blog o książkach, które niedawno czytałam i polecam innym przeczytać

Wpisy z tagiem: Grzebałkowska

wtorek, 27 grudnia 2011

 

Ksiądz Paradoks. Biografia Jana Twardowskiego, Magdalena Grzebałkowska

Wydawnictwo: Znak, 2011

 

Prezenty książkowe od siostry na Święta Bożego Narodzenia dostałam dwa. Pierwszy, który przeczytałam to biografia księdza Jana Twardowskiego. W twardej okładce, z kolorowymi zdjęciami, duży format i odpowiednia do tego cena – 44,90. Takie „bryły” w łóżku czyta się niestety niewygodnie. Pierwsza moja uwaga dotycząca spraw technicznych – dobrze byłoby zmienić okładkę na miękką, format na mniejszy, i przede wszystkim cenę podzielić na pół, bo prawie 45 zł ta książka nie jest warta.

Z informacji na tylnej okładce dowiadujemy się, że autorka dotarła do „nieznanych zapisków księdza Jana”. Tej informacji nie należy traktować poważnie. To, czego tej książce brakuje, to zdecydowanie źródła – prywatne notatki księdza, rękopisy. Jeden raz, od tajemniczej osoby Magdalena Grzebałkowska otrzymuje fragment dziennika księdza, którego nie wolno jej kopiować ani fotografować. Niestety kartki te nic ważnego nie zawierają, oprócz kazań. Poza tym znajomi i przyjaciele księdza-poety nie chcieli rozmawiać na jego temat. Wypowiedziało się zaledwie kilkanaście osób. Część poprzez anonimowe telefony i listy. Wystarczy spojrzeć w bibliografię umieszczoną na końcu książki, jedyne dotąd niepublikowane źródła, z których korzystała autorka to: księga chrztów, listy (7 sztuk)  od różnych osób związanych z księdzem, teczka ks. Twardowskiego z IPN, jeden maszynopis jego przemówienia, dziennik Jerzego Zawieyskiego.

To nie jest książka, z której można się wiele dowiedzieć o księdzu Janie. Dowiadujemy się za to wiele o osobach, które go otaczały i o atmosferze kłótni, nieporozumień i zazdrości. To książka o pisaniu biografii. Wiele w niej opisów „walki” Grzebałkowskiej o napisanie książki. Duża dbałość o szczegóły. Wszystko, do czego udało się dotrzeć, to jednak suche fakty, dokumenty oficjalne. Ksiądz nie chciał odkrywać przed innymi swojego życia. Mało opowiadał o sobie, do tego mylił fakty, miejscowości, osoby. Czy mamy prawo „grzebać” w czyimś życiu, tylko dlatego że ten ktoś był znanym poetą? Czy mamy prawo czytać jego listy, pamiętniki, które zamierzał ukryć przed światem? Czy to w porządku nie uszanować czyjejś woli i tajemnicy po śmierci? Zastanawiam się. Jak mało czasu minęło od pogrzebu księdza Jana. Jego sława jest faktem oczywistym. Wartość jego poezji, dla mnie – ogromna. Zdecydowanie jednak wolę czytać jego wiersze i kazania niż próbować na siłę odkryć, ile lat chodził do szkoły, dokąd jeździł na wakacje, czy z jakimi kobietami się przyjaźnił i dlaczego.

Biografię Twardowskiego czyta się dobrze, niemal jak kryminał. Grzebałkowska prowadzi śledztwo w sprawie „odkrycia prawdy” o księdzu Janie. Niektórzy zdają się jej nie pomagać, inni wprost rzucają kłody pod nogi i piszą nieprzyjemne listy. Oto anonim otwierający biografię:

 

„Szanowna Pani. Szukając, jaki naprawdę był ks. T., nie zdaje sobie Pani sprawy ze stopnia trudności zagadnienia. Jest to praca porównywalna do dochodzenia Sherlocka Holmesa.

Ksiądz T. był bardzo skomplikowanym człowiekiem i myślę, że do końca On sam nie wiedział, jaki był. Miał różne okresy w swoim życiu, lepsze i gorsze.

Ze względu na pamięć ks. Jana, który już nie może się bronić od jakichkolwiek zarzutów, wątpię, że ktoś Pani opowie o tym gorszym okresie. Osobiście nie lubię plotkować, a jeszcze mniej publicznie.”

 

Jednak nie rezygnuje, dzielnie odwiedza wszystkie miejsca związane z poetą, nawiązuje kontakt z każdym, kto go znał lub mógł znać. Mamy też czarny charakter w tej historii – spadkobierczynię, edytorkę i opiekunkę prawną księdza Jana – Aleksandrę Iwanowską. To między tymi paniami toczy się główny spór. Iwanowska ma w swoim posiadaniu wszystko, co dotyczy księdza, była przy nim przez lata. Podczas krótkiej z nią rozmowy pada kluczowe pytanie. Dlaczego edytorka pism miałaby zdradzać historie o księdzu, które sama mogłaby wykorzystać w swoich książkach? Po śmierci księdza Twardowskiego wszyscy chcą pisać o nim książki i na nich zarobić. Co w tym złego? To, że każdy chce „mieć” księdza tylko dla siebie, na własność. Skoro już za jego życia kłócili się, kto może, a kto nie może być jego przyjacielem, odwiedzać go, to i po śmierci poety kłócą się, kto może, a kto nie może napisać o nim książki. Bardzo przykre. Książka, mimo że dobrze napisana, pozostawia wielki niesmak. Wspaniały poeta i nie wątpię, że wspaniały człowiek, stał się „przedmiotem” kłótni. Zupełnie nie pasuje to do jego poezji – pełnej uśmiechu, wiary i miłości bliźniego.

Autorka jest z wykształcenia historykiem, z zawodu – reporterem (od trzynastu lat w „Gazecie Wyborczej”) i pewnie dlatego w książce zabrakło analizy twórczości księdza pod kątem jego światopoglądu. Myślę, że z jego pism więcej dowiedzieć się można, jakim był człowiekiem, co myślał, co czuł, niż z jego aktu chrztu, teczki SB, czy podania na studia. Już nie czekam na żadną biografię księdza Twardowskiego. Bardziej potrzebna jest według mnie książka krytycznoliteracka, która obejmie całą jego twórczość: wiersze, kazania, opowiadania. Która spróbuje uchwycić fenomen jego popularności wśród ludzi, którzy poezji na co dzień nie czytają. A Grzebałkowska może niech zacznie pisać kryminały? I nie piszę tego złośliwie, talent do pisania ma, tylko „przedmiot” wybrała sobie nieodpowiedni.

Ocena: 4/6

 

Zakładki:
Moje blogi
Polecane książki:
Klasyka:
Kryminały:
Fantastyka/SF:
Horror/Thriller:
Poezja:
Dla młodzieży:
Dla dzieci:
Czytadła:
Zaproszenie :-)
Akcja - opowiadanie:
Szablon:

Facebook - profil


Skrzynka pocztowa

Napisz e-mail