blog o książkach, które niedawno czytałam i polecam innym przeczytać

Wpisy z tagiem: klasyka

sobota, 19 maja 2012

 

Jane Austen, Rozważna i romantyczna

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 1996

 

To było moje drugie spotkanie z książką Jane Austen pt. „Rozważna i romantyczna”. Po raz pierwszy czytałam ją pewnie z dziesięć lat temu zachęcona wspaniałą ekranizacją z 1995 roku z Emmą Thompson i Kate Winslet w rolach głównych. Rzadko sięgam po powieści po raz drugi i obawiałam się, czy ponowna lektura mnie nie znudzi. Okazało się, że nie! Mimo że dobrze pamiętałam: przebieg wydarzeń, bohaterów, zakończenie.

Styl Jane Austen ma w sobie coś takiego, że warto czytać dla niego samego. Książka wciągnęła mnie w swój świat równie mocno jak kiedyś. Zachwycałam się sposobem charakteryzowania postaci, ciętym, ironicznym językiem narracji, przemyślaną konstrukcją, pełną omyłek i zwrotów akcji. Za drugim razem mogłam lepiej zaobserwować i docenić, jak świetnie pisarka radzi sobie ze zwodzeniem czytelnika. Niektóre zdania, opinie i dialogi mają zupełnie inne znaczenie, gdy zna się zakończenie powieści.

Dla tych, którzy nie czytali i nie oglądali nigdy „Rozważnej i romantycznej” podam kilka szczegółów dotyczących fabuły, ale myślę, że najlepiej zapoznać się z nią samemu. Bohaterkami są dwie siostry Dashwood: dziewiętnastoletnia Eleonora i siedemnastoletnia Marianna. Obie zakochują się po raz pierwszy i przeżywają trudne chwile spowodowane zachowaniem swoich ukochanych mężczyzn. Rożni je jednak podejście do przeżywania miłosnego zawodu. Starsza pragnie być rozważna i ukrywa swoje cierpienie. Młodsza nie wstydzi się uczuć i jawnie oddaje się rozpaczy.

Podoba mi się właśnie to kontrastowe zestawienie ze sobą dwóch postaw życiowych: rozwagi i romantyzmu:

 

„Eleonora, najstarsza, której wstawiennictwo wywarło taki skutek, obdarzona była zdolnością spokojnego rozumowania i chłodnego osądu, które to cechy, choć miała zalewie dziewiętnaście lat, pozwalały jej być doradczynią matki i powściągać – ku pożytkowi wszystkich czterech pań – matczyną popędliwość, wiodącą na ogół do nierozważnych postępków. Była to panna obdarzona najzacniejszym sercem – usposobienie miała czułe, a uczucia silne, umiała jednak na nimi panować. Tej umiejętności nie nabyła jeszcze jej matka, jedna z sióstr zaś postanowiła nie nabywać jej nigdy.

Zalety Marianny dorównywały pod wieloma względami zaletom starszej siostry. Była rozsądna i inteligentna, lecz we wszystkim nadmiernie popędliwa – jej smutki i radości nie znały umiarkowania. Była osobą wielkoduszną, miłą, interesującą, brakowało jej jedynie roztropności. Uderzająco przypominała swoją matkę.”

 

Myślę, że czytając tego typu opisy łatwo można się identyfikować z jedną lub drugą bohaterką, zależnie od naszego usposobienia i charakteru.

Dla mnie „Rozważna i romantyczna” jest przede wszystkim powieścią o radzeniu sobie z nieszczęściem. Żal po stracie ojca czy ukochanego mężczyzny i przyjaciela (albo ukochanej kobiety i przyjaciółki) jest ogromny. Utrata miłości lub jej złudzenia bardzo boli. Znalezienie sposobu na przetrwanie najgorszego to problem, z którym przychodzi się zmierzyć nie jednemu z nas lub naszych bliskich. Jane Austen pokazuje nam dwie drogi postępowania w cierpieniu: drogę Eleonory i drogę Marianny. Możemy albo zaakceptować sytuację, spróbować się z nią pogodzić i żyć dalej, lub poddać się smutkowi, buntować się przeciw faktom i rozpaczać aż do utraty sił. Możemy zaufać albo rozsądkowi, albo sercu.

Ocena: 5+/6

 


Na dyskusję o książce zapraszam serdecznie na blog Klubu Jane Austen:

 

 Klub Jane Austen

http://janeausten.blox.pl/2012/05/Recenzje-Rozwaznej-i-romantycznej.html

           



wtorek, 22 listopada 2011

 

Małe kobietki, cz.2, Louisa May Alcott

Wydawnictwo: TENTEN, 1992

 

Oczywiście po części pierwszej Małych kobietek musiałam sięgnąć po część drugą (pierwsze wydanie - 1869). Miałam obawy, że będzie gorsza, a okazała się jeszcze lepsza. I do tego troszkę inna. Bohaterki powieści są trzy lata starsze i w ich życiu pojawiają się zupełnie nowe dylematy i wyzwania.

Autorka na początku powieści, w rozdziale pt. Plotki, uprzedza, co będzie tematem powieści:

 

„Zanim znów podejmiemy nasza opowieść i spokojnie udamy się na ślub Meg, powinniśmy najpierw poplotkować nieco o rodzinie Marchów. Na wypadek gdyby któryś ze starszych czytelników uważał, że w historii tej zbyt wiele mówi się o „miłości” (nie sądzę, by młodsi czytelnicy mieli podobne zastrzeżenia), mogę tylko powtórzyć słowa pani March: – Czegóż innego można się spodziewać, kiedy w domu są cztery wesołe dziewczęta, a nie opodal pełen werwy, młody sąsiad?”

 

Książka rozpoczyna się krótką informacją o tym, co działo się z rodziną Marchów i ich przyjaciółmi przez ostatnie trzy lata. Dowiadujemy się trochę o ojcu dziewcząt, ale będzie on marginalną postacią w tej powieści. Najważniejsze znowu będą: Meg, Jo, Amy i Beth. Każdej z nich poświęcone będą osobne rozdziały, bo ich drogi powoli zaczną się rozchodzić.

Właśnie taka kompozycja powieści jest jej siłą. Cztery bohaterki, siostry, ale cztery różne historie. Problemy i radości przeplatające się nieustannie w ich młodym życiu. Do tego duża dawka humoru, zabawne sytuacje wywołujące uśmiech i skłaniające jednocześnie do refleksji. Wspaniałe portrety psychologiczne bohaterek (szczególnie Jo, roztrzepanej, zabawnej i buntowniczej dziewczyny o złotym sercu i wielkiej wyobraźni).

Zastanawiałam się, jak Alcott poradzi sobie z ułożeniem dalszych losów swoich prawie „idealnych” bohaterek. Otóż po mistrzowsku udało jej się pokazać, jak złożona jest ludzka natura.

Czytamy, jak młoda, kochająca żona, Meg zamienia się w rozhisteryzowaną, samolubną jędzę z powodu nieudanych konfitur porzeczkowych (jedna z najlepszych scen jakie czytałam, niezapomniany obrazek). Jak jej równie kochający mąż – John pod wpływem humorów żony zajętej wyłącznie pielęgnacją ich dziecka, oddala się od rodzinnego gniazdka i coraz częściej wybiera towarzystwo wesołych sąsiadów. „Idealna” małżeńska sielanka powoli zamienia się w puste życie obok siebie.

Z kolei przyjaźń Lauriego i Jo przechodzi ciężką próbę, gdy chłopak wyznaje jej swoją miłość. Bliscy sobie ludzie ranią się wzajemnie i muszą rozstać. Jo niegotowa na życie we dwoje postanawia zrealizować swoje marzenia o pisaniu. Laurie musi odnaleźć sens życia, które wcześniej było dla niego jedynie przyjemną zabawą, a teraz mimo otwartych różnych dróg staje się nie do zniesienia. Bogaty, inteligentny, przystojny szuka celu poznając Europę.

Beth zmaga się ze świadomością śmiertelnej choroby, o której początkowo nie chce powiedzieć najbliższym, by ich nie martwić. Cicha i samotna walczy z ciężarem ponad jej siły.

Za to do Amy szczęście się uśmiecha, spełniając jedno z jej marzeń – podróż za ocean do kilku europejskich miast. Szuka tam natchnienia i chce doskonalić swój kunszt malarski, ale odkrywa ze smutkiem, że nigdy nie będzie prawdziwą artystką.

Alcott nie wybrała dla swoich bohaterek łatwego losu. Wchodzenie w dorosłość będzie dla nich bolesne. Choć dzięki miłości rodziny, mądrym wskazówkom rodziców wyjdą z wielu różnych prób zwycięsko. Na końcu będą mogły podziękować matce za wspaniale wychowanie i cieszyć się owocami swojej pracy:

 

„– Tak, Jo, myślę, że twoje zbiory będą udane – zaczęła pani March, odpędzając wielkiego czarnego świerszcza, który przestraszył Teddy’ego.

– Nawet w połowie nie tak udane jak twoje zbiory, mamo. To przecież w dużej mierze dzięki tobie wszystkie jesteśmy dziś szczęśliwe – zawołała Jo z pełną miłości porywczością, z której nigdy nie wyrosła.”

 

Zdecydowanie warto przeczytać tę książkę. Po to, żeby się przy niej wzruszyć, uśmiechnąć, zadumać. Po to by przeżyć wspaniałą historię ze szczęśliwym zakończeniem.

Ocena: 5+/6

 

Zakładki:
Moje blogi
Polecane książki:
Klasyka:
Kryminały:
Fantastyka/SF:
Horror/Thriller:
Poezja:
Dla młodzieży:
Dla dzieci:
Czytadła:
Zaproszenie :-)
Akcja - opowiadanie:
Szablon:

Facebook - profil


Skrzynka pocztowa

Napisz e-mail