blog o książkach, które niedawno czytałam i polecam innym przeczytać

Wpisy z tagiem: autobiografia

sobota, 05 maja 2012

 

Danuta Wałęsa, Marzenia i tajemnice

Wydawnictwo Literackie, 2011

 

O tej książce było i nadal jest głośno, nie tylko na blogach recenzenckich, ale i w gazetach niezajmujących się literaturą. Bardzo więc się ucieszyłam, gdy niedawno znalazłam ją na półce w mojej osiedlowej bibliotece. Chciałam się sama przekonać, o co tyle szumu i czy książka warta jest przeczytania.

Teraz zdecydowanie wszystkim polecam „Marzenia i tajemnice” autorstwa Danuty Wałęsy. To autobiografia jakiej jeszcze nie czytałam. Bardzo szczera i osobista, prawie jak pamiętnik. Poruszająca sprawy bolesne, nazywająca rzeczy po imieniu, bez cenzury – „Co ludzie powiedzą?”. Zadedykowana dzieciom, ale pisana jakby o mężu i do męża.

 

„Miałam wiele różnych marzeń, nadal mam w sercu wiele marzeń. Tym jednym, że mąż i ojciec do nas powróci, chciałam się ze wszystkimi podzielić.”

 

To nie tylko historia Mirosławy Danuty Wałęsy, małżonki Lecha Wałęsy, ale to także biografia całej rodziny Wałęsów, ich wzlotów i upadków. To przede wszystkim obraz rzeczywistości widzianej kobiecymi oczami przez żonę, matkę, prezydentową, Polkę, samotną starszą panią. Znajdziemy w niej wiele kontrowersyjnych wypowiedzi o sławnym mężu i innych znanych ludziach. Ale to nie w tym leży wartość tej książki. Dla mnie najważniejsza była możliwość „wejścia” w opowiadany świat. Zobaczenia przeszłych wydarzeń, powstawania Solidarności czy upadku PRL-u, ale też i przyjrzenia się epizodom z życia rodzinnego. Wielka historia z osobistej perspektywy wygląda zupełnie inaczej. Co czuje matka kilkorga dzieci, gdy mąż prowadzi strajk w stoczni, walczy w opozycji, zostaje internowany, dostaje Nobla czy wyjeżdża do Warszawy, by być prezydentem? Jaki wpływ na rodzinę, małżeństwo miała walka z władzami i kariera polityczna Lecha Wałęsy?

Książka wzbogacona jest wieloma zdjęciami. Choć liczy ponad 500 stron czyta się bardzo szybko. Język prosty, naturalny, przypomina ten używany w rozmowach. Na końcu znajdują się opinie znajomych osób o Danucie Wałęsie. Poszczególne rozdziały to:

 

  1. Na wsi. Dziecięce marzenia
  2. Marzenia spełniają się w Gdańsku
  3. Radość macierzyństwa i doświadczenie Grudnia ’70
  4. Lata siedemdziesiąte – najlepsze dla rodziny
  5. Najpiękniejsze dni w moim życiu…
  6. Nasz, mój Ojciec Święty
  7. Od stanu wojennego do Nobla
  8. Życie codzienne i niecodzienne w latach osiemdziesiątych
  9. W roli żony prezydenta
  10. Ludzie na mojej drodze
  11. Życie po prezydenturze
  12. Moja rodzina

 

Myślę, że już styl, w jakim sformułowane zostały te tytuły, oddaje ich treść i wiele mówi o całej książce. Słowa, które tam się pojawiają nie są przypadkowe: marzenia, macierzyństwo, rodzina, żona.

Jedyna wada jaką dostrzegam, jest jednocześnie wcześniej wymienioną zaletą książki. To szczerość. Tak można pisać wspomnienia, które zostaną wydane 50 lat po śmierci autora i wszystkich wymienionych osób. Ale żeby opowiadać złe i dobre rzeczy o znanych i mniej znanych (lub w ogóle nieznanych) osobach, wymieniając wprost ich nazwiska? Albo żeby zwierzać się z własnych rozważań na temat męża, publicznie zadawać sobie pytania o jego motywy i uczucia? Nie prościej było usiąść i z nim porozmawiać? Ja bym nie chciała, żeby ludzie publicznie roztrząsali moje życie prywatne. Jednak gdy się pisze autobiografię, to pewnie jest nieuniknione.

 

środa, 14 grudnia 2011

 

Zaczekaj na koniec deszczu, Krystyna Gucewicz

Wydawnictwo: Muza SA, 2010

 

Autobiografia mojej ulubionej współczesnej poetki to świetna książka. Nieważne, ile w niej fikcji, a ile prawdy. Czyta się wspaniale, nie sposób się oderwać. Pozornie to kilkanaście historii o różnych związkach autorki z mężczyznami (opartych raczej wyłącznie na pożądaniu), a tak naprawdę opowieść o tym jednym, jedynym, najważniejszym, zwanym pieszczotliwie – Lu, który pojawił się już w dzieciństwie i który będzie się pojawiał i znikał w najmniej spodziewanych momentach w ciągu całego jej życia. Tematem jest więc tak literacka i nieprawdopodobna miłość, że aż chce się wierzyć, że wydarzyła się naprawdę.

Krystyna Gucewicz posługuje się prozą tak sprawnie jak liryką. Pisze pięknie, lekko, żartobliwie i głęboko zarazem. Można by cytować wiele fragmentów, by to udowodnić. Najważniejszy jednak jest wstęp (zatytułowany Zamiast wstępu). Jaki był cel napisania „Zaczekaj na koniec deszczu”? Oddaję głos autorce:

 

„Naprawdę nie wiadomo, czym jest miłość, jeżeli sama tego nie zechce powiedzieć. Ta historia, a właściwie mnóstwo tych historii wydarzyło się z miłości. Z przepastnej, narkotycznej, nieokiełznanej miłości dwojga ludzi, którzy przez całe życie wpadali na siebie i beztrosko rozstawali się, nie potrafiąc zrozumieć przeznaczenia.

Pomyślałam, że dalsza podróż z tak traumatycznym bagażem uczuć, nieprosta wędrówka przez lata sześćdziesiąte i kalekie, przez Himalaje uniesień i udręki stanie się łatwiejsza, jeżeli napiszę to, jeżeli zatrzymam na papierze chwile, miejsca, zdarzenia i ludzi.”

 
Gucewicz pisze więc historie swojego życia, by je na chwilę zatrzymać, przyjrzeć się mu, zrozumieć i iść dalej. Pisze podobnie jak w swoich wierszach bardzo otwarcie: o nieudanych małżeństwach, o pożądaniu i na końcu o tym, co najważniejsze – o odnalezionej miłości.

Szybko mijają lata: dzieciństwo, szkoła, praca, dorosłe życie. Przyjaciele zawsze są blisko niej. Zawsze jest też jakiś mężczyzna. Zawsze to nie ten, nie Lu. On również ma kobiety, żony, swoje wzloty i upadki. Traktuje ją jak przyjaciółkę, której można opowiedzieć wszystko, która zrozumie nawet to, czego on sam nie jest w stanie pojąć. Przechodzą przez wszystkie wydarzenia w swoim życiu osobno, a łączy ich dopiero jego śmiertelna choroba, wtedy gdy zdawałoby się, że jest już za późno na miłość. Poetka opiekuje się chorym, pisze dla niego wiersze. On boi się, że nie zdąży ich przeczytać. I wśród tej całej walki o zdrowie, ona odkrywa, że go kocha:

 

„Przez poranki, wieczory i noce patrzyłam na niego, całowałam go, obdarzałam pieszczotą i stało się. Jakiś nieoczekiwany błysk oświetlił nagle moje mroczne serce, zrozumiałam, że jestem kretynką, że nikt inny się nie liczy, tylko Lu. To on jest mężczyzną mojego życia, prawdziwą miłością, przeznaczeniem. Jak mogłam nie dostrzegać tego, nie rozumieć, nie walczyć o niego, kiedy mijaliśmy się bezustannie w pokiereszowanym życiu. Jak mogliśmy być tacy ślepi oboje.

– Kocham cię, nic na to nie poradzę, kocham cię niepojętą, bezbrzeżną miłością – powtarzałam jak automat, jak gdyby można było odczarować życie, nadrobić czas i niewypowiedziane wcześniej wyznania.”

 
Miłość, która przychodzi po wielu latach jest pewnością, oświeceniem i pełnią życia we dwoje. Nic dziwnego, że pod jej wpływem poetka napisała tak piękne wiersze, jak w tomikach: Kocham cię, Przytul mnie. Tabletki na miłość czy Serce na smyczy.

Książka Zaczekaj na koniec deszczu to nie jest zwykła autobiografia, choć znajdziemy w niej szczegóły z życia autorki i z historii Polski (dużo miejsca poświeciła ona okresowi PRL-u i najważniejszym wydarzeniom politycznym), wiele autentycznych fotografii z jej prywatnego archiwum, to przede wszystkim urzeknie nas forma w jakiej Gucewicz ujęła swoje życie. Nie ma w nim przypadków, a wydarzeniami rządzi przeznaczenie. Wszystko na końcu układa się w logiczną całość i ma sens, a tym sensem jest miłość.

Ocena: 5+/6

 
PS Wiele ciekawych cytatów z Zaczekaj na koniec deszczu znajdziecie na blogu Zwierciadło aurigi (bardzo polecam przejrzeć również pozostałe wpisy):

 
http://auriga.bloog.pl/id,330497450,title,Krystyna-Gucewicz-Zaczekaj-na-koniec-deszczu-2010,index.html

 

Zakładki:
Moje blogi
Polecane książki:
Klasyka:
Kryminały:
Fantastyka/SF:
Horror/Thriller:
Poezja:
Dla młodzieży:
Dla dzieci:
Czytadła:
Zaproszenie :-)
Akcja - opowiadanie:
Szablon:

Facebook - profil


Skrzynka pocztowa

Napisz e-mail