blog o książkach, które niedawno czytałam i polecam innym przeczytać

Wpisy z tagiem: Ocena 5

piątek, 18 maja 2012

 

Arthur Conan Doyle, Znak czterech

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 1997

 

W końcu udało mi się dostać w bibliotece drugą powieść Arthura Conan Doyle’a o Sherlocku Holmesie. Nie myślałam, że będzie z tym jakiś problem, ale gdy okazało się, że jednak jest, zdecydowałam się na zrobienie rezerwacji. Lubię czytać książki chronologicznie według tego, jak zostały napisane, szczególnie gdy są to cykle mające wspólnego głównego bohatera.

„Znak czterech” (wydany po raz pierwszy w 1890 r.) bardzo mi się podobał. Przywykłam już do stylu pisania Doyle’a, choć nadal dziwi mnie forma jego utworów. W porównaniu ze współczesnymi kryminałami są to raczej bardzo rozbudowane opowiadania (liczące ok. 125 stron), na końcu których, po zakończeniu śledztwa, morderca lub narrator opowiada całą historię zbrodni, od motywów aż po ich skutki.

Książkę przeczytałam od razu po przyniesieniu z biblioteki, nie mogłam się od niej oderwać. Pierwszy rozdział i postać Sherlocka Holmes’a mnie zachwyciły:

 

„Sherlock Holmes zdjął z kominka flaszkę, a potem z małej walizeczki wyciągnął strzykawkę. Ręką o długich, nerwowych palcach osadził ciężką igłę i podwinął lewy mankiet koszuli. Przez chwilę spoglądał w zamyśleniu na muskularne ramię, pokryte niezliczoną liczbą śladów po ukłuciach, wbił igłę, nacisnął tłok strzykawki i wreszcie z westchnieniem ulgi zatopił się z powrotem w pluszowym fotelu.”

 

Pewnie się zastanawiacie, co w opisie wstrzykiwania sobie kokainy przez Sherlocka mogło mi się tak spodobać? Chyba zadziałał efekt zaskoczenia. Wielki detektyw – narkomanem. Tego się nie spodziewałam. Później kolejne niespodzianki. Holmes krytykuje „Studium w szkarłacie” napisane przez dr Watsona, którego sam jest bohaterem. A na koniec bardzo ciekawej sceny, na pytanie przyjaciela, opinia Sherlocka o sensie czy raczej bezsensie życia:

 

„ – […] Powiedz, czy masz teraz na warsztacie jakąś ciekawą sprawę?

 – Żadnej, stąd kokaina. Nie mogę po prostu żyć bez łamigłówek umysłowych. Bo po cóż innego warto żyć? Stań przy oknie i powiedz, czy widziałeś kiedyś podobnie posępny, pochmurny, beznadziejny świat. Popatrz na tę żółtą mgłę rozsnuwającą się wśród ulic i wpełzającą między szare domy. Cóż znajdziesz bardziej beznadziejnego, prozaicznego i materialnego? I cóż stąd, że człowiek posiada jakąś siłę, doktorze, jeżeli nie ma jej gdzie wyładować? Zbrodnia jest banałem i nic innego nie rządzi światem jak banał.”

 

Chyba mało dotąd wiedziałam o Sherlocku, stąd jego zachowania i słowa wciąż bardzo mnie dziwią.

W tej części jego przygód poznajemy Mary Morstan, która przychodzi po pomoc w sprawie tajemniczego listu i związanego z nim zaginięcia swojego ojca dziesięć lat wcześniej. Urozmaiceniem akcji jest wątek romantyczny – między doktorem Watsonem, a „czarującą” Mary szybko rodzi się uczucie.

Teraz muszę zdobyć „Księgę wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa”, czyli wydany po raz pierwszy w Polsce zbiór wszystkich powieści i opowiadań Arthura Conan Doyle’a o Sherlocku Holmesie. Całe szczęście nie będzie to trudne, bo został on niedawno kupiony przez moją osiedlową bibliotekę. Nie pomyślałam, o nim  wcześniej, bo to okropna „cegła”, zupełnie niewygodna do czytania (1108 stron, twarda okładka). Najwyżej będę ją czytała na raty i  opisywała na blogu „po kawałku”.

Ocena: 5/6



poniedziałek, 14 maja 2012

 

Rosamund Lupton, Siostra

Wydawnictwo: Weltbild, 2011



Do przeczytania „Siostry” zachęciła mnie wspaniała recenzja Danusi. Wiedziałam, czego się spodziewać, a jednak powieść Rosamund Lupton mnie zaskoczyła. To nie jest ani typowy kryminał, ani thriller. To powieść o uczuciach, o miłości między siostrami, o wyjątkowej i silnej więzi. Jest to także historia zbrodni, której skutkiem jest nie tylko ból, ale i głęboka przemiana osobowości.

Cała książka jest właściwie swego rodzaju listem, w którym Beatrice opowiada młodszej o pięć lat siostrze – Tess, co wydarzyło się po jej zaginięciu:

 

„Najdroższa Tess,

zrobiłabym wszystko, żeby być z Tobą teraz, w tej chwili, móc trzymać Cię za rękę, spojrzeć na Twoją twarz, słuchać Twojego głosu. Jak list może zastąpić doznania dotykowe, wzrokowe i węchowe – zapewniane nam przez receptory czuciowe, nerwy wzrokowe i wibrujące bębenki w uszach? Już wcześniej udawało nam się jednak wykorzystywać słowa jako pośredników, prawda? Gdy wyjechałam do szkoły z internatem i musiałyśmy zastąpić listami zabawy i śmiech, jak też wyznania czynione przyciszonym głosem. Nie pamiętam, co napisałam w pierwszym liście, ale przypominam sobie, że użyłam wybrakowanej układanki do tego, by unikać wścibskiego wzroku naszej wychowawczyni w internacie. (Dobrze się domyśliłam, że jej wewnętrzne dziecko, które chciałoby układać puzzle, dawno już umilkło). Pamiętam natomiast każde słowo Twojej odpowiedzi na moją tęsknotę. Miałaś siedem lat. Twoje pismo było niewidoczne do chwili, gdy podświetliłam je latarką. Od tamtej pory dobroć kojarzy mi się z zapachem soku z cytryny.”

 

Narracja jest więc pierwszoosobowa, pełna osobistych zwrotów, wspomnień wspólnych rozmów i e-maili. Dodatkowo akcja dzieję się na dwóch płaszczyznach. Pierwsza – zeznania, które Beatrice składa przed prokuratorem i które jednocześnie opowiada siostrze, druga – prywatne śledztwo, które prowadzi. Poznajemy powoli skomplikowaną sytuację, w której znalazła się była studentka Tess – romans z profesorem, nieślubne dziecko, mukowiscydoza, ryzykowne leczenie. Dowiadujemy się też coraz więcej o życiu Bee, od dzieciństwa do chwili obecnej. Charaktery obu sióstr wydają się zupełnie różne. Młodsza to spontaniczna malarka, umiejąca cieszyć się życiem, taki niepokorny lekkoduch. Za to starsza jest spokojna, dobrze zorganizowana, odpowiedzialna, ale wciąż przed czymś ucieka, choć początkowo zupełnie nie zdaje sobie z tego sprawy.

Bardzo podobała mi się warstwa psychologiczna „Siostry”. Wątek kryminalny natomiast, mimo że bardzo ciekawie poprowadzony, rozczarował mnie. Włączenie do fabuły tematu badań genetycznych i wynikających z tego zagrożeń dla ludzkości było moim zdaniem błędem. Właściwie, gdyby nie końcowe rozdziały, byłaby to powieść wybitna. Jestem jednak przekonana, że warto po nią sięgnąć. W nieodległych planach mam przeczytanie kolejnej powieści Rosamund Lupton – „Potem”.

Ocena: 5/6



środa, 09 maja 2012

 

Julianna Baggott, Nowa Ziemia

Wydawnictwo: Egmont, 2012

 

Dziś (9 maja 2012 r.) polska premiera książki pt. „Nowa ziemia” autorstwa Julianny Baggott. Z wewnętrznej strony okładki dowiedziałam się, że ta nieznana mi wcześniej pisarka: „W ciągu ostatnich dziesięciu lat wydała aż siedemnaście książek – dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Wykłada na Uniwersytecie Stanowym Florydy, gdzie prowadzi zajęcia z twórczego pisania. Działa też w założonej z mężem fundacji Kids in Need – Books in Deed, której celem jest przekazywanie darmowych książek dzieciom z ubogich rodzin”. Interesujące, prawda?

Powieść Baggott to pierwsza część trylogii „Świat po Wybuchu”. Od początku kojarzyła mi się z niedawno przeczytanymi przeze mnie „Igrzyskami śmierci” Suzanne Collins. Ameryka przyszłości i kilkoro nastolatków, którzy muszą sobie radzić w nowych, trudnych warunkach. Totalitarne państwo, które niszczy swoich obywateli. To dwa największe podobieństwa, styl pisania obu pań jednak zupełnie inny. Collins bardzo silnie oddziałuje na emocje czytelnika i opowiada raczej historię indywidualną – dzieje Katniss. Natomiast Baggott tworzy bardzo sugestywne obrazy i to one głównie zostają w pamięci – zmutowani ludzie, którzy na skutek wybuchu bomb atomowych i nuklearnych zostali połączeni z materią ożywioną i nieożywioną, która otaczała ich w chwili katastrofy. Szesnastoletnia Pressia ma głowę lalki zamiast jednej dłoni, jej dziadek mały wiatraczek w gardle, Bradwell przyrośnięte do pleców ptaki. Każdy został w jakiś sposób okaleczony na całe życie. Ale to nie wszystko. Niektórzy ludzie zostali połączeni na stałe z ziemią, roślinami czy maszynami albo ze sobą nawzajem, np. matki z dziećmi, które już nigdy nie urosną:

 

„Pyły to ludzie, którzy stopili się z ziemią, a w mieście – ze zrujnowanymi budynkami. Większość z nich zmarła zaraz po Wybuchu, ponieważ nie mogli w żaden sposób zdobyć pożywienia bądź nie mieli usta albo mieli, ale bez układu trawiennego. niektórzy przetrwali, gdyż stali się bardziej skałami niż ludźmi, inni zaś okazali się użyteczni, współdziałając z Bestami, czyli tymi, którzy stopili się ze zwierzętami. Kiedy Pressia szpera w gruzach, ma się na baczności przed Pyłami, które mogą złapać ja za nogę i ściągnąć w dół. Nigdy nie była poza miastem, w miejscu gdzie napadnięto tego chłopca. Właśnie tam niektórzy stopili się z gruntem. Słyszała, że w Martwych Ziemiach Pyły mrugają z pokrytego popiołem piasku. Ponoć mnóstwo ocalałych, którzy jeszcze przed Wybuchem sądzili, że dostrzegają koniec świata, i przenieśli się do lasów, zostało wchłoniętych przez drzewa.”

 

Jedyni, którzy przeżyli bez żadnych obrażeń, to ludzie zwani „czystymi”, którzy wcześniej ukryli się w specjalnie zbudowanej przez siebie Kopule i żyją tam dotąd odcięci od „nieszczęśników”. Główni bohaterowie: Pressia, Bradwell i Partridge (czysty) spotkają się przypadkowo, zaprzyjaźnią i wspólnie będą próbowali odnaleźć matkę tego ostatniego i dowiedzieć się, co tak naprawdę wydarzyło się, gdy byli jeszcze dziećmi.

Początkowo akcja toczy się powoli, poznajemy bohaterów, ich życie i dwa światy: zniszczone miasto i zachowaną Kopułę. Później wydarzenia dzieją się bardzo szybko. Trudno się od nich oderwać. Pressia musi ukrywać się przed oddziałam OPR (Organizacja Przenajświętszej Rewolucji), które wcielają do wojska wszystkie dzieci, które ukończyły szesnaście lat. Partridge zaś ucieka z bezpiecznej Kopuły, od wpływowego ojca, który okłamał go w sprawie śmierci matki (i nie tylko w tej). Autorka przygotowała dla czytelników szereg niespodzianek. Nie będę ich tu zdradzać, warto je poznać samemu. Dodam tylko że ważnym tematem w powieści są manipulacje kodem genetycznym człowieka, „kodowanie” chłopców polegające na „ulepszaniu” ich cech fizycznych i umysłowych. Z jednej strony mamy więc wizję zdegenerowanej i okaleczonej ludzkości, z drugiej naukowe próby stworzenia „nadludzi”. Podczas czytania zastanawiamy się nie tylko nad tym, co stanie się z bohaterami, ale również nad tym, jak doszło do katastrofy w wyniku, której zniszczony został cały świat. A prawda okazuje się szokująca.

Myślę, że książka na długo zostanie mi w pamięci. Jest dobrze skonstruowana i napisana. Pobudza wyobraźnię i zmusza do myślenia. Spodoba się i nastolatkom, i dorosłym czytelnikom. Jedna z wytworni filmowych już wykupiła prawa do ekranizacji.

Ocena: 5/6

 

PS Strona trylogii "Świat po Wybuchu" Julianny Baggott na Facebooku:



https://www.facebook.com/SwiatPoWybuchu



poniedziałek, 16 kwietnia 2012

 

Suzanne Collins, Igrzyska śmierci

Wydawnictwo: Media Rodzina, 2011

 

„Igrzyska śmierci” będę Wam dziś polecała. Książka dostarcza bardzo dobrej rozrywki, świetnie się ją czyta i jeszcze dzięki plastycznej narracji bardzo łatwo można sobie wszystkie wydarzenia wyobrazić. A później można wybrać się do kina na film. Nie oglądałam, ale mam wielką ochotę zobaczyć.

Samą fabułę już pewnie znacie z reklam wersji kinowej. Świat przyszłości, okrutne igrzyska, na których na śmierć i życie walczą wylosowane z dwunastu dystryktów nastolatki. Też znałam przed lekturą ten zarys, a jednak byłam bardzo zaskoczona. Książka wzrusza, łapie za gardło, wyciska łzy. Poznajemy Katniss, szesnastolatkę, która nielegalnymi polowaniami próbuje zapewnić byt rodzinie. To nie ona zostaje wylosowana, a jej ukochana młodsza siostra Prim. W tej sytuacji Katniss zgłasza się na ochotnika, by ją uratować. Wydaje się, że tym czynem skazuje siebie na pewną śmierć. Zmagać się będzie przecież nie tylko ze starszymi od siebie chłopcami, ale i z osobami specjalnie szkolonymi do zabijania. Jak na ironię z  jej miasta wylosowany zostaje Peeta, który kiedyś podarował jej chleb i uratował od głodówki.

To jednak dopiero początek fascynujących zdarzeń. Wylosowani, zwani trybutami, zostają przewiezieni do stolicy, by tam pod okiem stylistów przygotować się do występu przed kamerami. Igrzyska, przypominające te ze starożytnego Rzymu, otrzymały w książce oprawę medialną rodem z BigBrothera. Twórcy nie cofną się przed niczym, żeby tylko przyciągnąć jak najwięcej widzów przed ekrany telewizorów. Poznajemy mechanizmy powstawania wielkiej produkcji telewizyjnej, które autorka zapewne podpatrzyła podczas swojej pracy w telewizji (tworzyła programy dla dzieci).

Nie chcę Wam za dużo zdradzać, żeby nie psuć przyjemności czytania. Powieść ma drobne mankamenty, ale szybko się o nich zapomina. Postacie są ciekawe, szczególnie główna bohaterka, odważna, szczera i waleczna. Fabułę napędza nie tylko pytanie, kto przeżyje i będzie zwycięzcą, ale dużo ważniejsze, kto jest przyjacielem, a kto tę przyjaźń tylko udaje. Bardzo chętnie sięgnę po następny tom tej trylogii. Mam nadzieję, że jest równie dobry. Dawno takiej powieści dla młodzieży nie czytałam, jest w niej jakiś powiew świeżości.
A tak się rozpoczyna:

 

„Gdy się budzę, czuję, że druga strona łóżka już zdążyła wystygnąć. Wyciągam rękę w poszukiwaniu Prim, ale dotykam tylko szorstkiego płótna materaca. Na pewno przyśnił się jej koszmar, więc poszła do łóżka mamy. Oczywiście, że tak. Dziś dożynki.

Podpieram się na łokciu. W pokoju jest już na tyle jasno, że je widzę. Moja młodsza siostra Prim zwinęła się jak embrion i wtuliła w mamę, przywarły do siebie policzkami. We śnie mama wygala młodziej, nadal wydaje się zmęczona, ale nie taka sterana. Prim ma twarz świeżą jak poranek i śliczną jak prymulka, na której cześć dostała imię. Mama też kiedyś była wyjątkowo piękna. Tak przynajmniej słyszałam.”



Recenzje tej książki możecie przeczytać także na blogach padmy i bookfy. Ja na koniec dodam tylko, że okładka choć nawiązuje do treści książki, nie przypadła mi do gustu.

Ocena: 5/6

 



wtorek, 10 kwietnia 2012

 

Rafał Kosik, Kameleon

Wydawnictwo: Powergraph, 2008

 

Na tę książkę czekałam bardzo długo i się nie zawiodłam. Trzecia powieść Rafała Kosika jest bardzo dobra. Jest w niej wszystko, co polubiłam w poprzednich, czyli: ciekawa wizja innej planety i jej mieszkańców, zagadka sięgająca początków istnienia wykreowanego świata, ważne pytania: o wojnę, pokój, człowieczeństwo i prawo do zabijania innych, trochę polityki i spraw społecznych. A wszystko to świetnie napisane, fabuła dobrze skonstruowana, zaskakuje czytelnika. Może jedynie ilość opisów bitew i walk bym ograniczyła (ale byłoby to pewnie ze szkodą dla całości).

Historia opowiedziana została dwupłaszczyznowo, z punktu widzenia mieszkańców planety Ruthar Larcke i z punktu widzenia obserwujących ich z pokładu statku kosmicznego Ziemian, którzy przylecieli z misją ratunkową po poprzednią załogę. Bardziej tajemnicze rzeczy dzieją się w kosmosie, niestety jest ich „ilościowo” mniej. Taka podwójna perspektywa bardzo pasuje do tej powieści. Mieszkańcy planety toczą między sobą wojnę, walczą o władzę, nic nie wiedzą o przybyszach z kosmosu. Ich świat to jakby nasze średniowiecze, w którym w czasie jednego pokolenia nastąpił ogromny postęp techniczny. Na potrzeby wojny powstają pierwsze maszyny przypominające ziemskie czołgi, pociągi, karabiny itd. Jest to tym dziwniejsze, że czterysta trzynaście lat wcześniej, podczas pierwszej ziemskiej misji, były tam tylko pola żółtych organizmów. Wiele zagadek, ciekawe dyskusje bohaterów, zwroty akcji i dobre zakończenie. Czego chcieć więcej?

„Kameleon” to zdecydowanie książka, do której chce się wrócić. Przeczytać i zastanowić się nad nią jeszcze raz znając rozwiązanie i odpowiedzi na pytania stawiane w tekście. Ale nie tylko po to, by lepiej poznać fabułę. Rafał Kosik stawia pytania ważne dla każdego człowieka, prowokuje do przemyśleń. Fikcyjne światy i fabuła pozwalają nam wczuć się w nową sytuację i spojrzeć na nasz świat z oddalenia. Później jednak okazuje się, że wcale nie jest to duża odległość. Trochę tak jakbyśmy przeglądali się w krzywym zwierciadle, pewne rzeczy są wyolbrzymione, inne pomniejszone, ale sprawiają, że patrzymy na siebie z ciekawością i dokładnością. Polecam bardzo!

Rozpoczyna się tak:

 

„Noan stał, potrącany przez spieszących gdzieś ludzi, i patrzył w niebo. W gwiazdozbiorze Lisa przybyła nowa gwiazda! To nieoczekiwane odkrycie wprawiło go w takie osłupienie, że zapomniał o wszystkim wokoło. Torba wypadła mu z ręki i pacnęła o chodnik. Zadźwięczały kupione dziś gwoździe. Gwiazda była jaśniejsza od pozostałych. Nowa dziura w sferze niebieskiej, przepuszczająca blask z zaświatów. Noan obserwował niebo od kilku lat, ale nigdy nie spotkał się z pojawiającą się nagle gwiazdą.

Rozejrzał się. Światło gazowych latarni wydobywało odrapane, krzywe domki przedmieścia. Setki butów depczących bruk, stukot kół zaprzęgów, jednostajny szum rozmów. I ani jednego spojrzenia w niebo. Jakby nic się nie wydarzyło.”

 

A już jutro wybieram się na spotkanie z autorem w Empiku, w Galerii Bałtyckiej o godzinie 18 :-).

Ocena: 5/6



niedziela, 25 marca 2012

 

Jane Austen, Emma

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 1996 

 

Czytanie „Emmy” to była prawdziwa przyjemność! Obawiałam się trochę, że może będzie nudno, albo nie polubię głównej bohaterki, albo nie będzie już tak ciekawie, jak w „Rozważnej i romantycznej” czy „Dumie i uprzedzeniu”. Nic z tego. Było po prostu tak jak trzeba. Świetni bohaterowie, wciągająca fabuła, wspaniała rozrywka. I chyba to, za co cenią Jane Austen czytelnicy (a może głównie czytelniczki?), czyli możliwość oderwania się od trosk i problemów dnia codziennego, a w zamian przeniesienie do świata wcale nie różowego czy cukierkowego, ale jednak takiego, w którym kłopoty można udźwignąć i wszystko zawsze kończy się szczęśliwie. Tak, zdradziłam Wam zakończenie, ale chyba nikt nie jest specjalnie zdziwiony?

Emma to panienka z dobrego domu, ładna i inteligentna, a przy tym bardzo rozpieszczona:

 

„Emma Woodhouse, osóbka przystojna, rozumna i bogata, posiadająca dostatni dom i obdarzona pogodnym usposobieniem, otrzymała, zda się, wszelkie dary, jakie życie ofiarować może; toteż przeżyła na świecie blisko dwadzieścia jeden lat bez większych powodów do zmartwień i niezadowolenia.

Była młodszą z dwóch córek najczulszego i najpobłażliwszego z ojców, wskutek zaś wczesnego zamęścia siostry bardzo wcześnie została panią domu.”

 

Jej ulubionym zajęciem jest zabawa w swatanie innych. Wprost nie może się od tego powstrzymać, choć efekty bywają czasami przykre dla niej i dla jej najbliższych osób. Naiwna dziewczyna początkowo nie rozumie, że swoimi pomysłami może wyrządzić komuś krzywdę. Sama mając niewiele pojęcia o życiu, próbuje uczyć swoją siedemnastoletnią przyjaciółkę Harriet, co jest odpowiednie dla młodej damy i jakie znajomości i z kim wolno jej utrzymywać. Najbardziej denerwującą cechą Emmy są jej uprzedzenia wobec ludzi, dzielenie ich na lepszych i gorszych jedynie na podstawie ich statusu społecznego, nazwiska, pochodzenia. Do tego dochodzi niekonsekwencja w działaniu. Ale wszystkie te wady łatwo wybaczyć młodej pannie, która wciąż się jeszcze zmienia, dojrzewa do bycia dorosłą kobietą. Jej zaufani przyjaciele: była opiekunka pani Weston i brat szwagra a zarazem bliski sąsiad pan Knightley dbają, by nie popełniła zbyt wielkich głupstw. Szczególnie ten ostatni nie boi się mówić prawdy i piętnować jej naganne postępowanie.

Poza ciekawym portretem głównej bohaterki jest w tej powieści wiele unikatowych postaci. Opisanych z humorem i znawstwem ludzkiej psychiki. To kolejny wielki atut pisarstwa Austen. Jej powieść to trochę komedia obyczajowa, komedia charakterów i komedia pomyłek. W pamięci zostanie mi na pewno wiecznie narzekający ojciec Emmy, pan Woodhouse, bojący się przeciągów, uwielbiający kaszkę na kolację i litujący się nad każdą zamężną kobietą, mimo wszystko sympatyczny starszy pan. Ciekawie autorka pokazała też proces samooszukiwania się ludzi, którym zdaje się, że znają innych i siebie. Na przykładzie zakochania przedstawiła rożne etapy dochodzenia do prawdy o uczuciach. Emma zastanawia się, czy jest zakochana, analizuje siebie. A jednak, to co odkryje zupełnie przypadkiem nijak będzie się miało do jej wcześniejszych rozważań. Pisarka nie poświęca wiele miejsca na tkliwe dialogi zakochanych czy opisy ich miłości. Wręcz przeciwnie, skupia się na charakterach, sytuacjach, omyłkach. Gdy już bohaterowie odkryją, że kochają, niewiele więcej ma na ten temat do powiedzenia.

Cieszę się, że w końcu po wielu latach przeczytałam kolejną powieść Jane Austen. Na następną na pewno nie będę czekać tak długo, a to z powodu naszego blogowego Klubu Jane Austen. Zapraszam wszystkich na specjalną stronę internetową, na której można się wymieniać uwagami na temat „Emmy” z innymi blogerami:



http://janeausten.blox.pl/



Od dziś trwa tam pierwsza dyskusja zapoczątkowana przez recenzję Agnieszki. W najbliższym czasie (za miesiąc?) planujemy również porozmawiać na temat trzech ekranizacji „Emmy”. A za jakieś dwa miesiące zapraszamy do czytania „Rozważnej i romantycznej”. Czas z Jane Austen na pewno nie będzie czasem straconym :-).

Ocena: 5/6



wtorek, 20 marca 2012

 

Andrzej Pilipiuk, 2586 kroków

Wydawnictwo: Fabryka Słów, 2005

 

To kolejna książka Andrzeja Pilipiuka, którą przeczytałam i chcę Wam polecić. Zbiór opowiadań na naprawdę wysokim poziomie. Bez Wędrowycza, za to dwa opowiadania z doktorem Skórzewskim. W sumie 14 tekstów, ponad 500 stron wspaniałej rozrywki.

Autora już chyba nie muszę przedstawiać (można zajrzeć do poprzednich wpisów, a jest ich na moim blogu o jego książkach już sporo), ani jego stylu pisania. Musiałbym powtórzyć to, co już napisałam np. przy okazji „Rzeźnika drzew”. Zamiast tego krótka charakterystyka opowiedzianych historii:

 
„2586 kroków”
– Norwegia 1876/1877, doktor Paweł Skórzewski walczy z epidemią trądu i demonem.

„Samolot z dalekiego kraju”
– mały sklepik na lotnisku odwiedzają podróżnicy z innego świata i ich wygnany król lub wariat.

„Wieczorne dzwony”
– Kijów 1893, dr Skórzewski i tajemnicza choroba na wyspie, która być może graniczy z mityczną krainą nieludzi.

„Parszywe czasy”
– o komuniście chcącym zabezpieczyć się przed wiecznym potępieniem po śmierci i sprzedającym duszę podejrzanej firmie za 50 euro.

„Szansa”
– o zmienianiu historii Polski przez rosyjskiego generała i polskiego rewolucjonistę.

„Mars 1899”
– próba odpowiedzi na pytanie, czy były kontakty z Marsjanami w XIX wieku i jakie mogły mieć konsekwencje.

„W moim bloku straszy”
– list zaniepokojonego mieszkańca bloku, Tomasza Ettera, do ministra spraw wewnętrznych i administracji.

„Atomowa ruletka”
– alternatywna historia Polski, w której wygraliśmy drugą wojnę światową i podporządkowaliśmy sobie Ukrainę, jednym z bohaterów opowiadania jest Hans Kloss

„Wiedźma Monika”
–  historia miłości czarownicy i inkwizytora.

„Griszka”
–  o uzdrowicielu Grigoriju Rasputinie i śledzących go agentach.

„Bardzo obcy kapitał”
– drugi list Tomasza Ettera ostrzegającego tym razem przed kosmitami.

„Vlana”
– dwa światy: ludzi i wampirów połączone jedynie bramami teleportacyjnymi, ale bliźniaczo do siebie podobne.

„Szambo”
– labirynt pod moskiewskim metrem i jego tajemnice, a w tle atak kosmitów.

„Strefa”
– o dziwnych mutacjach w strefie zamkniętej wokół elektrowni w Czarnobylu.

 

Jak widać z powyższego streszczenia opowiadania są różnorodne, dzieją się nie tylko w różnych miejscach, ale i czasach, a nawet w różnych światach. Każde posiada zabawne lub zaskakujące zakończenie. Bohaterowie czasami się powtarzają, ale tym przyjemniej się o nich czyta. Wszystkie mi się podobały, choć „Wiedźma Monika” najmniej. Polubiłam (znanego mi już z „Rzeźnika drzew”) doktora Skórzewskiego i jego przygody. W pamięci zostaną mi też wizje alternatywnej historii Polski, takie jak np. ta z „Atomowej ruletki”:

 

„ – Wiesz dobrze, co było dalej. 27 sierpnia polski ambasador przybył do Kancelarii Rzeszy i złożył na ręce fuhrera akt wypowiedzenia wojny. Przyjechał limuzyną, ale zostawił ją na dziedzińcu tłumacząc się awarią silnika. Opuścił budynek pieszo i złapał taksówkę. Godzinę i dwadzieścia minut później wybuchła podłożona przez niego walizkowa bomba atomowa… Eksplodowała akurat w chwili, gdy Adolf Hitler otwierał naradę sztabu generalnego. Polska armia, choć mobilizację przeprowadzono tylko częściowo, przekroczyła koło południa granicę…

– …zajmując w pasie przygranicznym ogromne składy broni, amunicji i surowców strategicznych, które Niemcy przygotowywali przeciw Polakom – uzupełniłem znowu. – Tysiące czołgów, stojących na lawetach, samoloty na polowych pasach startowych… A wszystko to tylko częściowo obsadzone, bo ich załogi były dopiero w drodze na wyznaczone pozycje. Reszta musiała walczyć bez sztabu, bez wodza, pozbawiona zapasów strategicznych… Pierwszego września padł Berlin…”

 


I jak się Wam podoba taka wizja historii? I czy chcielibyście przeczytać, co byłoby dalej?

Ocena: 5/6

 

wtorek, 06 marca 2012

 

Andrzej Pilipiuk, Rzeźnik drzew

Wydawnictwo: Fabryka Słów, 2009

 

Książek Andrzeja Pilipiuka na moim blogu ciąg dalszy. W ekspresowym tempie nadrabiam zaległości, już w sobotę spotkanie z pisarzem w nowej bibliotece Manhattan w Gdańsku! „Rzeźnik drzew” to zbiór 12 opowiadań (tym razem bez Jakuba Wędrowycza). Zastanawiałam się, co je łączy. Dwa pierwsze są zdecydowanie w stylu Wędrowycza (zabawne, trochę absurdalne), a w pozostałych przeważa motyw podróży w czasie (znany mi z „Operacji Dzień Wskrzeszenia”, pisane w podobny sposób, „na poważnie”). Wszystkie teksty czyta się z przyjemnością, mają charakterystyczne zaskakujące zakończenia.

Najbardziej dziwi mnie to, że nie przeszkadza mi w nich duża dawka historii, jej ważna rola (nigdy nie przepadałam za historią i powieściami historycznymi). Autor umieszcza akcję swoich opowiadań w różnych miejscach (jednak najczęściej w Warszawie) i czasach: cmentarz na Powązkach, Warszawa w czasach PRL-u, Sankt Petersburg 1903 r., wieś Zgniła Woda, okolice Dniepru, Syria 1923 r. Tematy poruszane przez Pilipiuka również są bardzo urozmaicone: alternatywna wizja dziejów Polski i świata, nawiedzony teatr, kosmici, smok i chińskie jajka, droga do Raju, „zombiaki”, „łotrowskie” drzewo, tajemnicza biblioteka, badania archeologiczne. Dziwna mieszanka. Ja bym je chyba pogrupowała tematycznie i wydała osobno, w mniejszych zbiorach, np. tom z tekstami o Warszawie lub o podróżach w czasie czy światach alternatywnych. A może taka różnorodność to zaleta?

Po prawie pięciuset stronach „Rzeźnika drzew” wydaje mi się, że znam już styl Andrzeja Pilipiuka trochę lepiej. Sposób pisania, kształtowania bohaterów, tematy, rozwiązania fabuły. Wciąż jednak nie mam dość. Zaczęłam kolejny tom opowiadań. Tak samo ciekawe.

A na koniec do poczytania cytat z jednego z opowiadań – „Bunt szewców”. Amiwelechus Marv, pochodzący z innego świata, wypowiada się na temat ziemskiej cywilizacji w ten sposób:

 

„A jednak czuję niesmak. Trudno to wytłumaczyć, kto cale życie obcował z wytworami techniki. Nauczyłem się używać komputera, rozmawiam przez telefon. Elektryczność czy silnik spalinowy nie budzą mojego zdziwienia, a jedynie odrazę. Żyjąc wśród ludzi, musiałem przyjąć pewne obowiązujące tu reguły. Ale nie rozumiem ich.

Ziemska cywilizacja dokonała dziwnego skrętu, coś przetrąciło jej kręgosłup. Nie potrafili w porę zatrzymać postępu i teraz technika pożera ich świat. Nawet nie dostrzegają, jak bardzo technika zmieniła ich mentalność. Nie umieją już żyć bez ułatwień. Zmiękli, zdegenerowali się, wyrodzili. Nie są w stanie cieszyć się codziennym trudem, wysiłkiem, bólem zmęczenia. Płaczą, że nie mają pracy, a jednocześnie od setek lat konstruują coraz wymyślniejsze maszyny, by się od tej pracy uwolnić.

Wolne chwile zatruwają oglądaniem telewizji albo czytaniem. Nie mając własnych kłopotów, przejmują się zmyślonymi problemami innych. Pamiętam głęboki szok, który przeżyłem, gdy zorientowałem się, że miliony ich książek są prawie bez wyjątku wyssane z palca. Ale zaraz zrozumiałem, dlaczego nasi mędrcy nazwali ten świat „Ziemią Kłamców”.

 

Pod wpływem tego tekstu przyszło mi do głowy pytanie: A czy Wy umiecie się cieszyć „codziennym trudem, wysiłkiem, bólem zmęczenia”?

Ocena: 5/6

 

PS Zapomniałam wspomnieć o okładce „Rzeźnika drzew”, która wyjątkowo, w przypadku wydawnictwa Fabryka Słów, bardzo mi się podoba.

 



niedziela, 04 marca 2012

 

Maciej Bennewicz, Wszystkie kobiety don Hułana

Wydawnictwo: G+J, 2012

 

To debiut powieściowy Macieja Bennewicza, który (jak dowiedziałam się z okładki) jest menedżerem, trenerem, coachem, socjologiem ze specjalizacją z psychologii, autorem poradników z dziedziny coachingu. Czy to debiut udany? Zdecydowanie tak! Książkę zaczęłam czytać od razu, jak tylko zajrzałam na pierwszą stronę. Z trudem się od niej odrywałam, żeby iść spać. Ma w sobie coś takiego, że czyta się łatwo, zaciekawia, a jednocześnie portrety psychologiczne bohaterów są niespotykanie bogate i interesujące (pisarze SF i fantasy mogli by się z niej wiele nauczyć). To właściwie powieść psychologiczna. Życie wewnętrzne postaci i sposób ich postrzegania przez innych ludzi jest jej głównym składnikiem.

Historia przedstawiona we „Wszystkich kobietach don Hułana” przypomina poniekąd te znane z powieści detektywistycznych. Don Hułan (przezwisko Hieronima Ułana nadane mu przez kolegów z klasy) nagle znika, jego matka prosi Piotra „Glusia” Glucka o pomoc w odnalezieniu syna. Od początku jednak coś się nie zgadza. Piotr nie był najlepszym przyjacielem Hirka, a jego prześladowcą w liceum. Matka don Hułana, a potem jego była żona i macocha opowiadają Glusiowi o sprzecznych ze sobą faktach. Mężczyzna zaciekawiony dziwną postawą kobiet i ich tajemniczym zachowaniem daje się wciągnąć w poszukiwania i powraca myślami do czasów szkolnych. Próbuje przy tym zrozumieć własne motywacje z przeszłości, swoją relację z ojcem, a także obecny związek z niepełnosprawną Agatą. Sytuacja coraz bardziej się komplikuje. Pojawiają się nowi bohaterowie i nowe kłamstwa na temat don Hułana. Kim był naprawdę? Ofiarą czy wielkim manipulatorem? Krzywdził czy był krzywdzony? Czy któraś z osób mówi prawdę? Czy coś takiego jak prawda w ogóle istnieje w odniesieniu do ludzkiego życia?

 

„Gdzie leży prawda? – Maria Magdalena zaśmiała się chrapliwie, a potem jej głos się uniósł i zaczął wibrować nienaturalnym, piskliwym chichotem. – Sądzisz, że prawda gdzieś leży, można ją podnieść jak zagubiony portfel? Że gdyby spytać choćby o twoje życie, twojego ojca, matkę, rodzeństwo, twoją kobietę, to wszyscy opowiedzieliby tę samą historię? Sadzisz, że opowiedzieliby ją tak, jak ty byś ją opowiedział? Naprawdę w to wierzysz? Jedni przedstawiliby cię jako odpychającego, nudnego faceta, który nie dba o siebie i wygląda jak łachudra, inni jako sympatycznego luzaka. Być może ktoś nie wyobraża sobie życia bez ciebie, ale pewnie jest też kilka osób, które chociaż wydają się tobie znajome, zaprzyjaźnione, a może nawet są dla ciebie ważne, wzruszyłyby tylko ramionami na dźwięk twojego imienia, mówiąc: Nie znam gościa.”

 

Bardzo ciekawa i zaskakująca książka. Taka „inna”. Momentami narracja nie jest doskonała, tej psychologii jest trochę za dużo (jakby opowiadał to psycholog, a narrator – Piotr jest z wykształcenia etnografem). Do tego powody, dla których Gluck angażuje się w śledztwo są mało wiarygodne, dopiero na końcu wraz z nim odkrywamy jego „podświadome” motywy działania. Podobała mi się za to postać tajemniczej Agaty, ale trochę rozczarowało mnie rozwiązanie jej wątku w zakończeniu. Całe szczęście w powieści nie ma moralizowania. Pojawia się „mądry wujek”, ale nie wygłasza on gotowych recept na szczęśliwe życie. Gluś sam powoli poznaje siebie. a my razem z nim możemy się zastanawiać, po co żyjemy.

Ta powieść zdecydowanie może coś wnieść do naszego sposobu myślenia, postrzegania nas samych i innych ludzi. Może sprawi, że zastanowimy się chwilę nad przeszłością, teraźniejszością i naszą przyszłością. A przy okazji świetnie będziemy się bawić, odkrywając kolejne tajemnice bohaterów.

Jeżeli zainteresowałam Was i chcielibyście przeczytać „Wszystkie kobiety don Hułana”, to odsyłam do następnego wpisu, w którym napiszę, jak można ją ode mnie wygrać.

Ocena: 5/6



czwartek, 01 marca 2012

 

Andrzej Pilipiuk, Operacja Dzień Wskrzeszenia

Wydawnictwo: Fabryka Słów, 2006

 

Po tę książkę nie sięgnęłabym nigdy kierując się ilustracją na przedniej i opisem na tylnej stronie okładki. Zdecydowanie by mnie zniechęciły, do tego według mnie nie oddają dobrze treści. Bohaterami są młodzi ludzie podróżujący w czasie, by odwrócić losy świata i nie dopuścić do trzeciej wojny światowej. Autor, w którymś z wywiadów sugerował, że pisał tę powieść dla młodzieży. I rzeczywiście przez pierwsze 200 stron widać wyraźnie, że mogłaby to być książka dla nastolatków. Trzeba by tylko dać trzech sympatycznych chłopców i jedną dziewczynę na okładkę, a z tyłu opisać początek ich przygód. Jednak w połowie książki zaczęłam się zastanawiać, czy rzeczywiście jest to lektura, której modelowy czytelnik powinien mieć 17-24 lata (tyle mają bohaterowie). Drastyczne opisy torturowania więźniów podczas przesłuchań raczej w tego typu literaturze się nie pojawiają. Dla kogo więc jest ta książka przeznaczona?

Styl narracji raczej dostosowany do młodego odbiorcy, trudniejsze słowa czy zagadnienia od razu wytłumaczone. Jednak później fabuła jakby „zaczyna żyć własnym życiem”. Bohaterowie nie tylko popadają w tarapaty, trafiają do więzienia, są torturowani, głodzeni, sądzeni, skazani na ciężkie roboty, widzą chorych na dżumę i umierających, grzebią zmarłych. Misja mająca zbawić świat zmusza ich do większych poświęceń niż wymaga się od tradycyjnych superbohaterów, którzy wychodzą cało z najgorszych opresji jedynie z lekkimi zadrapaniami. Pilipiuk wysyła Magdę, Filipa, Michała i Sławka z 2014 roku do początku XX wieku, a później do wieku XVII i bardzo się stara, żeby ich przygody były jak najbardziej wiarygodne. Topografia Warszawy, zwyczaje, monety, ówczesna wiedza – wszystko to musi się zgadzać (autor z wykształcenia jest archeologiem, co chyba tłumaczy tę pasję szczegółowego odtwarzania przeszłości). Jedynie w warstwie językowej stylizacja jest bardzo ograniczona (czasownik przesunięty na koniec zdania w wypowiedziach bohaterów siedemnastowiecznych). Może dlatego że świat przedstawiony ma być odbiciem przeszłości, to i fabuła, mimo że fantastyczna, jest dostosowana do realiów historycznych, nieraz bardzo okrutnych, czasów wojny, zaborów czy zarazy?

Najważniejsze jednak, że książkę czyta się znakomicie. Zagadkowy początek, ściśle tajny Instytut Fizyki Doświadczalnej w Warszawie, inteligentni bohaterowie, którzy od razu domyślają się swojej misji:

 

„– Co możemy zrobić? – zapytał Filip. – Cofnąć się i…?

– To właśnie będzie waszym zadaniem. Jeśli wam się powiedzie, ten wariant historii po prostu nie zaistnieje. Powiem patetycznie: uratujecie ludzkość.

– My? – wyrwało się Sławkowi.

– Jedno z was. Albo ktoś z poprzednich grup. Skorygujecie błąd historii.

– Będziemy bohaterami – mruknęła Magda – A przynajmniej ten, kto tego dokona…

– Nie. – Profesor pokręcił głową. – Jeśli wszystko wróci na swoje miejsce, nikt nie będzie o tym pamiętał. Ta wojna, która dla nas jest przeszłością, nie zdarzy się nigdy. Tylko ten z was, który wykona zadanie i powróci do naszych czasów, będzie miał świadomość tego, co się tak naprawdę wydarzyło. Dla wszystkich innych to nie będzie nawet zły sen.

– To co się z nami stanie? – zdziwił się Sławek.

– To zależy od tego, co robiliście przed wybuchem wojny. Będziecie mieszkać tam, gdzie mieszkaliście, będziecie zdrowi, szczęśliwi i nieświadomi niczego.

– Nasze rodziny? – głos Magdy zadrżał.

– Wszyscy, którzy zginęli podczas wojny, będą żywi. Dlatego nazwaliśmy to „Dniem Wskrzeszenia”. 

 

Alternatywna wizja dziejów Polski i powroty do przeszłości, które możemy odbyć dzięki wspaniałej wyobraźni i wiedzy autora są bardzo interesujące. I to, co w literaturze SF tak cenne – materiał do przemyślenia: dlaczego tak a nie inaczej ułożyła się przyszłość, czy można było tego uniknąć? Maleńki zarzut mam do konstrukcji bohaterów, zbyt ubogo wyposażonych w cechy indywidualne. Ale poza tym te prawie 500 stron to świetna rozrywka.

Mimo że temat podróży w czasie eksploatowany był już wielokrotnie przez kino i literaturę, to Pilipiuk robi to po swojemu. I co ciekawe jego styl zupełnie różni się od tego prezentowanego w tomie pierwszym przygód Jakuba Wędrowycza (jakbym czytała utwory dwóch różnych autorów). Jestem pod wrażeniem jego wszechstronności, tu SF, tam fantasy, tu historia Polski (prawdziwa i wymyślona), tam humor i absurd. Czytam teraz trzecią książkę, tom opowiadań, tym razem bez Jakuba. I wciąż nie mam dość. Naprawdę warto poznać tego pisarza.

Ocena: 5/6

 

 
1 , 2 , 3 , 4
Zakładki:
Moje blogi
Polecane książki:
Klasyka:
Kryminały:
Fantastyka/SF:
Horror/Thriller:
Poezja:
Dla młodzieży:
Dla dzieci:
Czytadła:
Zaproszenie :-)
Akcja - opowiadanie:
Szablon:

Facebook - profil


Skrzynka pocztowa

Napisz e-mail