Wpisy z tagiem: Fac
sobota, 18 lutego 2012
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Tysiąclecia, 2011
Nie wiem, czy już powinnam pisać o tym tomiku wierszy. Przeczytałam go kilka razy, a wciąż tak mało go znam. Choć jest niewielki – 50 stron, 32 wiersze, to znaczeń w nim bardzo wiele. Myślę, że będę je odkrywała jeszcze bardzo długo i powoli, bo to utwory do których się wraca. Gdy je czytam, wciąż przypomina mi się niedawne spotkanie autorskie z Andrzejem Mestwinem i wciąż jeszcze brzmią mi w uszach recytacje Jarosława Tyrańskiego. Potwierdziły się moje pierwsze wrażenia – to wspaniała poezja, która daje czytelnikowi do myślenia. Rozważania o wierze, życiu i śmierci. Zabrakło mi jedynie wierszy o miłości, które, sadząc po jedynym o tej tematyce utworze „Miłość, śmierć i podatki”, w wykonaniu autora muszą być równie wyjątkowe. Zgadzam się z Dariuszem Wołodźko, przyjacielem poety, który powiedział, że część pierwsza tomiku, „Może i wiara”, jest najlepsza. Każdy z zamieszczonych w niej dziewięciu wierszy jest potrzebny i ważny. Styl poety wydaje się w nich najbardziej „widoczny”, indywidualny, odrębny od innych znanych mi twórców. Kolejne wersy zaskakują połączeniem codzienności (współczesności: esemesy, internet, telewizor itd.) z aluzjami literackimi (Biblia, Różewicz, „Bogurodzica”). Nastrój jest lekki, tematyka poważna. Brak interpunkcji umożliwia różnorakie interpretacje. Są wśród tych tekstów: pytania do Boga, modlitwa, zwątpienie i poszukiwanie, dyskusja, wyznanie wiary („Dobry Boże! / jeśli nawet nie wierzę w co wątpię / dziwnie mi tak bez dowodu”). Jest też badanie siebie i własnej tożsamości, nazywanie i odnajdywanie („raczej nie jestem cierpliwy / może dobry sam nie wiem”, "czas poszukać siebie"). Podmiot liryczny potrzebuje wiary, ale nie jest ona dla niego czymś łatwym i oczywistym. Mimo to Bóg jest w jakiś sposób bliski, ludzki, bo można mówić do niego i o nim, nawet gdy brakuje nadziei i miłości:
To co najbardziej mi się podoba w całym tomiku to język, jego lapidarność, treściwość, zapadające w pamięć sentencje typu: „warto czynić dobro / bez względu na wyznanie”, „klucz jest we mnie, wiara w tobie”, „wszystko co mamy jest teraz / wszystko co mamy jest tu”, „kiedyś myślałem / śmierć jest odległą krainą / można ją opuścić”, „mieliśmy być nieśmiertelni / ci co uwierzyli umarli”, „kiedy przysypiam śni mi się życie”. Andrzej Mestwin jest poetą idealnym do cytowania, fragmenty jego wierszy mają w sobie piękno całości, i są całością. Już sobie wyobrażam w przyszłości: zbiory cytatów złożone z jego myśli, opisy na gg czy Facebooka wzięte z jego wierszy, aforyzmy na murach i pomnikach. Część druga „Być gdzieś obok” momentami szokuje („głośno się wzdycha nad zwierzętami / jakby były ważniejsze / nie wiadomo od kogo / może boga kurczaków / King Konga Psa Cywila Kaczora Donalda”, „ludzie gatunek skazany na przeżucie”), momentami zdaje się bardzo osobista, dotyka tematów: inności, niezdecydowania, patriotyzmu, starości, śmierci ojca, pisania wierszy, Warszawy. Problematyka bardzo urozmaicona, poziom wierszy różny. Ton poważniejszy niż w części pierwszej. Wyróżniają się: „(Z powodu niedokończonych studiów…)”, „Solidarność”, „(Już go nie ma…)”, „Obok”:
Część ostatnia – „Pod koniec” – rozpoczyna się zaskakującym wierszem „Gust” próbującym oswoić czytelnika ze śmiercią („jeśli zginać tak nagle przypadkowo w wypadku / to tylko w eleganckiej bieliźnie”, „jeśli nie umierać / to tylko na chwilę”). Następny utwór, równie dobry, „(Kiedyś myślałem…)” to próba zmierzenia się ze strachem i przemijaniem. „Europa – choroba” to jeden z trzech wierszy, w którym pojawia się temat holokaustu, wiersz ostrzeżenie, przed wojną, zbrodniami i zacieraniem ich śladów. Składa się głównie z krótkich, dosadnych haseł: „wojna zaczyna się od pokoju”, „Bóg po naszej stronie / religia jest narzędziem / wiara milczeniem”. Wiele utworów tego poety zasługuje na bliższe poznanie, przemyślenie. Wymienię jeszcze tylko: „Los”, „Miłość, śmierć i podatki” i ostatni „(Jeśli mnie pytasz)”:
Wierszy nie sposób streścić ani opowiedzieć. I bardzo dobrze. Dlatego zachęcam Was wszystkich do przeczytania pięknego tomiku wierszy Andrzeja Mestwina – „Być może Coś innego”. Dla mnie to jest „Coś” przez wielkie „C”. I już czekam na następny.
środa, 08 lutego 2012
Andrzej Mestwin / fot. Felicja
Pewnie większość z Was zastanawia się, kim jest Andrzej Mestwin? Po przeczytaniu tego tekstu mam nadzieję, że każdy zapamięta, że to utalentowany poeta. 7. lutego 2012 roku w bibliotece w Gdańsku (Filia Gdańska Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej, przy ul. Mariackiej 42/43) odbyła się promocja jego dwóch debiutanckich książek: „Być może Coś innego” i „Elegie Gdańskie”. Przed spotkaniem niewiele można było wyczytać o autorze w Internecie. Znalazłam jedynie krótką notatkę biograficzną i jedną recenzję z fragmentami wierszy. To jednak wystarczyło, żeby mnie zachęcić do udziału. Zdziwiłam się bardzo, bo przybyło bardzo wiele osób, organizatorzy musieli dostawiać dodatkowe krzesła, a i tak część osób siedziała na schodach. Wśród zaproszonych byli znajomi i rodzina pisarza, ale również sporo znanych osób. Publiczność przywitał pisarz Aleksander Jurewicz, wiersze czytał aktor Jarosław Tyrański, a wywiad poprowadził przyjaciel poety Dariusz Wołodźko. Na początku Aleksander Jurewicz odczytał wiersz Wisławy Szymborskiej „Nagrobek” w hołdzie zmarłej noblistce. Następnie powiedział, że „poeci odchodzą, przychodzą następni” i z humorem przedstawił bohatera wieczoru – Andrzeja Mestwina – „to ten brodaty, który dość długo był maglowany, żeby coś wydał” i plan wieczoru:
Wiersze Mestwina w interpretacji Tyrańskiego naprawdę zrobiły na mnie wrażenie. Aktor przeczytał ok. 16 utworów, czyli połowę tomiku. To wrażenie byłoby pewnie jeszcze większe, gdyby nie przerwy w czytaniu spowodowane przez spóźnionych fanów poezji, którzy co chwila wchodzili i niewyłączone telefony komórkowe, które często dawały o sobie znać. Jako pierwszy przeczytany został utwór „Wiara” (jest on również pierwszym utworem w tomiku):
Po części „recytacyjnej” nastąpiła równie ważna część „dialogowa”. Szczególnie nowi czytelnicy mogli się dowiedzieć podstawowych informacji o autorze i poznać go trochę bliżej. Pierwsze pytanie Dariusza Wołodźko dotyczyło terminu debiutu książkowego (ponad 20 lat po wydrukowaniu pierwszego wiersza w prasie – w 1990 roku na łamach „Gwiazdy morza”). „Dlaczego musieliśmy tak długo czekać?” – zapytał. „Nie byłem gotowy” – odpowiedział krótko i prosto Andrzej Mestwin i wymienił kilka faktów z historii swoich publikacji i udziału w konkursach literackich. Trzy lata temu rozpoczął szukanie nowego języka i zaczął pisanie na nowo. Drugie pytanie brzmiało: „Skąd tytuł Być może Coś nowego?” Autor długo odpowiadał na to pytanie. Przyznał, że napisał ok. 300-400 wierszy, większość w ciągu dwóch, trzech lat. ”Jakbym przez całe życie to w sobie tłumił” – tłumaczył przypływ weny. Jednak z tytułu nie jest zadowolony. Ma on pokazywać, że jest to inna propozycja poezji niż większość tomików poetów, którzy teraz piszą (technicznie dobrych, ale piszących o niczym). Chciał napisać takie wiersze, które będą związane z konkretną tematyką, która jest w nim i która go obchodzi. Interesują go trzy tematy: religia, kwestia Boga (nie wyśmiewanie się, nie żarliwość w modlitwie, raczej modlitwa sceptyczna), śmierć (zagłada, Holocaust, historia, Rwanda, Kambodża), tematy społeczne (bycie w społeczeństwie, poezja zaangażowana). Tytuł zbioru ma sugerować, że treść nie będzie tylko grą z czytelnikiem i mówieniem o sobie. Autor wspomniał, że był kiedyś pytany, dlaczego pisze modernistycznie i odpowiedział wtedy, że chce, żeby jego utwory miały powierzchnię i głębię, przesłanie i temat. Niespodziewanie w słowo autorowi wszedł Aleksander Jurewicz, który wyraził swoje zdanie na temat tego, co jest najważniejsze w twórczości Mestwina (odcięcie się od twórczości ojca). Między zaprzyjaźnionymi pisarzami doszło do dość ostrej wymiany zdań, co powtarzało się potem jeszcze kilkakrotnie. Kolejne pytania Dariusza Wołodźko dotyczyło budowy debiutanckiego tomiku i jego podziału na trzy części. „Dlaczego akurat trzy?” – zapytał. „Trójka jest dobrą liczbą, magiczną.” – odpowiedział poeta. Zapytany, jak wybierał wiersze, odparł, że oczywiście wybrał te najciekawsze, najlepsze, ale do tego musiały być jednorodne. Odrzucił np. wiersze o ojcu, te będące dyskusją z Grochowiakiem, a także nawiązujące do mitologii. Następne zagadnienie, które zostało poruszone przez pytającego, to tytuły poszczególnych części („Może i wiara”, „Być gdzieś obok”, „Pod koniec”). Pytanie: „Skąd nazwy?”, odpowiedź: „Jest to pewna sugestia tematów”. W tym miejscu ponownie wtrącił się Aleksander Jurewicz protestując przeciwko takiej tematyce w poezji i mieszaniu jej z publicystyką. Jego zdaniem poezja powinna być rozmową z nieobecnym, nieznajomym. Poety bronił m. in. Dariusz Wołodźko twierdząc, że pierwsza część tomiku jest najlepsza, a pozostałe bardzo dobre. Do dyskusji głośnymi komentarzami włączały się osoby z publiczności. Atmosfera zrobiła się gorąca. Rozmowa zeszła na tematy bezpośrednio niezwiązane z poezją (np. padło nazwisko ojca Rydzyka). Całe szczęście szybko Dariusz Wołodźko przeszedł do kolejnych pytań, tym razem o Boga i wiarę. Zapytał: „Czy Bóg powinien być socjalistą?”. Autor odpowiedział: „Bóg jest socjalistą, jest sprawiedliwy.” Kolejne pytanie: „Czy Bóg jest potrzebny?”. Andrzej Mestwin odpowiedział, że Bóg jest mu potrzebny, nie tylko do pisania wierszy: „Ja się modlę pisząc. Ale to nie ma być modlitwa na kolanach.” Następnie Wołodźko pytał o konkretne wiersze: „Ponownie ocalony” i „Obok”, prosił o ich interpretację. Fragment „królestwo z tego świata / nie bardzo do mnie pasuje” Mestwin przetłumaczył „to, co tu się dzieje nie jest do końca ważne". A drugi wiersz uznany przez przyjaciela za swój manifest rozwinął w ten sposób: „Jestem po środku. Jednocześnie wierzę i wątpię. Chcę jednocześnie wierzyć i wątpić.” W tym momencie „na scenę” znowu wkroczył Jurewicz zadając pytanie: „Kiedy jest nam potrzebny Pan Bóg?” i dzieląc się z publicznością swoimi przemyśleniami na ten temat. Miałam wrażenie, że te „wtrącenia” są nie na miejscu, bohaterem spotkania miał być przecież Andrzej Mestwin. Jednak autor mniej lub bardziej cierpliwie odpowiadał „Olkowi” (jak zwracał się do kolegi po piórze). Te odpowiedzi były bardzo ciekawe i pomimo wszystko dużo wniosły do dyskusji. Na powyższe pytanie odpowiedział, że Bóg, to „część mnie” i że „Można wierzyć wątpiąc i wątpiąc grzeszyć.” Przy okazji tematu Boga między pisarzami po raz kolejny doszło do spięcia w kwestii ojca Andrzeja Mestwina. Autor wytłumaczył zgromadzonym, że „Mestwin”, to nie jest jego nazwisko, ale drugie imię (nadane na cześć średniowiecznego gdańskiego księcia). Naprawdę poeta ma na nazwisko Fac, ale jego ojciec, również pisarz (Boleslaw Fac, 1929 – 2000) życzył sobie, by syn nie używał nazwiska, ale sam zapracował na swój sukces, na swoich przyjaciół i wrogów. Ostatnie pytania Dariusza Wołodźko dotyczyły drugiej z debiutanckich książek – „Elegii Gdańskich”. Pytanie: „Skąd pomysł na „Elegie Gdańskie?”. Odpowiedź: „Jest to hołd miastu i ludziom, którzy pisali o Gdańsku i żyli tu.” Andrzej Mestwin dodał też, że nazywa tę książkę poematem dygresyjnym, bo nie ma w niej subtelnego liryzmu tak, jak w tomiku wierszy „Być może Coś więcej”, to raczej proza. Wołodźko dopytał, czy autorowi chodziło też o wpisanie własnej mitologii rodzinnej w historię miasta. Pisarz odparł, że tak. Utwory tworzą kolaż nazwisk i miejsc, chronologicznie, od założenia miasta do dziś. Po tym wprowadzeniu w tematykę „Elegii Gdańskich” Andrzej Mestwin sam, mimo chrypki, przeczytał kilka utworów. Następnie okazało się, że jest to nie tylko jego debiut jako autora, ale również jako współwydawcy. Razem ze swoją „ukochaną”, poetką, Ewą Miłek założył wydawnictwo Oficyna Wydawnicza Tysiąclecia, w którym wydają nie tylko swoje wiersze, ale pracują już nad wydaniem poezji kolejnych autorów, m. in. Barbary Piórkowskiej (21. lutego 2012 o godz. 18 odbędzie się promocja jej tomiku „International” w tym samym miejscu, co spotkanie z Andrzejem Mestwinem). Czekają na kolejnych twórców (najlepiej „z gotówką”). Pytań czytelników było niewiele, głównie dziękowali za piękne i wzruszające wiersze. Jedno ważne pytanie o „trud tworzenia”: „Niektóre utwory były prezentowane dwa lata wcześniej, co się w nich zmieniło od tego czasu?”. Autor odpowiedział, że było za dużo elementów lirycznych w „Elegiach Gdańskich” i że nadal ich jest za dużo, mimo że redagował je, wycinał fragmenty i zmieniał. Nie jest z nich do końca zadowolony, z tomiku wierszy jest natomiast „w miarę” zadowolony. Na koniec Dariusz Wołodźko zapytał, czy będzie drugi tomik. Poeta odpowiedział, że na pewno nie w tym roku. I na tym skończyła się cześć oficjalna. Po niej można było nabyć książki Andrzeja Mestwina i poprosić o autograf, co oczywiście zrobiłam. Czytelnicy zostali też poczęstowanie lampką czerwonego wina. http://ibedeker.pl/osobowosci/andrzej-mestwin-w-filii-gdanskiej-2/
|
Archiwum
Zakładki:
Moje blogi
Polecane książki:
Klasyka:
Kryminały:
Fantastyka/SF:
Horror/Thriller:
Poezja:
Dla młodzieży:
Dla dzieci:
Czytadła:
Zaproszenie :-)
Akcja - opowiadanie:
Szablon:
Tagi
Facebook - profil
Skrzynka pocztowa
Ostatnio przeczytane:
Jane Austen Arthur Conan Doyle Danuta Wałęsa Andrzej Pilipiuk Suzanne Collins Ursula Le Guin Jarosław Grzędowicz Andrzej Pilipiuk Jarosław Grzędowicz Siergiej Łukjanienko Antonina Kostrzewa Maciej Bennewicz Andrzej Pilipiuk Andrzej Pilipiuk Tove Jansson Małgorzata Warda Andrzej Mestwin |