blog o książkach, które niedawno czytałam i polecam innym przeczytać

Wpisy z tagiem: Kańtoch

poniedziałek, 06 lutego 2012

 

Anna Kańtoch, Zabawki diabła

Wydawnictwo: Fabryka Słów, wyd. II - 2009, wyd. I - 2006

 

Po świetnym „Diable na wieży” (2005) nie mogłam się doczekać przeczytania kolejnych książek Anny Kańtoch. Jako następne udało mi się wypożyczyć „Miasto w zieleni i błękicie” (2004) i bardzo się rozczarowałam. Nie byłam w stanie go przeczytać, zupełnie mnie nie wciągnęło, mimo że z wywiadów z autorką wiedziałam, że akcja powieści toczy się w tym samym świecie, co opowiadania, tylko sto lat później. Trochę z obawą sięgnęłam po „Zabawki diabła” (2006), drugi tom przygód Domenica Jordana. Zdążyłam już zapomnieć, co podobało mi się w części pierwszej, ale szybko sobie przypomniałam.

Od pierwszego opowiadania z wielkim zaciekawieniem śledziłam wydarzenia, które działy się bardzo szybko, bez żadnych momentów przestoju czy dłużyzn. Świetnie skonstruowane i przemyślane zagadki nie pozwalały mi odłożyć książki przez długi czas. Dokładnie tyle, ile zajmuje przeczytanie czterech opowiadań. Niestety piąte jest zupełnie nieudane, a szóste, ostatnie, jedynie średnie. Jednak całość oceniam bardzo pozytywnie. Świetnie koresponduje z częścią pierwszą. Na początku dowiadujemy się jak wyglądało dzieciństwo Domenica, poznajemy jego starszego brata – Linusa, kuzynkę – Alais i brutalnego ojca. Właściwie to cofamy się w przeszłość, by poznać odpowiedź na pytanie, co ukształtowało i na zawsze zmieniło jego życie. Mroczna tajemnica, ledwie wspomniana w pierwszym tomie, w drugim w końcu wychodzi na jaw i uzupełnia portret niezwykłego detektywa badającego zjawiska z pogranicza świata realnego i świata magii, duchów i potworów. Później wracamy do momentu, w którym skończył się tom pierwszy, Jordan wraca do domu, w którym wszystko jest już inne, a bliskie osoby zmieniły się nie do poznania:

 

„– Witaj Alais – powiedział miękko.

Alais, jego kuzynka, a teraz także żona jego brata, nie odpowiedziała. Jej błękitne oczy były szeroko otwarte, jasne włosy naturalnymi lokami opadały na blade czoło i szyję. Przekroczyła trzydziestkę, skórę miała mniej jędrną, rysy ostrzejsze, a w kącikach oczu rysowały się kurze łapki. Świeżość młodzieńczej urody przeminęła, ale ona wciąż była piękna jak dzika róża zerwana z łąki i zasuszona.

Zamrugała. Poznała go, choć nie widzieli się od piętnastu lat. Pomyślał, jak dziwnym musi się jej wydawać w swoim modnym i eleganckim, lecz całkowicie czarnym stroju, który przypominał ubiór księdza albo diabła z jasełek.

– Domenic… Nie powinieneś tu wracać…

– Mnie także miło cię widzieć, kuzynko.

Nie uśmiechała się. Alais, którą pamiętał z dzieciństwa nie miała poczucia humoru. A także wielu innych ludzkich cech. Była błogosławiona, rozmawiała z aniołami i czyniła cuda, bo przepełniała ją moc boża.

Potem tamta Alais umarła, a na jej miejsce zjawiła się ta kobieta. Jordan niewiele o niej wiedział.

Wyciągnęła ręce. Gdy podszedł, by ją przywitać, cofnęła się spłoszona.

– Jestem brudna od krwi – wymruczała.

– Co tu się stało?”

 

Opowiadania są miedzy sobą bardziej lub mniej powiązane przez postaci i wydarzenia. W zakończeniu w zaskakując sposób wydarzenia zazębiają się ze sobą, przez co jest jeszcze ciekawiej.

Bohaterowie są świetnie wykreowani, nawet ci drugoplanowi posiadają charakterystyczne rysy, głębię i swoje tajemnice. Ten rys psychologiczny podoba mi się w opowiadaniach Kańtoch najbardziej, obok wątków kryminalnych, które wymyślone są po mistrzowsku. Na okładce nazwano „Zabawki diabła”: „Z archiwum X”, ale „w świecie powozów i naftowych lamp”, Domenica Jordana – Sherlockiem Holmesem „w świecie, w którym sprawcami zbrodni mogą być duchy nieczyste”, a mrok i atmosferę tajemnicy porównano do tych z dzieł Edgara Allana Poe. Trochę za dużo tych porównań. Dla mnie opowiadania Anny Kańtoch są ciekawsze od tych pisanych przez Edgara Allana Poe, kosmici w nich nie występują, więc „Z archiwum X” to nie jest, a każdego detektywa na dobrą sprawę porównuje się do Sherlocka Holmesa, choć on był wyjątkowy i takie porównanie nie ma sensu.

Według mnie Anna Kantoch stworzyła oryginalny świat i bohatera. Wchodząc do tego świata nigdy nie wiemy, czego się spodziewać. Zaskakują nas „święci” obdarzający ludzi różnymi mocami w zamian za okaleczenia lub pod wpływem kaprysu (a to jeszcze nie cała prawda o ich naturze), do tego biskup, który niekonwencjonalnymi metodami stara się wprowadzać spokój i porządek, a korzysta przy tym nie tylko z pomocy Domenica, ale i czarownicy. Podczas czytania opowiadań odwiedzamy zamek, w którym wychowywał się Domenic i poznajemy nie tylko jego brata i ojca (opowiadanie „Mandracourt”), ale także „świętego”/demona związanego z rodziną („Strażnik Nocy”), małe miasteczko Sent Chely, gdzie mieszka bratanica Jordana, a małe dzieci podejrzanie często znikają („Cień w słońcu”), szpital wariatów, w którym wydarzył się „cud” – posagi zaczęły płakać krwawymi łzami („Ciernie”), miejscowość Mirabel podczas wielkiego karnawału, w której mieszka obciążony wieloma wadami dziedzicznymi ród Dairesów („Karnawał we krwi”), a na koniec przenosimy się do stolicy – Alestry, gdzie Domenic ma do rozwiązania aż trzy zagadki morderstwa w ramach zakładu ze swoim studentem (tytułowe „Zabawki diabła”).

„Zabawki diabła” to zdecydowanie bardzo dobra książka. Łatwo się takie poznaje, bo gdy tylko je otwieramy i zaczynamy czytać, wszystko inne „znika” i przestaje być ważne. Czas płynie błyskawicznie, a my tego nie zauważamy. Jeżeli akurat jest noc, to z trudem odrywamy się i idziemy spać, albo i nie. Ciekawa jestem, czy będą kolejne tomy z przygodami Domenica Jordana. Mam nadzieję, że tak i że będą tak samo inteligentnie i zabawnie opisane.

Ocena: 5-/6



środa, 23 listopada 2011

 

Diabeł na wieży, Anna Kantoch

Wydawnictwo: Fabryka Słów, 2005

 

Po klasyce przyszła pora sięgnąć po fantastykę, a właściwie świetne połączenie fantastyki z kryminałem. Czegoś takiego jeszcze nie czytałam i bardzo się cieszę, że odkryłam dla siebie Annę Kańtoch, która potrafi pisać wyśmienicie, ciekawie i wciągająco. Do tego opowiada o stworzonym przez siebie świecie, który tylko nosi osiemnastowieczny kostium.

Zanim przejdę do opisu książki, wspomnę, jak udało mi się ją znaleźć. Widziałam ją niejednokrotnie na półce w bibliotece, ale ani okładka, ani opis na niej mnie nie zachęcił do wypożyczenia (chyba nie lubię okładek książek z „Fabryki Słów”). Pewnie nigdy bym się nie skusiła, gdyby nie moje wcześniejsze odkrycie pisarstwa Ewy Białołęckiej. Wtedy też zainteresowałam się nagrodami, które otrzymała – w tym Nagrodą im. Janusza A. Zajdla, przyznawaną w dziedzinie fantastyki. Słyszałam o niej wcześniej, ale postanowiłam bliżej przyjrzeć się laureatom. I to był strzał w dziesiątkę. Anna Kańtoch, Jarosław Grzędowicz, Rafał Kosik to pisarze, których książki dzięki temu poznałam (pewnie jeszcze wiele przede mną). Będziecie mogli o nich niedługo więcej przeczytać na moim blogu. Zachęcam również do zainteresowania się wspomnianą nagrodą, propozycje przysyłają czytelnicy, co moim zdaniem jest bardzo ważne i dzięki temu poziom jest naprawdę wysoki.

Wracając do książki Anny Kańtoch, jest to zbiór opowiadań, ale tworzą one w miarę spójny obraz, wiec przy odrobinie chęci i dopisaniu łączników między rozdziałami powstałaby z tego spójna powieść. Piszę to, dlatego że niektórzy nie lubią opowiadań (ja też za nimi nie przepadam), a w tym przypadku ta forma zupełnie „nie przeszkadza” w odbiorze. Jest ich tylko 6, na ok. 360 stron, co daje bardzo dobrą długość tekstów. Jesteśmy w stanie wciągnąć się w akcję, a nie zdąży nas ona znużyć. Jedna książka – 6 ciekawych mini kryminałów.

Wszystkie opowiadania mają jednego bohatera – Domenica Jordana, dość tajemniczego naukowca, lekarza, który zainteresowany jest głównie pograniczem medycyny i magii. Tak scharakteryzowany został w pierwszym opowiadaniu przez jedną z postaci:

 

„Domenic Jordan nie był lekarzem. Miał potrzebną wiedzę, owszem, w tym względzie z pewnością nikt nie zarzuciłby mu oszustwa, ale Darnis znał tak wielu medyków, że bez trudu potrafił rozpoznać kogoś, kto nim nie był. Jego podchwytliwe pytania były uprzejmie zbywane.

Duża, raczej teoretyczna niż praktyczna, wiedza Jordana, jego nienaganne maniery, zamiłowanie do ekscentrycznego czarnego stroju, a przede wszystkim osobliwe poczucie humoru – wszystko to przemawiało za tym, że Darnis miał za towarzysza po prostu dobrze urodzonego, bogatego dziwaka.”

 

A tak opisuje go bezstronny narrator:

 

„Domenic Jordan z wykształcenia był lekarzem. Interesowały go przede wszystkim zmiany, jakim pod wpływem magii podlega organizm – w tym wszelkiego rodzaju deformacje, ponadnaturalne zdolności, a także choroby i w końcu śmierć. Swoje badania mógł prowadzić jedynie dzięki opiece, jaką otaczał go biskup Alestry – człowiek w miarę uczciwy, a przy tym wystarczająco rozsądny, by od czasu do czasu w imię wyższego celu przymknąć na coś oczy. Opieka jednak miała swoja cenę – Jordan nie mógł odmówić Jego Ekscelencji. Skądinąd zresztą wcale nie chciał odmawiać. Sprawa zainteresowała go, a wiedział też, że zostanie odpowiednio wynagrodzony.”

 

Wielki plus książki to właśnie wspomniane naprawdę ciekawe tajemnice przed którymi staje główny bohater. Za każdym razem oryginalne i zaskakujące. Możecie być pewni, że autorka Was zadziwi. Choć nie dajcie się zwieść pozorom, nie we wszystkich opowiadaniach rozwiązaniem zagadki są elementy nadprzyrodzone i to też bardzo mi się spodobało.

Drugi plus to oryginalny świat wykreowany na potrzeby fabuły. Jest on podobny do naszego z XVIII wieku, ale są pewne drobne i łatwo zauważalne różnice. Żyją w nim istoty nadprzyrodzone, dość niezwykle i różnorodne. Nie będę Wam psuć niespodzianki i opisywać, jak wyglądają i co potrafią. Po drugiej stronie układu sił są też o dziwo święci, którzy udzielają ludziom rożnych nadnaturalnych mocy i umiejętności. A co na to Kościół? Głośno zabrania magii, a po cichu wysyła Jordana do zbadania najdziwniejszych przypadków. A w razie kłopotów biskup na życzenie lekarza potrafi wysłać oddział wojska, by „zlikwidować” problem.

Jeżeli chodzi o charakterystykę postaci, to są one zazwyczaj dość tajemnicze, tak jak główny bohater, ale rozwiązanie zagadki oparte jest właśnie na rozświetleniu „mroków” ludzkiej duszy. Autorka popisała się znajomością psychologii i to trzeci plus książki. Znajdziemy tu teksty o poczuciu winy i innych dość mrocznych uczuciach. W końcu bohaterami są mordercy, wariaci i inne „złe” istoty.

Diabeł na wieży ukazał się w 2005 roku. Rok później wyszła kontynuacja – Zabawki diabła, którą na pewno przeczytam. Poza tym autorka napisała jeszcze trzy powieści: debiutancką - Miasto w zieleni i błękicie (2004), 13 anioł (2007), Przedksiężycowi, tom 1 (2009). Pierwszą z nich mam już wypożyczoną. Pozostałe niestety są u mnie niedostępne, a z chęcią przeczytałabym wszystkie. Szczególnie ostatnią, za którą Kańtoch otrzymała Nagrodę im. Janusza A. Zajdla za najlepszą powieść 2009 roku.

Ocena: 5/6

 
PS Miasto w zieleni i błękicie mnie rozczarowało. Przeczytalam tylko początek. Ani bohaterowie, ani przedstawiony świat, ani akcja mnie nie zaciekawiły. Mimo to nadal chcę poznać inne utwory tej autorki i nie zmieniłam zdania o jej talencie.

 

Zakładki:
Moje blogi
Polecane książki:
Klasyka:
Kryminały:
Fantastyka/SF:
Horror/Thriller:
Poezja:
Dla młodzieży:
Dla dzieci:
Czytadła:
Zaproszenie :-)
Akcja - opowiadanie:
Szablon:

Facebook - profil


Skrzynka pocztowa

Napisz e-mail