blog o książkach, które niedawno czytałam i polecam innym przeczytać

Wpisy z tagiem: opowiadanie

wtorek, 17 kwietnia 2012

 

Głos Lema

Wydawnictwo: Powergraph, 2011

 

„Głos Lema” to antologia opowiadań SF napisana w hołdzie Stanisławowi Lemowi przez dwunastu pisarzy. Tym razem nie zmuszałam się do czytania wszystkich tekstów. Niektóre cechują się niezrozumiałym językiem, inne nowatorstwem formy, a jeszcze inne są po prostu nudne. Zdecydowałam się jednak napisać o tym zbiorze ze względu na trzy opowiadania autorstwa: Rafała Kosika, Wojciecha Orlińskiego i Joanny Skalskiej.

Jako pierwszy przeczytałam znowu tekst Rafała Kosika „Telefon”. Wciąga od pierwszych stron! I jest zupełnie inny od jego powieści SF. Główna bohaterka, Kinga, przygotowuje w domu obiad, czekając na powrót męża Romka. W międzyczasie ogląda telewizję, w której dziennikarze informują o katastrofie lotniczej:

 

„Przerwali program i powtarzali w kółko nagranie zrobione chyba komórką: samolot zniża się nad lasem, chwilę sunie skrzydłami po wierzchołkach drzew i wygląda na to, jakby miał miękko osiąść na tych drzewach. Przypomina papierowy samolocik zrobiony przez całkiem zdolnego dzieciaka, taki dobrze wyważony, który wolno szybuje nad kanapą, stołem i miękko ląduje na puszystym dywanie przed telewizorem. Jednak samolot pasażerski waży ponad trzydzieści ton. Po kilku sekundach zieleń pochłania kadłub, ale wydaje się, że mimo wszystko udało się, że zapadł w wielki dywan, a pasażerowie odepną pasy i zjadą po nadmuchiwanych zjeżdżalniach jak na niedzielnym festynie przed centrum handlowym. Wtedy sto, może dwieście metrów dalej pojawia się kula ognia i dymu.”



Początkowo Kinga myśli, że lot męża będzie opóźniony i nie ma co spieszyć się z robieniem pieczeni, lecz po chwili odczytuje mail od niego i zaczyna się martwić. W momencie gdy już jest pewna, że Romek nie żyje, ten dzwoni do niej. To jednak dopiero początek tajemniczych zdarzeń. Świetny portret psychologiczny, do tego kobiecy, wciągająca akcja, wydarzenia opisane w tak obrazowy sposób, że cały czas miałam je przed oczyma wyobraźni. Tym tekstem autor pokazał, że potrafi pisać też o tym, co dzieje się w głowach bohaterów, czyli o ich psychice (wcześniej w jego powieściach tego elementu właśnie mi brakowało i kobiet w roli głównej).

Drugie z przeczytanych przeze mnie opowiadań – Joanny Skalskiej „Płomieniem jestem ja” zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie (niedawno próbowałam czytać jej powieść „Eremanta”, ale mi się nie spodobała). Jedyna pani spośród autorów antologii napisała ciekawy tekst o ciężarnej kobiecie znalezionej na pokładzie statku kosmicznego, który zbliżył się do Ziemi. Shooma urodziła bliźnięta i została od razu otoczona opieką naukowców. Kim jest? Czy stanowi zagrożenie dla ludzkości? Fabuła bardzo odpowiednia, by ją zekranizować.

Podobnie jak treść opowiadania Wojciecha Orlińskiego „Stanlemian”. Świat przyszłości, akcja dzieje się w nowoczesnym kasynie, które proponuje wirtualny hazard. Chętni zostają przeniesieni do stworzonego przez programistów Nowego Jorku i mogą się tam wzbogacić na kilka sposobów. Warunkiem otrzymania prawdziwych pieniędzy jest dotarcie z wygraną do pokoju hotelowego, w którym zaczyna się gra. Bohaterem jest „zawodowy hazardzista”, który w imieniu klienta ma odzyskać ukryte przez niego pieniądze. Podobał mi się sposób w jaki autor wplótł w tekst imię i nazwisko Stanisława Lema oraz jego idee.

W antologii znalazło się kilka intrygujących cytatów z dzieł Stanisława Lema. Bardzo klarowny wstęp o twórczości polskiego klasyka SF napisał Jacek Dukaj. Określa w nim cechy literatury science fiction a’la Lem. Za słabo znam twórczość autora „Solaris”, żeby określić, na ile twórcom „Głosu Lema” udało się napisać teksty mające coś z nią wspólnego. Jednak te trzy teksty, o których Wam opowiedziałam, naprawdę warte są przeczytania. Mają też jedną cechę wspólną – bardzo plastyczny, obrazowy styl i fabuły, które zostają w pamięci.



środa, 18 stycznia 2012

 

Małe trolle i duża powódź, Tove Jansson

Wydawnictwo: "Nasza księgarnia", 2006

 

To krótkie opowiadanie czytałam miesiąc temu i przedwczoraj drugi raz. Przeczytanie zajmuje 20 minut. A jednak tekst zostaje w pamięci i mimo że pisany dla dzieci, wart jest poznania przez dorosłych. Dlaczego? To sztuka na ok. 70 malutkich stronach (bogato ilustrowanych) zawrzeć tyle przygód i niezwykłych postaci. Ale nie tylko niesamowity świat przedstawiony wyróżnia tę książkę. Ma ona jeszcze od pierwszych stron dziwny nastrój smutku, poszukiwania, tajemnicy, zagrożenia.

W atmosferę opowiadania wprowadza przedmowa autorki:

 

„Była zima 1939 roku, czas wojny. Praca stała w miejscu; miało się uczucie, że każda próba stworzenia obrazu rzeczywistości jest całkowicie niepotrzebna.

Może więc nic dziwnego, że nagle ogarnęła mnie chęć napisania czegoś, co zaczynałoby się od „Był sobie kiedyś”. Dalszy ciąg musiał oczywiście być bajką, tego nie dało się uniknąć, ale zrezygnowałam z książąt, księżniczek i małych dzieci, wybierając na ich miejsce gniewną figurkę, którą sygnowałam rysunki satyryczne i którą nazwałam Muminkiem.”

 

Jak dobrze, że fińska pisarka wpadła na ten pomysł! Któż z nas nie zna Muminków? Jako dziecko oglądałam ekranizacje książek Tove Jansson (leciały jako dobranocki), ale ich nie czytałam. Teraz bardzo żałuję. Przypomniała mi o nich jedna z blogerek.

http://porzadekalfabetyczny.blox.pl/2011/12/tak-naprawde-przeczytalam-w-zyciu-jedna-ksiazke.html

Później widziałam na blogach jeszcze nie raz wspomnienie o tym cyklu. Należy on bez wątpienia do klasyki światowej literatury dziecięcej. Został napisany w 1939 roku, opublikowany w 1945, a w Polsce dopiero w 1995 roku. A ja od czasów studiów (mieliśmy zajęcia z „Literatury dla dzieci i młodzieży”) bardzo lubię sięgać po książki pisane dla dzieci, których nie czytałam w dzieciństwie. Dzięki temu dostrzegam rzeczy, które zazwyczaj umykają młodszym czytelnikom. Tak jest też z Muminkami, można je odczytywać symbolicznie.

„Małe trolle i duża powódź” to historia mamy i dziecka, którzy wyruszają w podróż, wkraczają „w ciemny las”, by odnaleźć bezpieczny, nowy dom. Ojciec jest nieobecny, odszedł w niejasnych okolicznościach. Spotkany po drodze Zwierzaczek (w drugiej części zwany Ryjkiem) zgubił się i dlatego czuje się przygnębiony i samotny. Przyłącza się więc do Muminków i dalej idą razem. Później ich przewodniczką zostaje dziewczyna o jasnoniebieskich włosach – Tulippa. Nie będę tutaj opowiadać wszystkich ich przygód, ani wielkiej powodzi, ani odnalezienia ojca i szczęśliwego końca. Dodam tylko, że z powodu sytuacji, w której się znaleźli, bohaterowie nieraz płaczą czy czują smutek, jednak idą dalej i pomagają sobie nawzajem.

Ta historia bardzo mnie oczarowała. Mam już na półce tom drugi przygód Muminków – „Kometa nad Doliną Muminków”. Całe szczęście, że jest grubszy od pierwszego. I że po nim jest jeszcze siedem kolejnych części.

Ocena: 5+/6

 

PS Poszukałam dobranocki na necie i oto możemy sobie obejrzeć pierwszy odcinek Muminków i trochę powspominać dzieciństwo:


http://www.kreskoweczki.pl/kreskowka/44674/muminki_01-wiosna-w-dolinie-muminkow/


W tym serwisie znajdują się wszystkie 104 odcinki serii, dostępne online i za darmo.

 

Zakładki:
Moje blogi
Polecane książki:
Klasyka:
Kryminały:
Fantastyka/SF:
Horror/Thriller:
Poezja:
Dla młodzieży:
Dla dzieci:
Czytadła:
Zaproszenie :-)
Akcja - opowiadanie:
Szablon:

Facebook - profil


Skrzynka pocztowa

Napisz e-mail