blog o książkach, które niedawno czytałam i polecam innym przeczytać

Wpisy z tagiem: Kosik

wtorek, 17 kwietnia 2012

 

Głos Lema

Wydawnictwo: Powergraph, 2011

 

„Głos Lema” to antologia opowiadań SF napisana w hołdzie Stanisławowi Lemowi przez dwunastu pisarzy. Tym razem nie zmuszałam się do czytania wszystkich tekstów. Niektóre cechują się niezrozumiałym językiem, inne nowatorstwem formy, a jeszcze inne są po prostu nudne. Zdecydowałam się jednak napisać o tym zbiorze ze względu na trzy opowiadania autorstwa: Rafała Kosika, Wojciecha Orlińskiego i Joanny Skalskiej.

Jako pierwszy przeczytałam znowu tekst Rafała Kosika „Telefon”. Wciąga od pierwszych stron! I jest zupełnie inny od jego powieści SF. Główna bohaterka, Kinga, przygotowuje w domu obiad, czekając na powrót męża Romka. W międzyczasie ogląda telewizję, w której dziennikarze informują o katastrofie lotniczej:

 

„Przerwali program i powtarzali w kółko nagranie zrobione chyba komórką: samolot zniża się nad lasem, chwilę sunie skrzydłami po wierzchołkach drzew i wygląda na to, jakby miał miękko osiąść na tych drzewach. Przypomina papierowy samolocik zrobiony przez całkiem zdolnego dzieciaka, taki dobrze wyważony, który wolno szybuje nad kanapą, stołem i miękko ląduje na puszystym dywanie przed telewizorem. Jednak samolot pasażerski waży ponad trzydzieści ton. Po kilku sekundach zieleń pochłania kadłub, ale wydaje się, że mimo wszystko udało się, że zapadł w wielki dywan, a pasażerowie odepną pasy i zjadą po nadmuchiwanych zjeżdżalniach jak na niedzielnym festynie przed centrum handlowym. Wtedy sto, może dwieście metrów dalej pojawia się kula ognia i dymu.”



Początkowo Kinga myśli, że lot męża będzie opóźniony i nie ma co spieszyć się z robieniem pieczeni, lecz po chwili odczytuje mail od niego i zaczyna się martwić. W momencie gdy już jest pewna, że Romek nie żyje, ten dzwoni do niej. To jednak dopiero początek tajemniczych zdarzeń. Świetny portret psychologiczny, do tego kobiecy, wciągająca akcja, wydarzenia opisane w tak obrazowy sposób, że cały czas miałam je przed oczyma wyobraźni. Tym tekstem autor pokazał, że potrafi pisać też o tym, co dzieje się w głowach bohaterów, czyli o ich psychice (wcześniej w jego powieściach tego elementu właśnie mi brakowało i kobiet w roli głównej).

Drugie z przeczytanych przeze mnie opowiadań – Joanny Skalskiej „Płomieniem jestem ja” zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie (niedawno próbowałam czytać jej powieść „Eremanta”, ale mi się nie spodobała). Jedyna pani spośród autorów antologii napisała ciekawy tekst o ciężarnej kobiecie znalezionej na pokładzie statku kosmicznego, który zbliżył się do Ziemi. Shooma urodziła bliźnięta i została od razu otoczona opieką naukowców. Kim jest? Czy stanowi zagrożenie dla ludzkości? Fabuła bardzo odpowiednia, by ją zekranizować.

Podobnie jak treść opowiadania Wojciecha Orlińskiego „Stanlemian”. Świat przyszłości, akcja dzieje się w nowoczesnym kasynie, które proponuje wirtualny hazard. Chętni zostają przeniesieni do stworzonego przez programistów Nowego Jorku i mogą się tam wzbogacić na kilka sposobów. Warunkiem otrzymania prawdziwych pieniędzy jest dotarcie z wygraną do pokoju hotelowego, w którym zaczyna się gra. Bohaterem jest „zawodowy hazardzista”, który w imieniu klienta ma odzyskać ukryte przez niego pieniądze. Podobał mi się sposób w jaki autor wplótł w tekst imię i nazwisko Stanisława Lema oraz jego idee.

W antologii znalazło się kilka intrygujących cytatów z dzieł Stanisława Lema. Bardzo klarowny wstęp o twórczości polskiego klasyka SF napisał Jacek Dukaj. Określa w nim cechy literatury science fiction a’la Lem. Za słabo znam twórczość autora „Solaris”, żeby określić, na ile twórcom „Głosu Lema” udało się napisać teksty mające coś z nią wspólnego. Jednak te trzy teksty, o których Wam opowiedziałam, naprawdę warte są przeczytania. Mają też jedną cechę wspólną – bardzo plastyczny, obrazowy styl i fabuły, które zostają w pamięci.



sobota, 14 kwietnia 2012

 

Science Fiction

Wydawnictwo: Powergraph, 2011

 

Antologia „Science Fiction” to 800 stron czytania, 12 opowiadań polskich autorów i posłowie Tomasza Kołodziejczaka. Wahałam się, czy po nią sięgnąć, czy dam radę przeczytać. Przekonał mnie plebiscyt „Fantastyka 2011” organizowany przez portal Katedra, w którym książka ta otrzymała liczne nominacje, a ostatnio także nagrody (nominacje: najlepsza książka polska; najlepsza antologia; najlepsze opowiadanie polskie – Jacek Dukaj „Science Fiction”, Jakub Nowak „Amnezjak”, Cezary Zbierzchowski „Smutek parseków”; nagrody: najlepsza książka polska, najlepsze opowiadanie polskie: Jacek Dukaj „Science Fiction”).

Książkę udało mi się przeczytać w całości, z jednym wyjątkiem, nagrodzone opowiadanie Jacka Dukaja liczące ponad 200 stron przerosło moje siły (i cierpliwość, jest bardzo nowatorskie i jak dla mnie zbyt „awangardowe”, pewnie krytycy umieją je docenić).

A zaczęło się bardzo obiecująco. Na początek przeczytałam oczywiście opowiadanie pt. „A pierwsi będą ostatnimi” Rafała Kosika. Jest bardzo dobre! Dorównuje jego powieściom Tematem jest kolonizacja obcej planety przez grupkę spokrewnionych z sobą osób, które wybudzane co dwa lata z hibernacji próbują wychowywać nawzajem swoje potomstwo. Interesująco wymyślone, dobrze napisane i zmuszające do myślenia. I takie SF lubię najbardziej! Dwa pierwsze akapity, żebyście mogli się przekonać, jakie ciekawe:

 

„Od chwili, gdy otworzyłem oczy, zostały mi dwa lata życia. Ta przykra wiadomość docierała do mnie bardzo powoli. Budziłem się z narkozy połączonej z gigantycznym kacem, jaki ma się po mieszaniu wszystkiego, co tylko można zmieszać. Nie było w tym wielkiej przesady. Może poza tym, że sen trwał ponad sto siedemdziesiąt lat.

Nie czułem niczego ani niczego nie słyszałem. Uszy wciąż znajdowały się poniżej opadającego żelu fizjologicznego. Wzrok odzyskiwał ostrość. Widziałem rząd przyciemnionych lamp wpuszczonych w bruzdę na białym suficie i odchyloną pokrywę łoża letargowego. Przypomniałem sobie instrukcje postępowania po przebudzeniu. Nie ruszać się, czekać. Poczekam. Czekałem tyle lat, poczekam jeszcze chwilę.”

 

Podoba Wam się? Chcielibyście przeczytać dalej?

W dobrym nastroju rozpoczęłam lekturę pierwszego z opowiadań w antologii pt. „Smutek parseków” Cezarego Zbierzchowskiego i to dopiero było olśnienie! Pierwszy raz czytałam coś tego autora, ale na pewno nie ostatni. Najlepszy tekst z całego zbioru, słusznie nominowany do nagrody. Emigracja ludzi na obcą planetę. Na statku opiekują się nimi obserwatorzy-naukowcy z rożnych dziedzin i komputer pokładowy. Społeczeństwo w pigułce (a raczej w statku kosmicznym). Trzy pokłady, jak trzy kraje, niby-Niemcy, niby-Żydzi, niby-południowcy. Dochodzi do wojny, której sztuczna inteligencja nie pozwala przerwać. Kto rządki statkiem? Co jest prawdą na temat misji, która mają wykonać obserwatorzy? Ważne tematy, zaskakujące zakończenie, świetna konstrukcja fabuły. Po dwóch tak znakomitych opowiadaniach zaczęłam w głowie snuć teorie na temat genialności polskiej literatury SF i jej twórców. A miałam przed sobą jeszcze 10 opowiadań, w tym dwa nominowane do nagrody. Moja radość była trochę przedwczesna.

Trzeci z kolei tekst, „Pseudaki” Pawła Majki swoim niezrozumiałym językiem i trudnym stylem trochę ostudził mój entuzjazm. Za to zakończenie sprawiło, że nie pożałowałam lektury. Tytułowe pseudaki, nowe rozumne istoty i to, co stało się z ludźmi (większość przeniosła swoje życie w wirtualny świat), to czarne, lecz realistyczne wizje, które zostają w pamięci i przerażają.

Następne opowiadania niestety były dużo gorsze, nie będę o nich pisała. Wystarczy, że męczyłam się z czytaniem, ich językiem i stylem. Wyróżnić chciałabym tylko jeszcze jedno opowiadanie – Michała Cetnarowskiego „Godzina nadawania”. Może nie najlepiej napisane, ale ma w sobie „coś”. Tym razem akcja dzieje się na stacji badawczej znajdującej się na orbicie Ziemi.

Podsumowując: dla tych kilku tekstów było warto. Zachęcam, jeżeli ktoś lubi SF. Dzięki tej książce można się przekonać, że u nas nie tylko Rafał Kosik umie pisać literaturę fantastyczno-naukową. U mnie na półce czeka jeszcze jedna antologia wydana przez Powergraph – „Głos Lema”. Ciekawa jestem jej poziomu.

Ocena: 4+/6



czwartek, 12 kwietnia 2012



Rafał Kosik

Rafał Kosik / fot. Felicja

 

Wczoraj (11 kwietnia 2012) odbyło się spotkanie z Rafałem Kosikiem w księgarni Empik w Galerii Bałtyckiej. Byłam bardzo ciekawa, jak spiszą się organizatorzy i trochę się rozczarowałam. Pomijam fakt, że pisarz nie został rozpoznany przez ochroniarza, który zatrzymał go przy pikającej bramce i kazał otworzyć plecak. Ale trudno mi nie napisać o przygotowaniu ogromnej liczby krzeseł dla czytelników. Zgadnijcie ile ich było? Policzyłam z trudem. Aż 13! Miejsc stojących o dziwo też wiele nie było, fani pisarza wyglądali zza półek z książkami, niektórzy usiedli na podłodze. „Dobrze”, że nie przyszły tłumy, bo co wtedy? Jaki sens ściągać pisarza z innego miasta, jeżeli nie liczy się na to, że ktoś będzie chciał się z nim spotkać? Księgarnia może nie jest wymarzonym miejscem na dyskusje, ale wydaje mi się, że przy odrobinie wyobraźni (i wysiłku polegającym na przesunięciu paru półek z książkami) można było tę przestrzeń zaaranżować lepiej.

Ponarzekałam, to teraz o szczegółach spotkania. Poprowadziła je dziennikarka Radia Plus Iwona Demska. Na początku osób było nie za wiele, głownie młodzież i dzieci. Stopniowo pojawiali się kolejni zainteresowani. Niestety rozmowa dotyczyła głównie cyklu „Felix, Net i Nika”. Tak jakby książki Kosika pisane dla dorosłych nie istniały. Mimo że leżały na półkach i nawet na koniec pisarz, pokazując jedną z nich, wtrącił informację o tym, że jest autorem nie tylko powieści dla młodzieży. Prowadząca spotkanie jednak zupełnie nie podjęła tego tematu. Pytania zadawała z myślą o młodych czytelnikach, starając się nadać rozmowie trochę dydaktyczny charakter.
Żałuję bardzo, że Rafał Kosik jest u nas tak niedoceniany przez dziennikarzy i czytelników (sam autor nazwał swoje książki dla dorosłych niszowymi, bo ich nakład sprzedaje się 100 razy gorzej niż cykl o Felixie, ale dodał, że pisze je tak, jak sam chce). Moim zdaniem nie tylko napisał rewelacyjne książki, ale jeszcze wydał je w swoim wydawnictwie, ale to wszystko za mało. Ktoś z moich znajomych zażartował sobie, że czasami artysta musi najpierw umrzeć, żeby zostać docenionym. Mam nadzieję, że czytelnicy jednak wcześniej poznają się na twórczości Kosika. Może młode pokolenie, które teraz czyta „Felixa…”, gdy dorośnie sięgnie po „Marsa”, „Vertical” czy „Kameleona”?

Rozmowa Iwony Demskiej z pisarzem rozpoczęła się od pytania o ilość napisanych książek, a raczej od stwierdzenia, że jest ich bardzo dużo. Autor powiedział, że jest pracoholikiem (i leniem jednocześnie) i stąd tyle tych powieści. Później dziennikarka pytała o szkołę i czytane lektury, a także początki twórczości. Dowiedziałam się, że pisarz nie znosił czytania lektur, a pisanie wypracowań szło mu bardzo źle. Na maturze zamiast wymaganych czterech stron napisał dwie i pół, ale musiały być dobre, bo zdał. Poezji nie lubi. „Pana Tadeusza” doczytał tylko do drugiej księgi. Tłumaczył się w ten sposób, że ma problem z szefami nad sobą (wytrzymał cztery miesiące na etacie i z hukiem się zwolnił) i w szkole było tak samo. Trzy czwarte lektur było jego zdaniem nieciekawych, więc radził sobie lawirując. Z listy przeczytał np. książki: Prusa, Sienkiewicza i Lema. To właśnie twórczość tego ostatniego zainspirowała go do pisania fantastyki. Swoją przygodę z pisaniem zaczął bardzo wcześnie, już w pierwszej klasie podstawówki. Myślał wtedy, że będzie pisał do szuflady. Pierwsze opowiadanie ukazało się w 2001 roku w „Nowej Fantastyce” i były to „Pokoje przechodnie”.

Zanim dziennikarka oddała głos publiczności zapytała jeszcze tylko o pisanie książek dla młodzieży. Rafał Kosik powiedział, że pisze takie książki, jakie sam chciałby czytać i że w Polsce nie ma literatury fantastycznej dla młodzieży poza tą pisana przez niego i Pilipiuka, reszta według niego jest dla dziewczyn.

Pytań było sporo (więcej niż przygotowała prowadząca), choć zadawane były dość nieśmiało, jak to w takich przypadkach bywa. Młodzi czytelnicy chcieli się dowiedzieć m. in. czy autor byłby dumny, gdyby któraś z jego książek weszła na stałe do kanonu lektur (odpowiedź brzmiała: tak, ale z drugiej strony wtedy ktoś byłby zmuszony, żeby ją przeczytać), ile zajmuje napisanie jednej książki (napisanie pierwszej – zajęło półtora roku, a obecnie ok. pół roku), czy będzie film na podstawie „Felixa…” (film już jest, czeka na wyznaczenie „bezpiecznej” daty premiery, żeby nie trafić na zbyt silną konkurencję, np. typu „Shrek”), dlaczego nakręcono najpierw część drugą, a nie pierwszą (scenariusze obu napisał Rafał Kosik, ale projekt ekranizacji części pierwszej, która miała być serialem produkowanym przez TVP upadł, mimo że za scenariusz autor dostał nagrodę i pieniądze), czy będą kolejne audiobooki (tak, ale nie jest to priorytetem, wydaje je inne wydawnictwo, na razie ważniejsza jest sprzedaż „Felixa…” na rynek anglojęzyczny). Podczas zadawania pytań przez publiczność Iwona Demska dodawała pytania od siebie, będące rozwinięciem tematów podjętych przez czytelników, np. o pracę nad scenariuszem, efekty specjalne czy obsadę. Najważniejsze z nich, jak pisarz ocenia film. Kosik uważa, że film jest powyżej średniej krajowej.

Część poświęcona na dyskusje była bardzo krótka, niecałe pół godziny (kolejny powód, dla którego się zastanawiałam, po co organizowane są przez Empik spotkania, jeżeli mają trwać tak krótko). Prowadząca dwa razy kończyła spotkanie, potem zadawała jeszcze jakieś pytanie albo odzywał się głos z publiczności. Nie wiem, po co podsumowała też charakter autora w niezbyt delikatnych słowach, choć wypowiedzianych bez złych intencji, nazywając go np. krnąbrnym indywidualistą (ja bym go raczej określiła jako inteligentnego, zabawnego, trochę nieśmiałego człowieka, do tego skromnego, ale pewnego swoich umiejętności pisarskich). Widać było, że niektórzy mają niedosyt pytań. Na koniec do autora ustawiła się długa kolejka po autografy.

PS Na kolejne organizowane przez Empik spotkanie z Małgorzatą Wardą w niedzielę o 16 w Galerii Bałtyckiej raczej się nie wybiorę. Będzie je prowadziła również Iwona Demska, a jej wywiad z Wardą już słyszałam niedawno w Radiu Plus. Może jednak ktoś inny będzie miał ochotę pójść?



Rafał Kosik podpisuje książki

Rafał Kosik / fot. Felicja

 

wtorek, 10 kwietnia 2012

 

Rafał Kosik, Kameleon

Wydawnictwo: Powergraph, 2008

 

Na tę książkę czekałam bardzo długo i się nie zawiodłam. Trzecia powieść Rafała Kosika jest bardzo dobra. Jest w niej wszystko, co polubiłam w poprzednich, czyli: ciekawa wizja innej planety i jej mieszkańców, zagadka sięgająca początków istnienia wykreowanego świata, ważne pytania: o wojnę, pokój, człowieczeństwo i prawo do zabijania innych, trochę polityki i spraw społecznych. A wszystko to świetnie napisane, fabuła dobrze skonstruowana, zaskakuje czytelnika. Może jedynie ilość opisów bitew i walk bym ograniczyła (ale byłoby to pewnie ze szkodą dla całości).

Historia opowiedziana została dwupłaszczyznowo, z punktu widzenia mieszkańców planety Ruthar Larcke i z punktu widzenia obserwujących ich z pokładu statku kosmicznego Ziemian, którzy przylecieli z misją ratunkową po poprzednią załogę. Bardziej tajemnicze rzeczy dzieją się w kosmosie, niestety jest ich „ilościowo” mniej. Taka podwójna perspektywa bardzo pasuje do tej powieści. Mieszkańcy planety toczą między sobą wojnę, walczą o władzę, nic nie wiedzą o przybyszach z kosmosu. Ich świat to jakby nasze średniowiecze, w którym w czasie jednego pokolenia nastąpił ogromny postęp techniczny. Na potrzeby wojny powstają pierwsze maszyny przypominające ziemskie czołgi, pociągi, karabiny itd. Jest to tym dziwniejsze, że czterysta trzynaście lat wcześniej, podczas pierwszej ziemskiej misji, były tam tylko pola żółtych organizmów. Wiele zagadek, ciekawe dyskusje bohaterów, zwroty akcji i dobre zakończenie. Czego chcieć więcej?

„Kameleon” to zdecydowanie książka, do której chce się wrócić. Przeczytać i zastanowić się nad nią jeszcze raz znając rozwiązanie i odpowiedzi na pytania stawiane w tekście. Ale nie tylko po to, by lepiej poznać fabułę. Rafał Kosik stawia pytania ważne dla każdego człowieka, prowokuje do przemyśleń. Fikcyjne światy i fabuła pozwalają nam wczuć się w nową sytuację i spojrzeć na nasz świat z oddalenia. Później jednak okazuje się, że wcale nie jest to duża odległość. Trochę tak jakbyśmy przeglądali się w krzywym zwierciadle, pewne rzeczy są wyolbrzymione, inne pomniejszone, ale sprawiają, że patrzymy na siebie z ciekawością i dokładnością. Polecam bardzo!

Rozpoczyna się tak:

 

„Noan stał, potrącany przez spieszących gdzieś ludzi, i patrzył w niebo. W gwiazdozbiorze Lisa przybyła nowa gwiazda! To nieoczekiwane odkrycie wprawiło go w takie osłupienie, że zapomniał o wszystkim wokoło. Torba wypadła mu z ręki i pacnęła o chodnik. Zadźwięczały kupione dziś gwoździe. Gwiazda była jaśniejsza od pozostałych. Nowa dziura w sferze niebieskiej, przepuszczająca blask z zaświatów. Noan obserwował niebo od kilku lat, ale nigdy nie spotkał się z pojawiającą się nagle gwiazdą.

Rozejrzał się. Światło gazowych latarni wydobywało odrapane, krzywe domki przedmieścia. Setki butów depczących bruk, stukot kół zaprzęgów, jednostajny szum rozmów. I ani jednego spojrzenia w niebo. Jakby nic się nie wydarzyło.”

 

A już jutro wybieram się na spotkanie z autorem w Empiku, w Galerii Bałtyckiej o godzinie 18 :-).

Ocena: 5/6



środa, 15 lutego 2012

 

Zdecydowanie nie powinnam chorować. Teraz mam na biurku stos przeczytanych książek i sześć zaległych wpisów. Zamiast jednak narzekać biorę się do roboty, zaczynając od wywiadu z moim ulubionym polskim pisarzem SF – Rafałem Kosikiem.

Można go było posłuchać i obejrzeć (pierwszy raz oglądałam stację radiową) na antenie „Czwórki” Polskiego Radia 8 lutego 2012 roku, w audycji „Stacja Kultura” prowadzonej przez Jakuba Kuklę i Katarzynę Dydo. Zapowiedź wcześniej sam pisarz umieścił na swoim blogu i profilu na Facebooku (myślę, że to świetny pomysł, żeby pisarz miał blog i profil na FB). Przy okazji zachęcam, żeby zajrzeć na stronę Rafała Kosika, są tam m. in. pisane przez niego recenzje książek, a nawet przepisy kulinarne:



http://rafalkosik.com/

 

Dla tych, którzy nie wiedzieli o wywiadzie albo nie widzieli go z różnych przyczyn, a bardzo by chcieli, dobra wiadomość – można go posłuchać tutaj:

 

http://www.polskieradio.pl/10/482/Artykul/534160,Rafal-Kosik-Nie-oszukuje-czytelnikow-

 

Osobiście trochę się zawiodłam. Nie dość, że rozmowa z pisarzem trwała niecałe 10 minut (a zaczęła się 15 minut po zapowiadanym czasie), to jeszcze dotyczyła wyłącznie literatury młodzieżowej pisanej przez Kosika, czyli cyklu „Feliks, Net i Nika” (którego jeszcze nie czytałam). Nie był to jednak czas stracony. Paru ciekawostek na temat autora i jego sposobu pisania się dowiedziałam. Rafał Kosik nie lubi wywiadów, późno kładzie się spać, bo nocami pracuje nad powieściami (w nocy, jak wszyscy inni idą spać, ma spokój). W inny sposób pisze dla młodzieży (z humorem), w inny dla dorosłych (na poważnie). Mam nadzieję, że kiedyś to sprawdzę i sama porównam.



sobota, 14 stycznia 2012

 

Obywatel, który się zawiesił, Rafał Kosik

Wydawnictwo: Powergraph, 2011

 

Ponieważ nie mogę nigdzie wypożyczyć „Kameleona” (2008) Rafała Kosika, bardzo się ucieszyłam, gdy odkryłam, że autor napisał jeszcze jedną książkę dla dorosłych czytelników, oprócz powieści „Mars” (2003) i „Vertical” (2006), zbiór opowiadań „Obywatel, który się zawiesił” (listopad 2011). Wydany w twardej okładce, z futurystyczną ilustracją autorstwa samego Kosika (wydawnictwo Powergraph też jest jego własnością), ok. 345 stron, zawiera 10 opowiadań o różnej długości (od 6 do 68 stron). Jednak radość trwała krótko.

Jeszcze w drodze powrotnej z biblioteki, w tramwaju, przeczytałam pierwsze z opowiadań, tytułowe – „Obywatel, który się zawiesił”. I okazało się, że to nie typowe SF, raczej przypomina film sensacyjny o mężczyźnie, który zwariował, zabarykadował się w domu i zabija każdego, kto się do niego zbliży, a to wszystko z powodu niezapłaconego podatku za zamknięcie własnej firmy. Oto fragment rozmowy policjantów obserwujących jego dom:

 

„– Kapitan Preis – przedstawił się – Prosił pan o wsparcie.

– Prosiłem o brygadę antyterrorystyczną.

– Są w drodze. Kto tam jest?

– Nazywa się Łukasz Wroński. Były biznesmen. Miał sporą firmę handlującą roślinami doniczkowymi. Obecnie pewniak do psychiatryka albo jeszcze lepiej do kostnicy. Na posesji leżą ciała czterech ochroniarzy i dwóch naszych.

–  Jezu! Co mu odwaliło?

– Odmówił zapłaty należności dla skarbu państwa. Po trzech wezwaniach przyjechał komornik, ale gość go spławił, więc komornik wrócił ze wsparciem. Wsparcie leży w ogródku, komornik w szpitalu.

– A nasi?

– Próbowali sforsować tylne drzwi. Rozwalił ich przez szczelinę strzelniczą.

– Szczelinę strzelniczą?!

– Ten dom to twierdza. Okna kuloodporne, drzwi z pancernej stali. Nie pozwolił nawet zabrać ciał.

Młody policjant oparł głowę o błotnik i zapytał:

– Ile miał do zapłacenia?

– Trzysta osiemnaście złotych i pięćdziesiąt trzy grosze.”


Widać wyraźnie, że autorowi nie brakuje poczucia humoru i wyczucia absurdu w codziennym życiu. To jeden z lepiej napisanych tekstów w tym zbiorze.

Informacja z okładki okazała się prawdziwa – gatunkowo opowiadania należą do horroru, sensacji i SF. Jest to więc bardzo różnorodna mieszanka i dla mnie osobiście najlepsze są te ostatnie, które przypominają mi czytane wcześniej powieści Kosika. Ściśle mówiąc dwa z opowiadań są alternatywnymi wersjami historii w nich ukazanych. „Wyprawa szaleńców” dzieje się w „świecie lin”, czyli w Verticalu, a tekst „Ohyda” w końcowej części przedstawia początki „komplantu”, wynalazku znanego „na Marsie”. Opowiadania powstały w latach 2001 – 2007 i były wcześniej wydawane w czasopismach.

Najtrudniej czytało mi się drugie – „Skrytogrzesznicy”, w którym bardzo szybko zmieniają się wydarzenia, bohaterowie, czas. Trochę to oszołamiające i początkowo niezrozumiałe. Czytałam je w poczekalni u lekarza i doczytałam jedynie do połowy, a potem zraziłam się do książki na kilka dni. Mimo że pomysł dobry, docenia się go dopiero na końcu, po przebrnięciu 50 trudnych stron. Podróże w czasie, rozmowy między równoległymi światami, możliwość poznania przyszłości, testy wierności – materiału starczyłoby na powieść.

Z kolejnymi tekstami nie było lepiej. Pewnie przez zaskoczenie, że Kosik pisze w innym niż wcześniej gatunku literackim. „Mgła” to horror, o dziewczynie i chłopaku szukających zapomnianego domku w lesie. Gdy go odnajdą, przeżyją w nim niesamowite i straszne rzeczy. Przy okazji warto zauważyć, że główny bohater kilku opowiadań, tego również, ma na imię Adrian, co na pewno nie jest przypadkowe, choć nie tworzą one jakiejś całości.

„Za dobre to zrobiliśmy”
przenosi nas w świat reklamy i praw rządzących agencjami i ludźmi w nich pracującymi. W połowie tego opowiadania zrezygnowana zaczęłam „skakać” po tomie szukając SF i „znanego mi” Kosika. Nie było łatwo. Większość opowiadań jest inna.

„Coś czego nigdy nie pamiętamy”
– opowieść ze świata snu, mężczyzna poszukuje żony i dziecka, którzy nagle zniknęli podczas wspólnych wakacji nad morzem.

„Ohyda”
– o telewizji, programach typu reality-show i do czego są w stanie posunąć się producenci, by zarobić pieniądze, trochę też o polityce i demokracji.

„Pokoje przechodnie”
– króciutki tekst o tym, jakby to było, gdyby każdy z pokojów w mieszkaniu znajdował się w innej części świata, do tego ulegał niekontrolowanemu przesunięciu w przestrzeni.

„Szczelina”
– o pociągu jadącym z Warszawy do Krakowa, lecz czasami przenoszącym ludzi w inny wymiar.

„Czy ktoś tu widział Boga?”
– o życiu po śmierci w nudnym niebie, zarządzanym automatycznie.

„Wyprawa szaleńców”
– misja naukowców, konstruktorów, artystów i marynarzy, którzy na kilkudziesięciu żaglowcach wyruszają w poszukiwaniu ratunku dla świata, który powoli pogrąża się w wodzie.

Oceniając tom jako całość, stwierdzam, że nie jest zły, ale że jest zdecydowanie gorszy od powieści. Choć opowiadania napisane zostały w podobnym stylu, nie są jednak tak dobrze dopracowane, tak oryginalne i zachwycające. Pojawiają się w nich ciekawe wynalazki, ważne problemy społeczne i polityczne, niewyjaśnione zagadki. Czegoś w nich jednak za mało, to dopiero szkice, pomysły, gotowe do rozwinięcia. Brakuje charakterystycznych bohaterów, którzy zostaliby w pamięci. Wszyscy zlewają się w jednego Adriana, plus może jeszcze jedną Magdę. To chyba wada całej twórczości Kosika – skupiając się na fabule, zapomina o tworzeniu ciekawych i głębokich portretów psychologicznych postaci. W powieściach jednak nie jest to tak widoczne, bo tam skupiamy się na niesamowitych światach stworzonym przez autora i wymyślonych przez niego tajemnicach.

Zastanawiam się, jaki będzie drugi tom opowiadań, zapowiedziany już na 2012 rok, o tytule „Nowi ludzie”. I czy wiedząc, czego mogę się spodziewać, będę bardziej zadowolona z ich czytania? Oby. I oby autor napisał jeszcze wiele powieści.

Ocena 4+/6



piątek, 02 grudnia 2011

 

Vertical, Rafał Kosik

Wydawnictwo: Powergraph, 2006

 

Po poezji wracam do SF i świetnego pisarza Rafała Kosika. Co będzie dalej nie mam pojęcia, bo ostatnio trafiam na same kiepskie książki.

Początkowo wydawało mi się, że Verticalu również nie przeczytam, pierwsze sto stron było raczej nudne, a przy książce trzymała mnie jedynie pamięć o wcześniejszym, rewelacyjnym Marsie. Kilka dni zajęło mi uporanie się z początkiem i „zmuszenie” się do czytania dalej. I nagle, oczywiście kiedy już było bardzo późno, powieść zrobiła się tak ciekawa, że nie mogłam się od niej oderwać, dopóki nie przeczytałam ostatniej strony (a to już było w środku nocy).

Vertical opowiada o przedziwnym świecie, w którym ludzie mieszkają w stalowych miastach, które powoli wznoszą się na linach w górę, ku nieznanemu celowi. Ze względu na warunki społeczności miejskie są niewielkie (około 100 osób) i wszyscy muszą pracować dla wspólnego dobra. Np. łapać spadające z nieba przedmioty, uprawiać rośliny, dbać o mechanizmy poruszające osadę itd. Główny bohater zajmuje się reperowaniem sieci. Ma na imię Murk, jest jeszcze chłopcem i zastanawia się, czy z jego światem wszystko jest w porządku. Wydaje mu się, że „niebo” nie jest naturalnym środowiskiem życia ludzi i że kiedyś musiało być inaczej. Niestety nikt nie pamięta, co było dawniej i niewiele osób jest tym zainteresowanych.

Fabuła jak ze snu i podobno właśnie w ten sposób powstała – przyśniła się autorowi. Pomysł wyjściowy nałożył jednak na niego pewne ograniczenia. Mała liczba bohaterów, jedno miejsce. Portrety psychologiczne postaci zdecydowanie nie są specjalnością Kosika, więc mimo kilku opisanych wydarzeń (samobójcza śmierć jednego z mieszkańców, „wymiana handlowa” między miastami, tajemnicza zaraza, młodzieńcze zauroczenie) akcji nie można uznać za wciągającą. Mało przejmujemy się losami postaci, których prawie nie znamy. Do tego narracja jest pierwszoosobowa, co jeszcze bardziej spowalnia przebieg zdarzeń. I kiedy już wydaje się, że cała powieść będzie taka nieciekawa, autor zastosował zabieg radykalny – zmienił bohaterów i miejsce akcji na zupełnie nowe. I całe szczęście. Od momentu, kiedy główną postacią zostaje Jonathan, badacz niebieski śledzący „windowce” (miasta-windy wspinające się do góry po linach), zaczyna się w tej powieści coś dziać. Narrator trzecioosobowy świetnie radzi sobie z opisem jego przygód i stopniowaniem napięcia. Jest tajemnica, projekt odważnej wyprawy, mającej ją rozwiązać. Bowiem w świecie Jonathana też coś nie jest tak, jak powinno być. Górnicy w kopalni odkrywają, że pod skalami zamiast kolejnej warstwy złóż znajduje się… niebo. Jak to możliwe? I do czego służą wszechobecne liny? Wspinają się po nich „windowce”, ale po co? Tak opisuje tę sytuację astrofizyk Semiutys:

 

„- Zapewniam cię, że jesteśmy fragmentem o wiele bardziej złożonego i niezrozumiałego świata. Sprawdzałeś kiedyś ciśnienie powietrza tam, w górze? Może zastanawiałeś się dlaczego liny w dalszej perspektywie nie zasłaniają gwiazd, słońca… Jeśli tak, to wiesz, co mam na myśli. Przeczytałem połowę znanych ksiąg, a na pewno wszystkie księgi z zakresu nauk, którymi się zajmuje. Sam też kilka napisałem. Przeprowadziłem wiele eksperymentów, uczestniczyłem w wielu dyskusjach naukowych. Bez fałszywej skromności mogę stwierdzić, że wiem o naszym świecie bardzo dużo. Z całej tej mojej wiedzy wychodzi mi, że nasz świat nie wygląda tak, jak powinien. A od kilkunastu dni… wygląda jeszcze gorzej. Wyobraź sobie, że budzisz się rano, patrzysz w lustro i widzisz rogi na swojej głowie. Zdziwiłbyś się, prawda? – Zdezorientowany Jonathan szczerze przytaknął. – Ale gdybyś te rogi miał od dziecka i gdyby mieli je wszyscy inni, przestałbyś zwracać na nie uwagę. Liny to takie rogi. Nie powinno ich tam być – wskazał okno – my się tylko do nich przyzwyczailiśmy.”

 
Czy my również w naszym życiu przyzwyczailiśmy się do czegoś i dlatego uważamy to za oczywiste? Czy nasza Ziemia też może się kiedyś zmienić tak, jak ta z powieści?

Kosikowi udało się połączyć dwa zupełnie różne, niesamowite światy, a później kolejne i kolejne. Czułam się jakbym czytała przygody Dorotki z książki Czarnoksiężnik z Krainy Oz. Nie mogłam się doczekać, żeby się dowiedzieć, co będzie dalej. Wyobraźnia autora okazała się ogromna. Zagadki mnożyły się, odpowiedzi przywoływały tylko kolejne pytania. I tak aż do ostatnich stron. Zakończenie okazało się dość tajemnicze i bardzo zaskakujące, ale tego nie będę zdradzała.

Teraz po prostu muszę, naprawdę muszę, przeczytać kolejną powieść Kosika Kameleon z 2008 roku, która podobno jest najlepsza ze wszystkich. Dostrzegam już pewne charakterystyczne cechy stylu tego autora: oryginalne światy, dwie grupy bohaterów (zmiana perspektywy i warunków), zagadki, niemożność poznania ostatecznych odpowiedzi, za to stawianie intrygujących pytań. Taka literatura bardzo mi się podoba.

Ocena: 5/6



piątek, 25 listopada 2011

 

Mars, Rafał Kosik

Wydawnictwo: Powergraph, wyd. II - 2009

Wydawnictwo: Ares, wyd. I - 2003

 

Jeżeli chodzi o fantastykę, to mamy w Polsce naprawdę świetnych pisarzy: Ewę Białołęcką, Annę Kańtoch, Jarosława Grzędowicza (to oczywiście tylko trójka ostatnio przeze mnie odkrytych, za najgenialniejszego w tym gatunku uznaję Andrzeja Sapkowskiego). Do tego wyjątkowego grona zaliczam też kolejnego pisarza odkrytego dzięki Nagrodzie im. Janusza A. Zajdla - Rafała Kosika, który pisze utwory science-fiction.           

Jestem naprawdę pod wrażeniem jego pierwszej powieści – Mars, wydanej w 2003 roku. Wyróżnia się ona: dobrze przemyślaną fabułą, wspaniale wykreowanym światem na obcej planecie i filozoficznymi pytaniami, które w sobie zawiera i które właściwie są jednym z jej głównych wątków (pytania, do czego służy polityka, co to jest świadomość, czym jest wolność, ogólniejsze o sens życia i wiele innych). Mogłabym jedynie zarzucić pisarzowi niedostateczne zarysowanie bohaterów od strony psychologicznej. Wydają mi się oni dość „jednowymiarowi”. Kilka cech, kilka uczuć i nic się w nich nie zmienia. Może dlatego autor w połowie akcji wymienia głównych bohaterów? To też trochę mnie zdziwiło i raczej się wcześniej z czymś takim nie spotkałam. Właściwie wydaje mi się, że można by mówić, że Mars to dwie powieści w jednym tomie z prologiem. Dla czytelnika nawet lepiej, że nie musi czekać na drugą część, ani podwójnie płacić. Niestety druga połowa powieści jest gorsza i podobała mi się zdecydowanie mniej, choć jednocześnie doskonale uzupełnia pierwszą, kontynuuje wątki i je wyjaśnia, do tego jest w niej przedstawiony zupełnie inny świat, będący wręcz przeciwieństwem tego wykreowanego na początku.

Trochę to złożone, więc może zacznę od początku. W prologu obserwujemy jedną z baz na Marsie, w której przygotowuje się teren pod zasiedlenie w przyszłości przez ludzi. Mechanicy i technicy trudnią się budową specjalnych wież, które mają umożliwić produkcję tlenu na planecie i rozwój flory i fauny. Jest rok 2040 – czerwona planeta nie nadaje się jeszcze do zamieszkania.

Trzysta lat później, a dokładnie w 2305 rozpoczyna się akcja powieści. Głównym bohaterem jest Allen Ryan, który decyduje się przeprowadzić na Marsa z braku perspektyw dla siebie na Ziemi:

 

„Coraz mniej ludzi emigrowało na Marsa. Allen wiedział o tym, ale właśnie w tym upatrywał swojej szansy. Miał dwadzieścia lat i cały majątek zakodowany w mikrochipie jedyne karty kredytowej. Już samo posiadanie karty kredytowej świadczyło o jego niskiej pozycji społecznej. Rodziców nie znał, dalsze rodziny też nie. Był sam, a rachunek ekonomiczny ostatnich trzech lat nie wyglądał najlepiej. Oszczędności kurczyły się niezależnie od tego, jakiej pracy się podejmował. życie w mieście było zbyt drogie. Allen nie mógł zrozumieć,  w jaki sposób ludzie, z którymi pracował, potrafili utrzymać siebie i rodzinę. Jeśli nie chciał wylądować w tekturowym domku pod mostem, miał do wyboru kilka rozwiązań, a Mars był prawdopodobnie najlepszą z nich.”

 

Jednak życie na obcej planecie pełne jest niespodzianek. Zamiast pokazywanych w folderach reklamowych: bujnej roślinności i jeziora – staw w małym parku, do tego wysoka temperatura, wstrętne jedzenie, wszechobecny piach i jakby tego było mało – podział na biednych i bogatych. Szybko też okazuje się, że planecie grozi zagłada, a uratować ją może jedynie nielegalny plan jednego z senatorów. Allen razem z poznaną w Biurze emigracyjnym urzędniczką – Doris zostają wplatani w wielką polityczną aferę, ryzykując życiem i nie znając wszystkich faktów. Ta umownie przeze mnie nazwana „pierwszą” część książki ma ok. 215 stron. Jak na powieść wystarczy prawda? (Szczególnie, że marginesy są dość wąskie, co utrudnia czytanie).

Na 237 stronie rozpoczyna się „druga cześć” opowieści, licząca ok. 186 stron. Akcja przenosi się znowu w czasie, tym razem o 35 lat, jest rok 2340, a głównym bohaterem zostaje Jared Grant, którego Allen poznał kiedyś jako chłopca podczas podróży na Marsa. Jared już jako dorosły mężczyzna jest poszukiwaczem wody, czyli wykonuje zawód bardzo ceniony na Marsie. Czerwona planeta przez czas jego dorastania bardzo się zmieniła. Nastąpiła prawdziwa rewolucja informatyczna, ludzie noszą wszczepione w głowach minikomputery – specjalne ”komplanty”, które są wstanie tworzyć doskonale światy wirtualne, iluzje indywidualne i zbiorowe:

 

„Komplant sterował ciałem precyzyjniej niż mózg.

Kwitł zatem przemysł rozrywkowy pozwalający zabić czas pracy i odpoczynku. Skoro komplant zastąpił inne towarzyszące człowiekowi gadżety, cała para poszła w oprogramowanie.

Muzykę przekazywano wprost do ośrodka słuchu, obraz do ośrodka wzroku. Dawno zniknęły materialne nośniki danych. Odłączenie się od ciała eliminowało nawet mimowolne ruchy gałek ocznych i skurcze mięśni twarzy. Istniało jednak wiele zawodów, w których multitasking układu komplant-mózg nie pozwalał na jednoczesną pracę i zabawę. Świadomość trzeba było więc czasowo włączać.

Dla użytkowników zysk i tak przewyższał starty. Po pracy szara klita mogła się stać ekskluzywnym apartamentem. Każdego dnia innym. Brzydka żona dostarczała uciech jak rasowa dziwka. Skala wrażeń dotykowych, zapachowych i smakowych była dłuższa od jej niebiańskich nóg. Tym bardziej, że małżeństwa stawały się coraz rzadsze. Brak żony nie stanowił zresztą problemu. Komplanty nie tylko udoskonalały. Generowały, co trzeba.”

 

Przerażający świat, od którego Jared ucieka na pustynię. Też bym uciekła. Wizja ta jest dlatego taka straszna, bo wydaje się całkowicie prawdopodobna. I chyba przez nią ta druga część jest gorsza. Opowiada o świecie, w którym nikt nie chciałby żyć, ale do którego ciągły rozwój technologii zdaje się zmierzać. Poza tym w tej części Jared wraz z dziennikarką – Valerie Pinard próbuje rozwiązać kolejne marsjańskie tajemnice, które już nie są tak wciągające, a dotyczą starożytnych ruin odkrytych na pustyni. Za to rozwiązanie zagadki jest bardzo satysfakcjonujące, wszystkie puzzle układają się w jedną całość. Brawa dla autora za ostatni pomysł i wszystkie wcześniejsze. Tylko bohaterowie znowu tacy płascy, że po przeczytaniu zapomina się nawet ich imiona. Dodatkowo brakuje między nimi prawdziwych uczuć, co może w takim odczłowieczonym świecie nie powinno dziwić.

Po Marsie sięgnęłam od razu po kolejną powieść Rafała Kosika – Vertical (niedługo o niej napiszę) i mam zamiar przeczytać wszystko inne, co ten pisarz napisał (Kameleon wydany w 2008) i jeszcze napisze. Wypożyczę też jego powieści pisane dla dzieci z cyklu Felix, Net i Nika, ciekawa jestem, czy bardzo się różnią stylem i poziomem literackim.

Ocena: 5/6

 

Zakładki:
Moje blogi
Polecane książki:
Klasyka:
Kryminały:
Fantastyka/SF:
Horror/Thriller:
Poezja:
Dla młodzieży:
Dla dzieci:
Czytadła:
Zaproszenie :-)
Akcja - opowiadanie:
Szablon:

Facebook - profil


Skrzynka pocztowa

Napisz e-mail