Wpisy z tagiem: dla dzieci
wtorek, 28 lutego 2012
Wydawnictwo: "Nasza księgarnia", 2006
To trzecia i zdecydowanie najsłabsza z przeczytanych przeze mnie książek o przygodach Muminków. Pierwsza połowa bardzo mnie wynudziła. Coś ciekawego zaczęło się dziać dopiero w drugiej, kiedy to pojawili się nowi bohaterowie i przede wszystkim wyczekiwana przeze mnie Buka. Jakoś z dzieciństwa nie bardzo kojarzyłam, kim o na jest, za to inni pamiętali ją świetnie. Tak została opisana przez Tove Jansson:
Tajemnicza Buka, tak jak intrygujący Topik i Topcia sprawiają, że od tej części historii trudno się oderwać. Chciałam wiedzieć kim są, co ukrywają. Ich zachowanie było nieprzewidywalne i zaskakujące. Takich emocji nie dostarczyła mi niestety długa i nudna historia czarodziejskiego kapelusza opowiedziana na początku tomu (którą znałam już z niedawno obejrzanego, nieciekawego, pierwszego odcinka starej dobranocki o Muminkach). Stąd wysnułam wniosek, że siłą książek Jansson są właśnie nietuzinkowi bohaterowie, którzy co rusz zaprzyjaźniają się z Muminkami (albo stanowią dla nich zagrożenie). Co do samych Muminków, to niewiele się zmieniają w kolejnych opowieściach i stąd pewnie mam już trochę ich przesyt. Czytanie „Lata Muminków” odłożę na bliżej nieokreśloną przyszłość. Ocena: 4-/6
poniedziałek, 20 lutego 2012
Wydawnictwo: W.A.B, 2006
Po „Góry Żmijowe” sięgnęłam pod wpływem spotkania autorskiego z Zygmuntem Miłoszewskim. Bardzo chciałam się przekonać, czy inne jego książki spodobają mi się bardziej niż wywołujące mieszane uczucia „Uwikłanie”. I okazało się, że tak. Mimo że wybrałam utwór będący raczej baśnią niż powieścią fantastyczną dla dzieci (tak zakwalifikowano ją w mojej bibliotece), to spędziłam bardzo miło czas. Ładnie wydana, w twardej oprawie, na dobrym papierze, z zakładką z motywem z okładki. Jedynie czarno-białe ilustracje, szkicowane ołówkiem, wydały mi się niezbyt atrakcyjne dla małych czytelników. Fabuła nie jest bardzo oryginalna, ale w przypadku baśni to żadna wada. Dobrze, że bohaterką jest dziesięcioletnia księżniczka Filomena i prawie dwunastoletni syn rybaka Eryk. Dobrze, że spotykają na swojej drodze przedziwne stwory (Żmija, wróblona, wolne skrzaty i in.) i przeżywają niezwykłe przygody, ale to nie wszystko. Świat „Gór Żmijowych” wcale nie jest taki jednoznaczny i oczywisty, jak mogłoby się po tym opisie wydawać, kryje w sobie bardzo wielką tajemnicę. Spodobała mi się pierwsza scena przedstawiająca kapryśną dziewczynkę podczas jedzenia śniadania i jej kłócących się rodziców: króla i królową. Mimo baśniowych dekoracji dialogi są bardzo realistyczne, jakby wzięte z codziennego życia:
Każdy rozdział rozpoczyna się krótkim, jednozdaniowym streszczeniem, które dobrze współgra z treścią i zachęca do dalszej lektury. Narrator w zabawny sposób zwraca się do czytelnika na tylnej okładce i w zakończeniu. Największym jednak plusem tej książki jest nieoczywistość morału. Można wyciągnąć z niej kilka nauk, ale nie są one ani nachalne ani najważniejsze. Opowieść pobudza do refleksji. Filomena łamie zasady, w które wierzą i według których żyją jej rodzice i początkowo spotyka ją za to kara, służba u Żmija. Jednak w zakończeniu królewna kolejny raz przekracza postawione sobie granice (bardzo boi się zmarłych przestępców, ale nie może patrzeć na ich cierpienie) i zmienia nie tylko swoje życie, ale i swojego strażnika, a nawet postępowanie ojca i matki wobec niej. Książka oznaczona została na tylnej okładce jako odpowiednia dla dzieci powyżej siódmego roku życia. Trochę mi się to mało wydaje, żeby zrozumieć ją w całości, ale może się mylę, to pewnie zależy od dziecka. Jeżeli macie jakieś znajome siedmio-dziewięciolatki lubiące czytać baśni, to możecie podsunąć im tę lekturę i sprawdzić. Powinna im się spodobać. Ocena: 5/6
niedziela, 22 stycznia 2012
Wydawnictwo: "Nasza księgarnia", 2006
Przeczytałam drugi tom przygód Muminków i obejrzałam ekranizację – pierwszy odcinek starej dobranocki. Bardzo się od siebie różnią. Już w dzieciństwie Muminki nie należały do moich ulubionych telewizyjnych bajek. Teraz wiem dlaczego. Nadal nie jestem w stanie oglądać ich z zainteresowaniem. Po kilku minutach bardzo mnie nudzą. Jakby były robione dla bardzo małych dzieci. Wszystko dzieje się tam tak wolno. Wytrzymać nie można. Książka jest zupełnie inna. Wspaniała. Mnóstwo przygód, niebezpieczeństwo, oryginalni bohaterowie. Same zalety. W tej części Muminek i Ryjek wyruszają w góry by odwiedzić obserwatorium astronomiczne i przyjrzeć się zbliżającej się do Ziemi komecie. Po drodze po raz pierwszy spotykają m. in. Włóczykija, a później też Pannę Migotkę i jej brata Migotka. Momentami bywa bardzo niebezpiecznie. Wydaje się, że świat czeka zagłada, wody wysychają, mieszkańcy masowo opuszczają Dolinę Muminków. Jednak Muminek wciąż wierzy, że jego mama da radę ich wszystkich uratować. Na zachętę dla wszystkich „dorosłych dzieci” kilka pierwszych akapitów powieści:
Taki długi ten fragment zamieszczam, bo wszystko w nim jest. I idylliczny obraz Doliny Muminków i charakter bohaterów tylko czekających na nowe i koniecznie niebezpieczne przygody i refleksja nad rzekami i drogami. Czytając książkę, zastanawiałam się, na ile Muminek i Ryjek to w tej bajce „dzieci”. Ile mogą mieć lat? Dlaczego rodzice pozwalają im na samotne wędrówki? Może to nastolatki? W tej części Muminek przeżywa pierwsze zauroczenie Panną Migotką, później wszyscy razem idą na tańce („dancing”). A Włóczykij? Dziecko czy dorosły? Został opisany jako: „obieżyświat w zniszczonym kapeluszu, z fajką w ustach”, wybiera jednak to młode towarzystwo i traktuje ich na równi z sobą. Wszyscy zdają się wolni i samodzielni, choć momentami trochę naiwni i nieporadni. Jakby ich wiek nie miał żadnego znaczenia. Ale przecież jest jeszcze Mama i Tatuś Muminka. To oni są oparciem, to do nich zawsze można wrócić, oni będą widzieli, co robić, gdy światu zagraża kometa. Mama Muminka upiecze wielki tort, a potem wszyscy przeniosą się do groty znalezionej przez Ryjka na uroczysty obiad. Nie wiem, czy pozostałe książki Tove Jansson pisane są według podobnego schematu: wędrówka bohaterów, poznawanie nowych przyjaciół, powrót do domu, ale mam nadzieję, że są tak samo ciekawe. Ocena: 5/6
sobota, 10 września 2011
Czerwone krzesło to książka dla dzieci, a jednak czytają ją też dorośli. Dowiedziałam się o niej z jednego z blogów, czytając entuzjastyczną recenzję. Byłam bardzo pozytywnie nastawiona. Po pierwsze, bo to powieść polskiego autora, po drugie, lubię książki dla dzieci. A że byłam akurat przeziębiona bez wahania zaczęłam czytać. Początkowo zapowiadała się bardzo dobrze. Ciekawy, choć prosty pomysł z magicznym krzesłem, które spełnia każde życzenie tego, kto na nim usiądzie. Sympatyczni, mali bohaterowie. Zaskakujące sytuacje – pierwsza scena jak z horroru, kiedy chłopiec budzi się w środku nocy sam w domu i zaczyna się bardzo bać. Są też czarne charaktery, które powodują śmieszne sytuacje. Jest też warstwa dydaktyczna, ale nie w formie nudnych wywodów, a na zasadzie pokazywania pozytywnych wzorców rodziców i dzieci, miłości w rodzinie i wzajemnej pomocy. W środku powieści chciałam ją jednak odłożyć, bo wydała mi się zbyt dziecinna. Nie mogłam tam dostrzec nic dla dorosłego czytelnika. Dopiero jak zaczęłam opowiadać fabułę mojej mamie, to w trakcie tego opowiadania zdałam sobie sprawę, że książka została napisana z wielką wyobraźnią. Choć żaden z pomysłów w niej wykorzystanych nie jest nowy, to jednak są one dobrze połączone i ciekawe. Czytałam dalej i książka coraz bardziej mnie wciągała. Bawiłam się świetnie wyobrażając sobie kolejne rzeczy wyczarowane przy pomocy krzesła przez rodzeństwo: wielki traktor, balon, namiot nad brzegiem jeziora, lwa. Byłam ciekawa, co jeszcze się wydarzy. Magiczne krzesło spełniało życzenia albo bardzo dokładnie i szczegółowo, albo zupełnie na opak. Choć mogłoby się wydawać, że nic prostszego niż wypowiadanie własnych życzeń, w książce okazuje się, że każde takie spełnione marzenie niesie za sobą zupełnie nieprzewidziane skutki. Historia nie jest banalna, najbardziej pasuje do niej określenie - „magiczna”. Język jest prosty i dostosowany do młodych czytelników. Aż dziwnie czytało się książkę z tak mało rozbudowanymi opisami, kilka słów, a świetnie określały sytuację i bohaterów. Bardzo podobały mi się ilustracje, kolorowe i takie „współczesne”. Jestem ciekawa następnej części. Książkę polecam tym, którzy jeszcze pamiętają, jak to jest być dzieckiem :-).
Tak zaczyna się ta historia, a jak się kończy sprawdźcie sami. Ja dziękuję dededan, która napisała wspomnianą wcześniej recenzję drugiej części tej książki. Zapraszam na jej bloga Czytam, bo lubię :-). Ocena: 5/6
|
Archiwum
Zakładki:
Moje blogi
Polecane książki:
Klasyka:
Kryminały:
Fantastyka/SF:
Horror/Thriller:
Poezja:
Dla młodzieży:
Dla dzieci:
Czytadła:
Zaproszenie :-)
Akcja - opowiadanie:
Szablon:
Tagi
Facebook - profil
Skrzynka pocztowa
Ostatnio przeczytane:
Jane Austen Arthur Conan Doyle Danuta Wałęsa Andrzej Pilipiuk Suzanne Collins Ursula Le Guin Jarosław Grzędowicz Andrzej Pilipiuk Jarosław Grzędowicz Siergiej Łukjanienko Antonina Kostrzewa Maciej Bennewicz Andrzej Pilipiuk Andrzej Pilipiuk Tove Jansson Małgorzata Warda Andrzej Mestwin |