książkę udało mi się przeczytać w całości, z jednym wyjątkiem, nagrodzone opowiadanie Jacka Dukaja liczące ponad 200 stron przerosło moje siły (i cierpliwość, jest bardzo nowatorskie i jak dla mnie zbyt „awangardowe”, pewnie krytycy umieją je docenić). A zaczęło się bardzo obiecująco. Na początek przeczytałam oczywiście opowiadanie pt. „A pierwsi będą ostatnimi” Rafała Kosika. Jest bardzo dobre! Dorównuje jego powieściom Tematem jest kolonizacja obcej planety przez grupkę spokrewnionych z sobą osób, które wybudzane co dwa lata z hibernacji próbują wychowywać nawzajem swoje potomstwo. Interesująco wymyślone, dobrze napisane i zmuszające do myślenia. I takie SF lubię najbardziej! Dwa pierwsze akapity, żebyście mogli się przekonać, jakie ciekawe:
W dobrym nastroju rozpoczęłam lekturę pierwszego z opowiadań w antologii pt. „Smutek parseków” Cezarego Zbierzchowskiego i to dopiero było olśnienie! Pierwszy raz czytałam coś tego autora, ale na pewno nie ostatni. Najlepszy tekst z całego zbioru, słusznie nominowany do nagrody. Emigracja ludzi na obcą planetę. Na statku opiekują się nimi obserwatorzy-naukowcy z rożnych dziedzin i komputer pokładowy. Społeczeństwo w pigułce (a raczej w statku kosmicznym). Trzy pokłady, jak trzy kraje, niby-Niemcy, niby-Żydzi, niby-południowcy. Dochodzi do wojny, której sztuczna inteligencja nie pozwala przerwać. Kto rządki statkiem? Co jest prawdą na temat misji, która mają wykonać obserwatorzy? Ważne tematy, zaskakujące zakończenie, świetna konstrukcja fabuły. Po dwóch tak znakomitych opowiadaniach zaczęłam w głowie snuć teorie na temat genialności polskiej literatury SF i jej twórców. A miałam przed sobą jeszcze 10 opowiadań, w tym dwa nominowane do nagrody. Moja radość była trochę przedwczesna. Trzeci z kolei tekst, „Pseudaki” Pawła Majki swoim niezrozumiałym językiem i trudnym stylem trochę ostudził mój entuzjazm. Za to zakończenie sprawiło, że nie pożałowałam lektury. Tytułowe pseudaki, nowe rozumne istoty i to, co stało się z ludźmi (większość przeniosła swoje życie w wirtualny świat), to czarne, lecz realistyczne wizje, które zostają w pamięci i przerażają. Następne opowiadania niestety były dużo gorsze, nie będę o nich pisała. Wystarczy, że męczyłam się z czytaniem, ich językiem i stylem. Wyróżnić chciałabym tylko jeszcze jedno opowiadanie – Michała Cetnarowskiego „Godzina nadawania”. Może nie najlepiej napisane, ale ma w sobie „coś”. Tym razem akcja dzieje się na stacji badawczej znajdującej się na orbicie Ziemi. Podsumowując: dla tych kilku tekstów było warto. Zachęcam, jeżeli ktoś lubi SF. Dzięki tej książce można się przekonać, że u nas nie tylko Rafał Kosik umie pisać literaturę fantastyczno-naukową. U mnie na półce czeka jeszcze jedna antologia wydana przez Powergraph – „Głos Lema”. Ciekawa jestem jej poziomu. Ocena: 4+/6
wtorek, 03 kwietnia 2012
Wydawnictwo: Fabryka Słów, 2008
Bardzo czekałam na tę książkę, na kolejny po „Księdze jesiennych demonów” zbiór opowiadań Jarosława Grzędowicza. I niestety bardzo się zawiodłam. Nie dlatego, że tom jest zły lub nie wart czytania. Raczej dlatego że miałam zbyt wysokie oczekiwania. Liczyłam, że będzie podobny do tego, co już czytałam, że będzie się wyróżniał świetną psychologia postaci i ważkimi tematami. A on jest dobry, ale nie wybitny. Czyżbym aż tak się pomyliła odnośnie tego autora? Przypisałam mu większy talent niż posiada? A może przyczyną mojej słabszej oceny jest konstrukcja zbioru, a raczej jej brak, ot jest to zwykła zbieranina tekstów napisanych przez pisarza w ciągu kilku lat i rozproszonych po różnych czasopismach i antologiach. Mamy więc krótkie, lekkie teksty, pisane dla czytelników „Magazynu Faktu” i parę dłuższych opowiadań o naprawdę różnorodnej tematyce. Jest SF i podróże w czasie, równoległe światy, kosmici, a także historia pisana „na nowo”. Jakoś Grzędowicz jako twórca SF mnie nie zachwyca. To chyba nie jest jego gatunek. Zresztą większość opowiadań z tego zbioru szybko zapomniałam. Przeglądając spis treści, nie potrafiłam sobie przypomnieć fabuły większości utworów po tytułach. Wyróżniało się tylko jedno – „Buran wieje z tamtej strony”. Zaczyna się tak:
Opowiadań jest 13. Chyba nie ma sensu ich tu wszystkich omawiać. Niektóre są bardzo krótkie i ich siłą jest zaskakujące zakończenie, więc jeżeli je zdradzę nie będzie, po co czytać. To nie są niestety teksty, do których się wraca. Można je przeczytać, ale nie trzeba. Niedługo na moim blogu napiszę o kolejnej książce Jarosława Grzędowicza pt. „Pan Lodowego Ogrodu”. Ocena: 4/6
wtorek, 20 marca 2012
Wydawnictwo: Fabryka Słów, 2005
To kolejna książka Andrzeja Pilipiuka, którą przeczytałam i chcę Wam polecić. Zbiór opowiadań na naprawdę wysokim poziomie. Bez Wędrowycza, za to dwa opowiadania z doktorem Skórzewskim. W sumie 14 tekstów, ponad 500 stron wspaniałej rozrywki. Autora już chyba nie muszę przedstawiać (można zajrzeć do poprzednich wpisów, a jest ich na moim blogu o jego książkach już sporo), ani jego stylu pisania. Musiałbym powtórzyć to, co już napisałam np. przy okazji „Rzeźnika drzew”. Zamiast tego krótka charakterystyka opowiedzianych historii:
Ocena: 5/6
niedziela, 18 marca 2012
Wydawnictwo: Astrum, 2010
Bardzo się cieszę, że otrzymałam tę książkę od Clevery w ramach wymiany, którą niedawno rozpoczęłam na moim blogu (wysłałam jej „Los utracony” Imre Kertesza). Gdyby nie ona, pewnie nigdy nie przeczytałabym tej książki, ani się o niej nie dowiedziała (nie ma jej też w żadnej z miejskich bibliotek).
Pierwsze opowiadanie „Samotna w wielkim mieście” opowiada o Yoshiko i Kazuo, którzy poznają się, zakochują w sobie, ale pomimo tego nie zamieniają z sobą nigdy ani jednego słowa, co dla obojga kończy się tragicznie. To smutny tekst. Tytuły rozdziałów zdają się sugerować, wbrew treści, że możliwy jest „happy end”. Narracja nie jest jednorodna, raz trzecioosobowa, a raz pierwszoosobowa, czasami przetykana cytatami myśli w pierwszej osobie pisanymi kursywą. Bardzo ciekawy zabieg i daje dobry efekt. Dzięki niemu poznajemy wydarzenia z punktu widzenia Yoshiko:
Drugie opowiadanie – „Samotny w wielkim bólu” – czytało mi się zdecydowanie lepiej. Bez japońskich imion, osadzone w polskiej rzeczywistości, prostsze, choć też trochę melodramatyczne:
Taką historie pewnie gdzieś już czytaliście lub oglądaliście. Nieśmiały Sławek i chora na raka dziewczyna Kasia. To ona nawiązuje z nim rozmowę na imprezie u znajomych, zaprasza do siebie, a później okazuje się, że konsekwencją wspólnie spędzonej nocy jest dziecko, którego ona nie chce usunąć mimo zagrożenia własnego życia. Co w takiej sytuacji zrobi Sławek? Historia może nie jest oryginalna, ale bardzo dobrze napisana. Emocje mężczyzny (bo tym razem poznajemy męski punkt widzenia na nieśmiałość i samotność), jego sposób myślenia i postępowania zostały bardzo dobrze przedstawione. Autorka stworzyła wiarygodny portret psychologiczny (nie mówiąc o tym, że wycisnęła przy okazji ze mnie wiele łez). Szkoda, że takie książki jak ta przechodzą u nas prawie niezauważone. Jeżeli chcecie to zmienić i poznać twórczość tej autorki, to zapraszam na jej blog:
Ocena: 4+/6
wtorek, 06 marca 2012
Wydawnictwo: Fabryka Słów, 2009
Książek Andrzeja Pilipiuka na moim blogu ciąg dalszy. W ekspresowym tempie nadrabiam zaległości, już w sobotę spotkanie z pisarzem w nowej bibliotece Manhattan w Gdańsku! „Rzeźnik drzew” to zbiór 12 opowiadań (tym razem bez Jakuba Wędrowycza). Zastanawiałam się, co je łączy. Dwa pierwsze są zdecydowanie w stylu Wędrowycza (zabawne, trochę absurdalne), a w pozostałych przeważa motyw podróży w czasie (znany mi z „Operacji Dzień Wskrzeszenia”, pisane w podobny sposób, „na poważnie”). Wszystkie teksty czyta się z przyjemnością, mają charakterystyczne zaskakujące zakończenia. Najbardziej dziwi mnie to, że nie przeszkadza mi w nich duża dawka historii, jej ważna rola (nigdy nie przepadałam za historią i powieściami historycznymi). Autor umieszcza akcję swoich opowiadań w różnych miejscach (jednak najczęściej w Warszawie) i czasach: cmentarz na Powązkach, Warszawa w czasach PRL-u, Sankt Petersburg 1903 r., wieś Zgniła Woda, okolice Dniepru, Syria 1923 r. Tematy poruszane przez Pilipiuka również są bardzo urozmaicone: alternatywna wizja dziejów Polski i świata, nawiedzony teatr, kosmici, smok i chińskie jajka, droga do Raju, „zombiaki”, „łotrowskie” drzewo, tajemnicza biblioteka, badania archeologiczne. Dziwna mieszanka. Ja bym je chyba pogrupowała tematycznie i wydała osobno, w mniejszych zbiorach, np. tom z tekstami o Warszawie lub o podróżach w czasie czy światach alternatywnych. A może taka różnorodność to zaleta? Po prawie pięciuset stronach „Rzeźnika drzew” wydaje mi się, że znam już styl Andrzeja Pilipiuka trochę lepiej. Sposób pisania, kształtowania bohaterów, tematy, rozwiązania fabuły. Wciąż jednak nie mam dość. Zaczęłam kolejny tom opowiadań. Tak samo ciekawe. A na koniec do poczytania cytat z jednego z opowiadań – „Bunt szewców”. Amiwelechus Marv, pochodzący z innego świata, wypowiada się na temat ziemskiej cywilizacji w ten sposób:
Ocena: 5/6
wtorek, 28 lutego 2012
Wydawnictwo: Fabryka Słów, wyd. I - 2001, wyd. III - 2003
Andrzej Pilipiuk to moje kolejne wielkie odkrycie, jeżeli chodzi o polską fantastykę (niedawno zachwycili mnie: Anna Kańtoch, Jarosław Grzędowicz, Rafał Kosik). A trafiłam na niego przypadkiem. Gdy dowiedziałam się, że na otwarcie nowej biblioteki w Gdańsku będzie można się z nim spotkać, postanowiłam najpierw sprawdzić, czy warto, sięgając po jego dzieła. I teraz już wiem. Naprawdę warto. Przeczytałam dwie jego książki, zaczęłam trzecią, jeszcze jedna stoi na półce i czeka. Mam zamiar do 10 marca (termin spotkania) poznać jak najwięcej. A potem chyba przeczytam wszystko, co napisał. Dobrze, że najpierw wypożyczyłam „Kroniki Jakuba Wędrowycza”. To pierwsza część cyklu opowiadań z tym bohaterem w roli głównej. Jakub jest niesamowity. Nie myślałam, że można aż tak polubić osiemdziesięcioletniego alkoholika, przestępcę i „cywilnego” egzorcystę w jednym. To postać tak barwna jak absurdalna, łącząca kilka sprzecznych cech. Tak przedstawia go w „Protokole zatrzymania”, zamieszczonym na końcu książki, autor:
I właściwie więcej nie trzeba o nim opowiadać. Trzeba przeczytać samemu. Tak jak Andrzej Sapkowski stworzył wiedźmina Geralta, tak Andrzej Pilipiuk stworzył swojego Jakuba Wędrowycza – antysuperbohatera. Wędrowycz potrafi pozbyć się niechcianych duchów, utopca, czarownicy czy implantu kosmitów. Mieszanka nawiązań literackich i filmowych jest „zabójczo” śmieszna (jako jeden z bohaterów pojawia się agent Mulder z „Z archiwum X”). Czasami Jakub postępuje jak fachowiec, innym razem jak wioskowy głupek (rozbrajając głowicę nuklearną, którą bierze za pralkę lub inny wynalazek techniki i zamierza oddać na złom, by zarobić na piwo „Perła”). Zawsze jednak wychodzi cało z opresji. To nie jest ani typowe fantasy, ani typowe SF. To jest jakaś oryginalna mieszanka „wszystkiego” (pojawia się nawet nawiązanie do baśni i „Czerwonego kapturka”) dziejąca się w realiach polskiej wsi (głównie w okolicach karczmy, a bohater bardzo rzadko jest trzeźwy). Nie wiem, jak wy, ale ja mam ochotę na więcej absurdalnych przygód Jakuba Wędrowycza. Więcej Pilipiuka. Jego humoru, pomysłowości i oryginalnego stylu. Ocena: 5+/6
sobota, 14 stycznia 2012
Wydawnictwo: Powergraph, 2011
Ponieważ nie mogę nigdzie wypożyczyć „Kameleona” (2008) Rafała Kosika, bardzo się ucieszyłam, gdy odkryłam, że autor napisał jeszcze jedną książkę dla dorosłych czytelników, oprócz powieści „Mars” (2003) i „Vertical” (2006), zbiór opowiadań „Obywatel, który się zawiesił” (listopad 2011). Wydany w twardej okładce, z futurystyczną ilustracją autorstwa samego Kosika (wydawnictwo Powergraph też jest jego własnością), ok. 345 stron, zawiera 10 opowiadań o różnej długości (od 6 do 68 stron). Jednak radość trwała krótko. Jeszcze w drodze powrotnej z biblioteki, w tramwaju, przeczytałam pierwsze z opowiadań, tytułowe – „Obywatel, który się zawiesił”. I okazało się, że to nie typowe SF, raczej przypomina film sensacyjny o mężczyźnie, który zwariował, zabarykadował się w domu i zabija każdego, kto się do niego zbliży, a to wszystko z powodu niezapłaconego podatku za zamknięcie własnej firmy. Oto fragment rozmowy policjantów obserwujących jego dom:
Informacja z okładki okazała się prawdziwa – gatunkowo opowiadania należą do horroru, sensacji i SF. Jest to więc bardzo różnorodna mieszanka i dla mnie osobiście najlepsze są te ostatnie, które przypominają mi czytane wcześniej powieści Kosika. Ściśle mówiąc dwa z opowiadań są alternatywnymi wersjami historii w nich ukazanych. „Wyprawa szaleńców” dzieje się w „świecie lin”, czyli w Verticalu, a tekst „Ohyda” w końcowej części przedstawia początki „komplantu”, wynalazku znanego „na Marsie”. Opowiadania powstały w latach 2001 – 2007 i były wcześniej wydawane w czasopismach. Najtrudniej czytało mi się drugie – „Skrytogrzesznicy”, w którym bardzo szybko zmieniają się wydarzenia, bohaterowie, czas. Trochę to oszołamiające i początkowo niezrozumiałe. Czytałam je w poczekalni u lekarza i doczytałam jedynie do połowy, a potem zraziłam się do książki na kilka dni. Mimo że pomysł dobry, docenia się go dopiero na końcu, po przebrnięciu 50 trudnych stron. Podróże w czasie, rozmowy między równoległymi światami, możliwość poznania przyszłości, testy wierności – materiału starczyłoby na powieść. Z kolejnymi tekstami nie było lepiej. Pewnie przez zaskoczenie, że Kosik pisze w innym niż wcześniej gatunku literackim. „Mgła” to horror, o dziewczynie i chłopaku szukających zapomnianego domku w lesie. Gdy go odnajdą, przeżyją w nim niesamowite i straszne rzeczy. Przy okazji warto zauważyć, że główny bohater kilku opowiadań, tego również, ma na imię Adrian, co na pewno nie jest przypadkowe, choć nie tworzą one jakiejś całości. Oceniając tom jako całość, stwierdzam, że nie jest zły, ale że jest zdecydowanie gorszy od powieści. Choć opowiadania napisane zostały w podobnym stylu, nie są jednak tak dobrze dopracowane, tak oryginalne i zachwycające. Pojawiają się w nich ciekawe wynalazki, ważne problemy społeczne i polityczne, niewyjaśnione zagadki. Czegoś w nich jednak za mało, to dopiero szkice, pomysły, gotowe do rozwinięcia. Brakuje charakterystycznych bohaterów, którzy zostaliby w pamięci. Wszyscy zlewają się w jednego Adriana, plus może jeszcze jedną Magdę. To chyba wada całej twórczości Kosika – skupiając się na fabule, zapomina o tworzeniu ciekawych i głębokich portretów psychologicznych postaci. W powieściach jednak nie jest to tak widoczne, bo tam skupiamy się na niesamowitych światach stworzonym przez autora i wymyślonych przez niego tajemnicach. Zastanawiam się, jaki będzie drugi tom opowiadań, zapowiedziany już na 2012 rok, o tytule „Nowi ludzie”. I czy wiedząc, czego mogę się spodziewać, będę bardziej zadowolona z ich czytania? Oby. I oby autor napisał jeszcze wiele powieści. Ocena 4+/6
środa, 07 grudnia 2011
Wydawnictwo: Funky Books, 2010
Są książki, od których ciężko się oderwać i to właśnie jest jedna z nich, zbiór sześciu opowiadań o morderstwach, szaleńcach i seryjnych zabójcach – Sześć razy śmierć. Na okładce reklamowana jako dzieło polskiego mistrza grozy i zakwalifikowana w bibliotece jako horror, tak naprawdę nie jest straszna, jest przerażająca. Nie bałam się podczas lektury, ale byłam przerażona tym, do czego zdolni są bohaterowie opowieści. Czytanie o sadystycznym ojcu i mężu, który katuje swoją rodzinę, żeby odreagować stres po pracy, czy poznawanie historii schizofrenika-rzeźbiarza, który zaczyna „rzeźbić” swoje ciało (a później ciała innych) za pomocą noża, trudno nazwać przyjemnością. Książka wywołuje skrajne emocje. Pełna jest cierpienia i śmierci, opisów od których cierpnie skóra, czoło się marszczy, a oczy najchętniej by się zamknęły, żeby nie widzieć tego całego okropieństwa. To na pewno są historie dla dorosłych. Kojarzą mi się z nowelami pozytywistycznymi (ten sam realizm w opisywaniu rodzinnych dramatów, ludzkiej głupoty), powieściami Thomasa Harrisa o Hannibalu Lecterze (Czerwony smok nawet został w jednej z nich wprost przywołany), filmem Piła (przez opisy znęcania się i morderstw) i Zbrodnią i karą Fiodora Dostojewskiego (pokazywanie wydarzeń z punktu widzenia zabójcy). Omawiam je tu łącznie, ale właściwie każdej można by poświecić osobny wpis.
Pierwsze z opowiadań wydało mi się najsłabsze, ostatnie najlepsze. (Możliwe, że musiało trochę potrwać zanim przyzwyczaiłam się do stylu Adama Zalewskiego i poruszanej przez niego tematyki). Wszystkie napisane są z pomysłem i dużym talentem. Pierwsze poraziło mnie ukazanym okrucieństwem, podobnie końcówka drugiego była bardzo makabryczna. Zastanawiałam się, czy chcę czytać dalej. Przełomowe okazało się trzecie – Agnes, w którym pisarz świetnie ujął problem subiektywnych opinii recenzentów i ich wpływu na karierę twórców. Od czwartego przestałam zwracać uwagę na język opowieści, stał się dla mnie doskonale przezroczysty, a opisywane wydarzenia rozgrywały się wprost w mojej wyobraźni, jak film. Minimalna ilość słów budujących sceny, dużo dialogów, wciągająca akcja. Ostatnie opowiadanie zdecydowanie najlepsze, najmniej drastyczne, z powoli odkrywaną tajemnicą i zaskakującym, tragicznym końcem. Wszystkie na długo zostaną w pamięci. Podobnie jak przesłanie, które niosą, o tym, że zło i źli ludzie istnieją. Mottem Rzeźbiarza są następujące słowa:
Można by je odnieść do postaci z całego zbioru. Uznać, że wszyscy przedstawieni w nim mordercy to wariaci, chorzy, którzy nie są winni popełnionych zbrodni, bo nie popełnili ich świadomie, z premedytacją. Sami cierpią, nie mają wpływu na to, co robią, nie panują nad agresją i „głosami”, które słyszą w głowach. Najstraszniejsze w tej myśli jest to, że podobni im żyją wśród nas, a my możemy ich kiedyś spotkać na swojej drodze. Gdyby nie Avo_lusion i jej pozytywne recenzje twórczości Adama Zalewskiego, pewnie nie sięgnęłabym po tę książkę albo odłożyłabym ją po pierwszym opowiadaniu. Teraz czuję, że przeczytam wszystkie pozostałe powieści tego autora. Na półce już czeka debiutancka – Biała wiedźma, a ja nie mogę się doczekać, żeby ja otworzyć i dać się wciągnąć lekturze. Jest sporo grubsza, wiec jeżeli znowu zacznę czytać na noc, to nie pójdę spać o drugiej jak przy Sześć razy śmierć, a nad ranem. Dziękuję Danusiu! Ocena: 5/6
poniedziałek, 05 grudnia 2011
Wydawnictwo: Fabryka Słów, 2009
700 stron, 12 autorów, 12 opowiadań. Tak w liczbach można by podsumować antologię Bajki dla dorosłych. Do jej wypożyczenia z biblioteki skłoniły mnie nazwiska na okładce: Kańtoch, Grzędowicz, Białołęcka. I kilka innych, które wtedy znałam jedynie ze słyszenia. Teraz moja lista polskich autorów piszących fantastykę, których książki chciałabym przeczytać znacznie się wydłużyła. Szczególnie o nazwiska dwóch piszących pań: Kossakowskiej i Kozak. Nie będę się już również wahała przy pozostałych pisarzach, bo odkryłam, że oni naprawdę umieją pisać :-). Może nie wszystkie opowiadania były dokładnie w moim guście, może nie wszystkie zapamiętam na długo, ale na pewno dobrze się bawiłam przy czytaniu, a oto też chodzi. Antologia powstała po śmierci jednego z pisarzy – Tomasza Pacyńskiego i jest hołdem pamięci złożonym mu przez kolegów po fachu, a może raczej „po piórze”. Temat zaczerpnięty został z opowiadania „Packa” pod tym samym tytułem zamieszczonego w tej książce jako pierwsze. Bajki dla dzieci są tam przeciwstawione tym dla dorosłych, w których "Świat to strachy i zmory, które czyhają wszędzie", a na tym świecie "Są mroczne siły, silniejsze od nas. Gniewne, złe i rozczarowane. Łakome krwi i zemsty". To fragment tego opowiadania:
Bajki dla dorosłych pełne są bohaterów takich, jak: św. Mikołaj, elfy, krasnoludy, jednorożce, smok, diabeł, Śnieżka, Roszpunka, Czerwony Kapturek, wampir, Dzwoneczek i wiele innych. Mamy w nich odwołania do utworów Tolkiena, braci Grimm, a nawet Biblii i polskiej literatury patriotycznej (Mickiewicza, Słowackiego, Żeromskiego). Bardzo dziwna to mieszanka i zaskakująca. Zależnie od charakteru i talentu pisarza, opowiadania są albo zabawne, albo smutne, albo dające do myślenia. Każdy powinien znaleźć wśród nich coś dla siebie:
Właściwie o każdym z tych opowiadań mogłabym napisać dużo więcej. Ale wydaje mi się, że lepiej będzie, jeżeli sami je przeczytacie. U mnie w wypożyczalni widziałam jeszcze dwie antologie wydawnictwa Fabryka Słów i myślę, że w niedługim czasie sprawdzę, czy czyta się je równie przyjemnie, jak Bajki dla dorosłych. Ocena: 5/6
czwartek, 24 listopada 2011
Wydawnictwo: Fabryka Słów, 2003
Okładka tej książki sugeruje, że będziemy mieli do czynienia z przerażającymi opowiadaniami. Podobnie opis z tyłu – „Tak demonicznych i mrocznych opowiadań nie przeczytasz w żadnej innej książce”. Oczywiście wszystko to gruba przesada. Nie wiem, kto to wymyśla, ale książkę z taką okładką i takim opisem na pewno omijałabym szerokim łukiem, gdyby nie to, że postanowiłam poznać laureatów Nagrody im. Janusza A. Zajdla przyznawanej w dziedzinie fantastyki (pisałam o tym w poprzednim wpisie, więc nie będę się powtarzać). Opowiadania w ogóle mnie nie przestraszyły. Scharakteryzowałabym je zupełnie inaczej niż wydawca. To prawda, że mamy w nich do czynienia z rożnymi nadprzyrodzonymi postaciami: diabłem, aniołami, Bogiem, wilkołakiem itd., ale autor moim zdaniem nie ma na celu wystraszenia czytelnika. Tematem wszystkich opowiadań są raczej problemy natury psychologicznej. Bohaterowie to ludzie, którym w życiu z rożnych powodów nie wyszło. Brakuje im albo pieniędzy, albo miłości, albo sukcesów w pracy. Wszystkim można by przypisać lekką jesienną depresję, stąd pewnie tytuł. Książka jest o demonach, ale nie tych, którymi straszą nas horrory, ale tych, które nosimy w sobie, z którymi walczymy na co dzień, a w szczególności jesienią, gdy na dworze robi się szaro i ponuro. Czy nie przydałby nam się czasami wszystkowiedzący szaman, który w pierwszym rozdziale tak zwraca się do zagubionego klienta w sklepie z magią:
Czy ten fragment nie jest intrygujący? Mogłabym wypisać jeszcze kilka, które bardzo mi się podobały, ale zabrałoby to zbyt wiele miejsca. To jedna z tych książek, które porywają czytelnika, ale nie tempem akcji, zagadkami czy wyobraźnią autora. To wszystko tu jest, ale najważniejsza jest głębia psychologiczna każdego z tekstów. W każdym z nich można znaleźć coś mówiącego o człowieku, jego lękach, potrzebach. Pięć opowiadań plus krótki prolog i epilog, 413 stron. Jedno opowiadanie ma ok. 70 stron. Czy to nadal jest krótki utwór prozatorski? Nie są długie, ale podobnie jak w przypadku opowiadań Anny Kańtoch długość tekstu jest wystarczająca, żeby wczuć się w akcję, poznać bohaterów, zrozumieć myśl pisarza. Zaczynam się przekonywać do takiej formy opowiadania. I doceniam zalety. Jedna książka – aż 6 intrygujących historii. Aż chciałoby się każdą opisać Wam po kolei, ale to zepsułoby radość czytania, bo w większości przypadków zawierają one nieprzewidziane zwroty akcji, tajemniczych bohaterów i zaskakujące zakończenia. Podam tylko krótki zarys początku każdego tekstu: Moje streszczenie tylko udowadnia, że nie sposób tej książki opowiedzieć (ma w sobie dużo więcej treści niż to wynikałoby z opisu samej fabuły). Trzeba ją przeczytać. I koniecznie sięgnąć po inne dzieła tego autora. Ja przeczytałam już powieść Popiół i kurz. Opowieść ze świata Pomiędzy, gorszą od opowiadań, ale o tym opowiem w jednym z kolejnych wpisów. Ocena: 5/6
|
Archiwum
Zakładki:
Moje blogi
Polecane książki:
Klasyka:
Kryminały:
Fantastyka/SF:
Horror/Thriller:
Poezja:
Dla młodzieży:
Dla dzieci:
Czytadła:
Zaproszenie :-)
Akcja - opowiadanie:
Szablon:
Tagi
Facebook - profil
Skrzynka pocztowa
Ostatnio przeczytane:
Jane Austen Arthur Conan Doyle Danuta Wałęsa Andrzej Pilipiuk Suzanne Collins Ursula Le Guin Jarosław Grzędowicz Andrzej Pilipiuk Jarosław Grzędowicz Siergiej Łukjanienko Antonina Kostrzewa Maciej Bennewicz Andrzej Pilipiuk Andrzej Pilipiuk Tove Jansson Małgorzata Warda Andrzej Mestwin |