blog o książkach, które niedawno czytałam i polecam innym przeczytać

Wpisy z tagiem: poezja

niedziela, 01 kwietnia 2012

 

Ryszard Krynicki, Kamień, szron

Wydawnictwo: słowo/obraz terytoria, 2011

 

Długo zbierałam się do napisania o tym tomiku. Ciężko się pisze o poezji. Zamiast czytać jej opisy, lepiej przeczytać same wiersze. „Kamień, szron” przeczytałam kilka razy. Zaznaczyłam sobie 8 tekstów. Próbowałam znaleźć klucz do całości.

Zacznę jednak nie od pojedynczych utworów czy wniosków, do których doszłam po lekturze, ale cofnę się do wcześniejszych tekstów Ryszarda Krynickiego. Tych z „Organizmu zbiorowego” (1975). Przeczytałam je na studiach, bo były na obowiązkowej liście do egzaminu z literatury XX wieku. Bardzo mnie zdziwiły, bo wcześniej zupełnie nie znałam twórczości tego poety. Zdziwieniu towarzyszył zachwyt. Choć wiersze opisują epokę sprzed mojego urodzenia i świat, który zdawałoby się jest mi obcy (PRL), to jednak urzekły mnie spójną wizją rzeczywistości, widoczną w nich wrażliwością autora, oryginalnością środków wyrazu. Przepisałam sobie najlepsze do zeszytu z wierszami innych „egzaminacyjnych” poetów i potem wielokrotnie do nich wracałam.

Teraz, po kilku latach, z powodu wybierania się na spotkanie z Ryszardem Krynickim, sięgnęłam po jego nominowany do nagrody Europejski Poeta Wolności tomik – „Kamień, szron” (2005). Bardzo byłam ciekawa jak poeta „poradził” sobie z opisem współczesnej rzeczywistości, z opisem świata, który znam z własnego doświadczenia. Wyobrażałam sobie chyba, że te nowe wiersze będą w jakiś sposób odbiciem tych starszych. Ale są oczywiście inne. Wiele się w poezji Ryszarda Krynickiego zmieniło. Nawet coś tak łatwo zauważalnego jak długość wierszy (są bardzo krótkie).

Zaskoczyła mnie forma tomiku, podział na kilka bardzo różnych treściowo, stylistycznie i gatunkowo części. Szczególnie przejmująca, bardzo osobista część pierwsza „Kamień z Nowego Światu”, pisana prozą, jak luźne kartki wyrwane z pamiętnika. O ojcu, jego chorobie i śmierci, i o odnalezionym przypadkiem kamieniu z żydowskiego cmentarza. Kamień jest ważny dla poety, jest symbolem i on właśnie trafił do tytułu, jako jego pierwszy człon. Kamień i szron, kamień przeciwstawiony szronowi. Czym jest kamień? Aby to zrozumieć, wczytajmy się w ten tekst:

 

„Nie pytam, kiedy i jak tutaj się znalazł, ani kto dopuścił się barbarzyństwa. Chcę go tylko uchronić przed dalszym zniszczeniem, szukam dla niego schronienia trwalszego niż moje kruche litery. Nie wiem, co zrobić. W jaki wmurować go mur, skoro po najbliższym kirkucie (w miejscowości nazywającej się niegdyś Brodziec, później Bratz, a teraz jeszcze inaczej), z którego zapewne pochodzi, nie pozostało żadnego śladu, i nikt nawet nie może powiedzieć, gdzie się znajdował? Nie wiem, co wolno mi zrobić, a czego nie wolno. Nie wiem nawet, czy wolno mi być chwilowym strażnikiem nagrobnego kamienia. Nie wiem, kogo zapytać o radę, i nie wiem, czy zdążę.”

 

Poeta chce ocalić, ochronić kamień. Poezja to dla niego tylko „kruche litery” (nie „pomnik trwalszy niż ze spiżu”). Poeta nie wie i podkreśla swoja niewiedzę. Boi się popełnić błąd. Tyle jest w tym tekście niepokoju i lęku. Jeżeli tak trudno ocalić kamień, to jak będzie z rzeczami dużo mniej trwałymi, delikatnymi i ulotnymi? I jak pogodzić się z tym, że ze świata znikają całe cmentarze?

Druga część zatytułowana została po prostu „Szron”. Znajdziemy  w niej tekst o takim tytule i powinniśmy się mu przyjrzeć, bo słowo to znalazło się, jak już pisałam, w tytule tomiku obok kamienia.

 

„Szron"

 

Szary szron szeptu, skamielina rozpaczy. Kto dosłyszy

cichnący psalm ziemi, nieme nawoływanie się

planet, pożegnanie galaktyk. Czarne słońca

zapadają się w siebie

w nieludzkim

 

milczeniu

 

Z jakimi słowami mamy tu do czynienia? Jakie wywołują w nas skojarzenia? Rzeczowniki: szept, skamielina, rozpacz, pożegnanie, milczenie. Przymiotniki: szary, cichnący, niemy, czarny, nieludzki. Szron to pozostałość, nie jak kamień po jednym cmentarzu, ale szron to być może symbol zagłady całego świata, całej galaktyki, zapadnięcia się słońca. Szron to tak niewiele, dużo mniej niż kamień.

Ta część tomiku jest bardzo dobra, krótkie teksty, jak migawki aparatu. Różne miejsca i czasy, coś je jednak łączy. Próba utrwalenia przemijalności. Szukana i oczekiwana przeze mnie wizja naszego świata i rzeczywistości. Daleka od optymizmu różnorodność doświadczenia ludzi, w ogóle różnorodność ludzi i ich postaw. Miasto zamieniające synagogę w pływalnie i cmentarz w parking („Miasto”), ktoś marzący bezsensowne napisy na murze („Byłem tutaj”). Psy i koty („*** Mój szalony pies już od dawna nie żyje”, „To twój problem”). Nie sposób opisać wszystkich.

Najlepszy wiersz z całego tomiku:

 

***

 

Inne

 

mogą zarosnąć, lecz ta jedna, bezcielesna,

najboleśniej obnażona,

nie dająca ci żyć – i wciąż

utrzymująca przy życiu, ta jedyna, na

zawsze niezasklepiona, tobie jedynie

dana, niech pozostanie

 

otwarta

 

Interpretację Wam pozostawiam.

Następna część, to trzy krótkie wiersze dla żony („Trzy wiersze tylko dla ciebie”). Po nich „Wiersze podróżne”. Moim zdaniem najsłabsza część tomu. Taki dziennik podróży, rożne miejsca, zapewne autentycznie odwiedzane przez poetę (Kopenhaga, Budapeszt,  Bazylea, Asyż, Kolonia, Monachium, Bonn, Berlin, Praga i in.). Chociaż chyba oceniam je zbyt surowo. Znajdują się w nich przecież charakterystyczne dla Krynickiego tematy: troska o drzewo, porównanie siebie do ślimaka, zwierzęta wiezione na rzeź, zaświaty i umarli, rola Boga w życiu ludzi, ulubieni poeci i pisarze, miasta europejskie. Wybrałam wiersz o ślimaku:

 

„Ukradkiem"

 

Ukradkiem, dyskretnie

podnoszę ze ścieżki

swojego starszego brata,

ślimaka,

żeby go nikt nie nadepnął.

 

starszego pewnie o miliony lat.

Brata w niepewności istnienia.

Obaj jednako nie wiemy,

po co zostaliśmy stworzeni.

Obaj jednako zapisujemy nieme pytania,

każdy swoim najbardziej intymnym pismem:

 

potem strachu, nasieniem, śluzem.

 

Współczucie innym (w tym zwierzętom i roślinom) i zadawanie ważnych pytań – to cechy, dzięki którym poezja Krynickiego jest ważna i potrzebna.

Część „Nowe xenie (i elegie)" to w większości utwory krótkie, przeważnie trójwersowe, bardzo ciekawe. Najbardziej przejmujący:

 

„Humanitarny ubój"

 

Te dwa słowa pozostaną ze sobą sprzeczne

w każdym ludzkim języku.

Jak humanitarna rzeź.

 

Humanitarne zabójstwo.

 

Sporo między nimi obserwacji współczesnego świata, np. języka potocznego:

 

„Full wypas

(w Internecie)"

 

Full wypas: Norwid.

Komplet. Pięć tomów w futerale.

Wyglądają na nieczytane

 

„Godzina szczytu

(w tramwaju nr 8)"

 

„…potem księgowy spuścił mnie po brzytwie…”

„… sorki, nie kumam, o co tutaj biega…”

„…Jola to zajebiście pokręcona laska…”

„Dziękuję, postoję, jeszcze jestem na chodzie”.

 

Przykłady można by mnożyć, lepiej sięgnijcie do tomiku, tam m. in. refleksje o współczesnych wystawach („Nic się nie stało”. „Zapis w księdze pamiątkowej wystawy „buntu”). Albo świetny wiersz o kotach, Wisławie Szymborskiej i Bogu. Przytoczę go, bo został mi w pamięci czytany przez autora na niedawnym spotkaniu:

 

„Koty"

 

Koty udały się Panu Bogu –

mawia czasem Wisława Szymborska.

Niekiedy dodaje: Tylko.

Niekiedy: Najbardziej.

 

Podoba Wam się?

Dwie ostatnie części skromne objętościowo. „Próg, drzwi” z wierszem „stuk-puk” i wspaniałym nawiązaniem do Mirona Białoszewskiego. Na zakończenie „Cztery tłumaczenia”, jak sama nazwa wskazuje, cztery wiersze niemieckich poetów w przekładzie Krynickiego.

Bardzo zachęcam do przeczytania całego tomiku. Nie jest tak dobry w moim odczuciu jak „Organizm zbiorowy” (chyba szczytowe osiągnięcie), a jednak w swojej odmienności jest bardzo poruszający. I im więcej go czytam, tym bardziej mi się podoba.



niedziela, 19 lutego 2012

 

Co to jest miłość, Jonasz Kofta

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2011

 

Pamiętam, kiedy po raz pierwszy miałam w rękach tomik z wierszami i piosenkami Jonasza Kofty, to było prawie 12 lat temu w mało poetyckich okolicznościach, w szpitalu. Od tamtej pory kilkakrotnie do niego wracałam, a niektóre wiersze na zawsze wryły mi się w pamięć. Bardzo się więc ucieszyłam, kiedy ujrzałam na bibliotecznej półce dwa bardzo grube tomy najnowszego i pierwszego pełnego wydania jego utworów.

Przydźwigałam do domu prawie 500 stronicowy pierwszy tom, ładnie wydany, w twardej oprawie, ze zdjęciem Kofty wkomponowanym w okładkę i od razu zaczęłam czytać. Bardzo spodobał mi się krótki, kilkustronicowy wstęp Ryszarda Marka Grońskiego, który przybliżył mi sylwetkę poety. Nawet jeżeli nie czytacie wierszy, to znacie jego piosenki i teksty kabaretowe. Najpopularniejsze: „Jej portret”, „Śpiewać każdy może”, „Pamiętajcie o ogrodach”, „Kwiat jednej nocy”, „Wakacje z blondynką”, „Autobusy zapłakane deszczem”, „Samba przed rozstaniem”. Tak, to Kofta napisał je wszystkie i wiele innych, dziś już kultowych.

Tom pierwszy wierszy i piosenek zebranych dzieli się na 4 części: „Jej portret. Szlagiery”, „Wygnanie z raju. Liryka miłosna”, „Femme fatale. Parodie”, „Blues – minus. Kabaret”. Zdecydowanie najbardziej podobała mi się cześć pierwsza i druga, czytanie trzeciej i czwartej było męczące. Może teksty kabaretowe nie powinny być czytane, a raczej oglądane na scenie, żeby można je było właściwie docenić?

W czasie czytania zaznaczałam sobie najlepsze utwory kolorowymi samoprzylepnymi karteczkami. Wybrałam dziewięć tekstów Jonasza Kofty. Zdecydowanie najpiękniejszy jest wiersz tytułowy „Co to jest miłość”:

 

„Co to jest miłość”

 

Co to jest miłość

Nie wiem

Ale to miłe

Że chcę cię mieć

Dla siebie

Na nie wiem

Ile

 

Gdzie mieszka miłość

Nie wiem

Może w uśmiechu

Czasem ją słychać

W śpiewie

A czasem

W echu

 

Co to jest miłość

Powiedz

Albo nic nie mów

Ja chcę cię mieć

Przy sobie

I nie wiem

Czemu

 

Taki prosty i prawdziwy. Podobnie jak „Trzeba marzyć”:

 

„Trzeba marzyć”

 

Żeby coś się zdarzyło

Żeby mogło się zdarzyć

I zjawiła się miłość

Trzeba marzyć

Zamiast dmuchać na zimne

Na gorącym się sparzyć

Z deszczu pobiec pod rynnę

Trzeba marzyć

 

Gdy spadają jak liście

Kartki dat z kalendarzy

Kiedy szaro i mgliście

Trzeba marzyć

W chłodnej, pustej godzinie

Na swój los się odważyć

Nim Twe szczęście Cię minie

Trzeba marzyć

 

W rytmie wietrznej tęsknoty

Wraca fala do plaży

Ty pamiętaj wciąż o tym

Trzeba marzyć

Żeby coś się zdarzyło

Żeby mogło się zdarzyć

I zjawiła się miłość

Trzeba marzyć

 

Teksty Kofty są wyjątkowe i chyba nie trzeba tu podawać na to żadnych argumentów. Dodam jedynie, że pozostałe moje ulubione to: „Samba przed rozstaniem”, „Śpiew ocalenia”, „Parasol nie chroni od łez”, „Wołanie Eurydyki”, „Czułość”, „Gdzie jesteś?”.

Pisząc dzisiejszy tekst dużo czasu spędziłam słuchając na YouTube piosenek, do których słowa napisał Jonasz Kofta. Na zakończenie wybrałam dwa filmiki. Coś zabawnego, „Śpiewać każdy może” w wykonaniu Jerzego Stuhra:



 http://www.youtube.com/watch?v=ENvAmLuj5ko



I po długich poszukiwaniach: „Sambę przed rozstaniem” śpiewaną przez Annę Frankowską w Teatrze Studio Buffo:


 
http://www.youtube.com/watch?v=qACmw88hsrY

 

Przeczytajcie, posłuchajcie i napiszcie, czy też lubicie teksty Jonasza Kofty :-).



sobota, 18 lutego 2012

 

Być może Coś innego, Andrzej Mestwin

Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Tysiąclecia, 2011

 

Nie wiem, czy już powinnam pisać o tym tomiku wierszy. Przeczytałam go kilka razy, a wciąż tak mało go znam. Choć jest niewielki – 50 stron, 32 wiersze, to znaczeń w nim bardzo wiele. Myślę, że będę je odkrywała jeszcze bardzo długo i powoli, bo to utwory do których się wraca. Gdy je czytam, wciąż przypomina mi się niedawne spotkanie autorskie z Andrzejem Mestwinem i wciąż jeszcze brzmią mi w uszach recytacje Jarosława Tyrańskiego.

Potwierdziły się moje pierwsze wrażenia – to wspaniała poezja, która daje czytelnikowi do myślenia. Rozważania o wierze, życiu i śmierci. Zabrakło mi jedynie wierszy o miłości, które, sadząc po jedynym o tej tematyce utworze „Miłość, śmierć i podatki”, w wykonaniu autora muszą być równie wyjątkowe.

Zgadzam się z Dariuszem Wołodźko, przyjacielem poety, który powiedział, że część pierwsza tomiku, „Może i wiara”, jest najlepsza. Każdy z zamieszczonych w niej dziewięciu wierszy jest potrzebny i ważny. Styl poety wydaje się w nich najbardziej „widoczny”, indywidualny, odrębny od innych znanych mi twórców. Kolejne wersy zaskakują połączeniem codzienności (współczesności: esemesy, internet, telewizor itd.) z aluzjami literackimi (Biblia, Różewicz, „Bogurodzica”). Nastrój jest lekki, tematyka poważna. Brak interpunkcji umożliwia różnorakie interpretacje. Są wśród tych tekstów: pytania do Boga, modlitwa, zwątpienie i poszukiwanie, dyskusja, wyznanie wiary („Dobry Boże! / jeśli nawet nie wierzę w co wątpię / dziwnie mi tak bez dowodu”). Jest też badanie siebie i własnej tożsamości, nazywanie i odnajdywanie („raczej nie jestem cierpliwy / może dobry sam nie wiem”, "czas poszukać siebie"). Podmiot liryczny potrzebuje wiary, ale nie jest ona dla niego czymś łatwym i oczywistym. Mimo to Bóg jest w jakiś sposób bliski, ludzki, bo można mówić do niego i o nim, nawet gdy brakuje nadziei i miłości:

 

„Wiersz Wielkanocny”

 

był taki jeden co chodził po wodzie

podobno widziano jak zmieniał ją w wino

nie żebym nie wierzył

nie jest to chyba wielka sprawa

 

wielu z nas by mogło

jednak o tym nie wie

nawet nie próbują

wiara czyni cuda

 

ten człowiek uwierzył

jakoś mu to wyszło

bez codziennych nerwów

niepokoju co w domu

 

potem wisiał na krzyżu

żaden z nas nie chciał

inaczej ze zmartwychwstaniem

jemu się udało

 

podobno go widzieli

najpierw przyszły kobiety

bez eliksiru młodości

z olejem do rany

 

z ciałem bokiem przebitym

nie przybity na amen

 

my bez nadziei miłości

przyjdziemy trochę później

gdzieś po drodze do Emaus

może do Damaszku



To co najbardziej mi się podoba w całym tomiku to język, jego lapidarność, treściwość, zapadające w pamięć sentencje typu: „warto czynić dobro / bez względu na wyznanie”, „klucz jest we mnie, wiara w tobie”, „wszystko co mamy jest teraz / wszystko co mamy jest tu”, „kiedyś myślałem / śmierć jest odległą krainą / można ją opuścić”, „mieliśmy być nieśmiertelni / ci co uwierzyli umarli”, „kiedy przysypiam śni mi się życie”. Andrzej Mestwin jest poetą idealnym do cytowania, fragmenty jego wierszy mają w sobie piękno całości, i są całością. Już sobie wyobrażam w przyszłości: zbiory cytatów złożone z jego myśli, opisy na gg czy Facebooka wzięte z jego wierszy, aforyzmy na murach i pomnikach.

Część druga „Być gdzieś obok” momentami szokuje („głośno się wzdycha nad zwierzętami / jakby były ważniejsze / nie wiadomo od kogo / może boga kurczaków / King Konga Psa Cywila Kaczora Donalda”, „ludzie gatunek skazany na przeżucie”), momentami zdaje się bardzo osobista, dotyka tematów: inności, niezdecydowania, patriotyzmu, starości, śmierci ojca, pisania wierszy, Warszawy. Problematyka bardzo urozmaicona, poziom wierszy różny. Ton poważniejszy niż w części pierwszej. Wyróżniają się: „(Z powodu niedokończonych studiów…)”, „Solidarność”, „(Już go nie ma…)”, „Obok”:

 

„Obok”

 

nie jestem swój

jednak jestem stąd

nawet nie wiem co znaczy

przeżywać znów od początku

 

krew honor bliznę

 

ciągle się przejmuję

próbuję zrozumieć

nie żebym był podobny

do tego języka

 

on mnie tylko wychował

pójdź stań się bądź wierny

 

nawet mi się nie śni

o czym tak głośno mówią

bracia dookoła

 

właściwie idziemy razem

każdy innym krokiem

 

właściwie łatwiej jest wierzyć

w krzyż orła koronę

 

gdybym tylko mógł

chyba nie potrafię

 

nie jestem swój

jednak jestem stąd

tutaj tylko chwilowo

 

Część ostatnia – „Pod koniec” – rozpoczyna się zaskakującym wierszem „Gust” próbującym oswoić czytelnika ze śmiercią („jeśli zginać tak nagle przypadkowo w wypadku / to tylko w eleganckiej bieliźnie”, „jeśli nie umierać / to tylko na chwilę”). Następny utwór, równie dobry, „(Kiedyś myślałem…)” to próba zmierzenia się ze strachem i przemijaniem. „Europa – choroba” to jeden z trzech wierszy, w którym pojawia się temat holokaustu, wiersz ostrzeżenie, przed wojną, zbrodniami i zacieraniem ich śladów. Składa się głównie z krótkich, dosadnych haseł: „wojna zaczyna się od pokoju”, „Bóg po naszej stronie / religia jest narzędziem / wiara milczeniem”. Wiele utworów tego poety zasługuje na bliższe poznanie, przemyślenie. Wymienię jeszcze tylko: „Los”, „Miłość, śmierć i podatki” i ostatni „(Jeśli mnie pytasz)”:

 

***

Jimowi Jarmuschowi

 

jeśli mnie pytasz

przeszłość już minęła

 

to pewne

przyszłość nie nadeszła

nie wiemy z czym przyjdzie

 

co przyniesie wiatr i w ogóle

 

wszystko co mamy jest teraz

wszystko co mamy jest tutaj

 

jedyne pewne miejsce

może wystarczy na później

 

Wierszy nie sposób streścić ani opowiedzieć. I bardzo dobrze. Dlatego zachęcam Was wszystkich do przeczytania pięknego tomiku wierszy Andrzeja Mestwina – „Być może Coś innego”. Dla mnie to jest „Coś” przez wielkie „C”. I już czekam na następny.

 

sobota, 04 lutego 2012

 

Te Ka, Katarzyna Fiodor, Tomasz Węgrzynowski

Wydawnictwo: Tercy Publishing, 2011

 

Na początku muszę się pochwalić: to pierwsza książka, którą dostałam w prezencie od autora – wyjątkowy tomik poezji „Te Ka. Od Te do Ka i odwrotnie”. Jego wyjątkowość polega m. in. na tym, że twórców jest dwoje, a ich wiersze pięknie się dopełniają i razem niesamowicie współgrają.

O debiucie poetyckim Katarzyny Fiodor („Drobnochwile”) pisałam niedawno i całkiem niedawno życzyłam sobie, przeczytać „papierową” wersję jej wierszy pisanych w duecie z Tercybiadesem (Tomaszem Węgrzynowskim). Nie myślałam, że nastąpi to tak szybko! „Te Ka” zawiera ¾ utworów ze swojego blogowego pierwowzoru, który możecie zobaczyć pod tym adresem:

 
http://zapisywanek.blogspot.com/

 

Na okładce książki znalazło się to samo piękne zdjęcie, co w nagłówku bloga (dzieło Tomasza Węgrzynowskiego). Oddaje ono nastrój wierszy, ale również poprzez rozmieszczenie na nim tekstu ma dla mnie wymiar symboliczny. Wieczór, pusta ławka pokryta kroplami deszczu, a przy niej zapalona latarnia. Słup oddziela imiona i nazwiska autorów, ale jednocześnie to pomiędzy nimi płonie światło, które rozprasza mrok, nadaje blasku kroplom. Sami przyjrzyjcie się uważnie i pomyślcie, jakie to w Was budzi uczucia i skojarzenia. To dobry wstęp do lektury.

Tomik ma 72 strony. Poza pierwszym wierszem („Klucz”), wszystkie inne ułożone są w pary, naprzemiennie (i podpisane inicjałami): wiersz K. – wiersz T. lub odwrotnie. Ostatnie dwa wiersze nieprzypadkowo również noszą tytuł „Klucz”. Co ciekawe, na blogu układ wierszy jest inny, również „parzysty”, ale bardziej chronologiczny (wiersze były dodawane zazwyczaj w miarę powstawania, choć nie zawsze). W wersji internetowej „Te Kę” rozpoczyna pierwszy i przedostatni wiersz z tomiku, niektóre teksty różnią się pojedynczymi słowami, nie wszystkie mają tytuły. To takie „techniczne” spostrzeżenia, ważniejsza jest zawartość i do niej teraz przejdźmy.

Bardzo ciężko było mi wybrać, które wiersze tu zacytować. Podoba mi się ich tak wiele! Każdy właściwie mógłby posłużyć do dłuższej analizy. Na początek wybrałam jednak „Poezję”:

 

Poezja

 

pytasz skąd we mnie poezja

a ja pokazuję

łóżko stół i jego spracowane ręce chwytające mgłę

pytasz mnie skąd we mnie proza

a ja przysiadam tuż nad snem

i pod zsuniętą kołdrę dobrą noc chowam

pełną zieloności jasnych łąk

K.

 

niewymuszonym słowem

wygładzasz potargany dzień

koronką wersów

zszywasz rozdarte w krzyku powieki

uśmiechasz mnie

drobną chwilą

T.

 

sierpień/wrzesień 2011

 

Poezja Kasi i Tomka (imiona zdrabniam z sympatii, jaką mam dla autorów) wyrasta z życia, pełna jest prostoty i metafor jednocześnie, zwyczajności i  lirycznego piękna. Jej siłą są emocje, tragizm i czułość, bliskość i tęsknota, smutek i uśmiech. Każde z nich z osobna posiada wielki talent (nie tylko do pisania wierszy, ale i opowiadań), można to sprawdzić czytając ich blogi (K. – „Ćwiczenia z pamięci”, T. – „Nieboskłon”), ale gdy zestawimy ich wiersze razem powstanie coś więcej, powstanie „Te Ka”. Przeglądając komentarze na ich wspólnym blogu, widać wyraźnie, jakie wrażenie robią te utwory na czytelnikach. Zachwycają, wzruszają, zostają w pamięci. Ja na pewno zapamiętam te dwa:

 

***

 

Coś ci podać?
Wydajesz się taka smutna,
jakby słońce zatrzasnęło się
po drugiej stronie złego.
Opowiedzieć ci coś?
Na Twoim czole samotność
wbiła stopy w brudy
- gwiżdże pustce ostatnią melodię.
Przytulę Cię,
widziałem jak przez sen drżą ci ręce.
Tak, nie odchodzę nawet nocą.
Pilnuję,
by strach nie rozlał się zbyt szeroko.
Popatrz,
za drzwiami płonie jesień.
Może to ostatni dzień,
kiedy można wyjść w sukience?
Na krótki spacer,
weźmiemy dzieci za ręce.
Dla Ciebie zacznę udawać,
nie trzeba nic więcej.
T.

 

nie przestawaj opowiadać
zamknę cię we wczoraj
nim do widzenia
będzie tylko zaklinaniem czasu
K.

 

listopad 2011

 

Cieszę się, że autorzy zdecydowali się opowiedzieć innym, „co im w duszy gra”. Podzielili się swoim talentem i teraz możemy czytać ich wiersze, nadawać im własny sens. Od momentu, kiedy przeczytałam pierwszy wiersz Kasi i pierwszy wiersz Tomka, wiedziałam, że mają dar przelewania swoich emocji na papier i czułam, że ich utwory warte są poznania i rozpowszechniania. Uważam, że nie powinny się zmarnować i nie mogą zostać zapomniane. Dlatego namawiam Was, żebyście znaleźli chwilkę i poświęcili ją na czytanie dobrej poezji, którą wspólnie stworzyli i wciąż tworzą.

W zbiorze „Te Ka” nie znalazły się najnowsze piękne poetyckie wersy tej pary poetów, które  jednak można podejrzeć na blogu. Tak bardzo mi się podobają, że na zachętę dla innych również jedną parę utworów zacytuję:

 

Schody

 

Uratuj mnie

powtarzasz każdego poranka

każąc opowiadać sobie jutro.

Przysiadam na brzegu łóżka

pozwalając słowom walczyć

czekam aż oswoją w Tobie dzisiaj.

Pytasz

Pogubiłeś metafory?

Zbyt przejęte życiem

odpowiadam,

a ty śmiejesz się z próżności

- moja, Twoja ulubiona wada.

Po tym śmiechu wiem,

że dzień się zaczął

i w Tobie.

T.

 

dzień zaczyna się w twoich oczach

otwieram dłoń i linią życia płyniemy

kruche łódeczki chybotliwe jutrem

w kuchni czajnik wygwizduje

kapitańskie tango

jutro nie istnieje

mówię

zamykasz moją dłoń

K.

 

grudzień 2011

 

Wspaniałe są też: „Mówią” i „Niepamięć”. Niestety nie ma tu miejsca, żeby zamieścić wszystkie moje ulubione wiersze podpisane K. i T. Mam nadzieję, że z każdym tygodniem będzie ich coraz więcej i więcej. I że więcej będzie takich tomików podpisanych ich nazwiskami. A najbardziej bym się ucieszyła, gdyby te wiersze stały sie w końcu tak sławne, jak na to zasługują.



czwartek, 01 grudnia 2011

 

Nagie wiersze,Krystyna Gucewicz

Wydawnictwo: Muza SA, 2011

 

Jak napisać o tomiku wierszy ulubionej współczesnej poetki? Szczególnie, że ten tomik dużo gorszy od poprzednich? I proszę mnie źle nie zrozumieć – jest dobry, ale w porównaniu z Kocham cię czy Przytul mnie wypada słabo.

 Tak bardzo chciałam „mieć” Nagie wiersze, czytałam wiele pochlebnych recenzji, pojedyncze utwory zamieszczone na różnych blogach i nie mogłam się doczekać całości. W końcu dostałam na urodziny wybrany przez siebie prezent. Osoby, które chwalą Krystynę Gucewicz za ten zbiór raczej nie mogły czytać poprzednich. Co prawda styl został ten sam: lekki, ironiczny, momentami poważny, a czasami zabawny, ale mniej w tych wierszach radości, miłości i szczęścia. To przykładowy „lekki wierszyk”, smutno-żartobliwy:

 

Kłopoty z latem

Przyszło na moment
posmarowane miodem
przyprószone deszczem.
Zziębnięte, skulone
rozejrzało się wokoło
podpaliło chmury
zasiało smutek na polach.

- Co ja wyprawiam –
pomyślało, a
niech się jesień martwi…


Jest też sam ból związany z odejściem, rozstaniem się z ukochaną osobą i próba poradzenia sobie z życiem samemu:

 

Pytanie

Pracuję nad snami,
żeby były karmelowe, w obłokach
z małą dziewczynką w tle.
Bez ciebie.

Zanim odeszłam
nigdy nie zachodziło słońce –
jeszcze mam księżyc w kieszeni
na pamiątkę.

Tylko skąd ten krzyk
prędko, ukradkiem
połykany z rozsądku.

 
Jest lęk przed chorobą i śmiercią (wcześniej w takiej ilości nieobecny):

 

Odprawa celna

Przeciąć życie skrzydłem ptaka
czy tak to będzie wyglądało?
Srebrny tunel, łoskot, tomograf, wyrok.
I zaraz potem
patroszący wzrok celnika niebieskiego.

- Niczego nie mam
tylko grzeszną miłość do świata.
Nic pan nie znajdzie
poza strachem i nadzieją. Jeszcze
smutek, jest podszewką radości.
Nie powiedzieli panu?
Szkoda.

 
Sporo obrazków z „światowego życia” wziętych, opisowych, które mi się zawsze najmniej podobały u tej autorki. Do tego wbrew tytułowi wiersze wcale nie są „nagie”, brakuje im bezwstydności i oczywistości przekazu poprzedników. To, co uważałam za siłę jej talentu – odwagę pisania o uczuciach, tych najintymniejszych, tutaj jest przygaszone, zawoalowane. A może tylko ja to tak odbieram? Przeczytajcie sami:

 

Remanenty

Chyba już sobie pójdę. Zabiorę
smutek, sukienki, wczorajszą gazetę
niezapisane zeszyty snów.

Resztę posprzątasz sobie sam.

Wyrzuć do kosza nasze wczoraj
jutro, klucze i rozgrzeszenia
kłótnie, strach jak rtęć.

Usiądź wygonie w fotelu
włącz telewizor, może tam powiedzą,
że ktoś ukradł nam życie.

Zostawię ci uśmiech.
Nie będzie mi już potrzebny.

 
Pochwalę za to odwołania do mitologii (świetny wiersz Prośba Eurydyki, za długi by go tu cytować i Dążenie z porównaniem człowieka błądzącego w labiryncie życia do Tezeusza) i króciutki utwór z nawiązaniem do Kopciuszka:

 

Z bajek Andersena

Los mnie wyznaczył
do przesiewania soczewicy i maku
w dzieży twojego życia.
Garbię się, ślepnę
drętwieją mi palce.
I serce.

Nie, nie chce już iść na bal.
Jestem zmęczona.

 

Okładka z nagą kobietą nie pasuje do treści,  w środku  typowych „erotyków” jak na lekarstwo. Pojawiają się jedynie jako echo tego, co było wcześniej. Jeden wiersz powtórzony z wcześniejszego tomiku, o tytule – Halucynacje. Jednak nadal jest to liryka bardzo kobieca, a przy tym filozoficzna z pytaniami o sens i sposób życia.

Właściwie to chciałabym Wam napisać o cudownych, wspaniałych i niezwykłych wierszach Krystyny Gucewicz z poprzednich tomików. To je powinnam tu umieścić dla tych, którzy tej poezji jeszcze nie znają. Mam wśród nich tyle ulubionych, że pewnie nie zmieściłyby się w jednym wpisie. Musiałabym przepisać z kilkadziesiąt utworów. To niewykonalne, więc wybrałam kilka z Nagich wierszy. Ciężko było się zdecydować. Usiadłam i przeczytałam je uważnie, pozaznaczałam odpowiednie fragmenty i ostatecznie doceniłam te teksty. Po którymś kolejnym czytaniu, już bez tak wysokich oczekiwań, już ze świadomością, że są inne od znanej mi wcześniej twórczości tej poetki, udało mi się dostrzec ich smutny urok. Uwierzcie mi, że warto poznać ich więcej i że napisała je najzdolniejsza z współcześnie piszących wiersze pań.

Urodzona w 1947 roku swój pierwszy zbiór poezji wydała w 2003 (Z miłości), czyli w wieku 56 lat!  Mam w domu cztery tomiki jej poezji plus jeden wyjątkowy audiobook, od którego zaczęła się moja przygoda z tą pisarką. Wiersze o miłości przy akompaniamencie muzyki recytują: Wojciech Malajkat, Zbigniew Zamachowski, Ewa Ziętek i Krystyna Czubówna. Bardzo polecam! Powinny się spodobać nawet tym, którzy mówią, że poezji nie lubią i nie rozumieją.


PS Więcej starszych wierszy Krystyny Gucewicz znalazłam na tym forum:

 

http://pisze-wiersze.pl/forum/viewtopic.php?t=387

 

środa, 30 listopada 2011

 

Drobnochwile, Katarzyna Fiodor

Wydawnictwo: Liberum Arbitrium, 2011

 

Tym razem to raczej nie będzie recenzja. Nie wiem, jak opisać i ocenić tomik wierszy (bo pisanie i czytanie poezji jest sprawą bardzo osobistą). Chciałabym jednak, żeby jak najwięcej osób dowiedziało się o Drobnochwilach, a także ich autorce – Katarzynie Fiodor (i jeszcze o jej blogu, na którym można znaleźć najnowsze wiersze i opowiadania).

Pamiętam, że gdy pierwszy raz znalazłam w sieci Ćwiczenia z pamięci i przeczytałam jeden z wierszy tam zamieszczonych, od razu wiedziałam, że autorka ma talent, niezwykły i poruszający serce. I zadziwiający w takim miejscu (wtedy jeszcze nie znałam podobnych blogów pisanych na bieżąco przez innych poetów). Nie pamiętam, który wiersz tak mnie oczarował. Całkiem możliwe, patrząc po datach, że to był ten:

 

szczęśliwi nie piszą wierszy
w przepastnych kieszeniach noszą
zgodę na świat który kona
w wybranych oczach
szczęśliwi nie piszą wierszy
a gdy im się zdarzy
biedronka zawsze siedmiokropka
przysiada na lekkiej sukience
starszej pani spod siódemki

 

Właściwie chciałabym tu po prostu skopiować stamtąd wszystkie utwory, które mi się podobają, żebyście mogli je poznać. Po co czytać o poezji, skoro można przeczytać poezję? Niestety na stronie internetowej ciężko się skupić przeglądając 30 stron po 20 wpisów na jednej. (Szczególnie, że warto zajrzeć jeszcze do komentarzy, bo trafiają się tam prawdziwe ‘wierszoperełki” innych poetów.) Wzrok szybko się męczy, nie można się wygodnie ułożyć, poczuć kartek w dłoni i usłyszeć ich szelestu.

Całe szczęście w tym roku ukazał się debiutancki tomik „blogopoetki”, właśnie wspomniane we wstępie – Drobnochwile. (Kosztuje na allegro tylko 8 zł plus przesyłka 5 zł, dużo radości za 13 zł. Czemu wszystkie tomiki poezji nie mogą mieć takiej ceny?) Wydanie tego zbioru, było nagrodą za wygranie (razem z trzema innymi osobami) IV Międzynarodowego Konkursu Poetyckiego Liberum Arbitrium "O laur lipowego wzgórza". Znajduje się w nim 70 wierszy. Nazwa tomiku świetnie oddaje ich tematykę. To drobne chwile zatrzymane w kilku wersach. Takie, jak ta z wiersza o tym samym tytule:

 

Drobnochwile

pod łóżkiem mieszka noc
gdy śpię
z mego kubka pije jeżynową herbatę
a potem w czerwonym pudełku
z namaszczeniem segreguje wspomnienia
drobnymi dłońmi smutki układa
w perfekcyjne drobnochwile
gotowe do jednorazowego przełknięcia
z wdzięczności słowami ją pieszczę
a ona znajomo pochrapuje
dobrą wibracją starej lodówki

 

Wiersze-wspomnienia, wiersze-smutki, prośby, spostrzeżenia. Krótkie i wieloznaczne. Pełne metafor i uczuć. Pozornie proste, a jednak skłaniające do refleksji. Przyjrzyjcie się na przykład temu:

 

Zakochanym jest łatwiej

zakochanym jest łatwiej
do tańca
stołu
różańca
do jutra które się nie spieszy
zakochanym jest łatwiej
do takiej ciszy
która nie rani milczeniem we dwoje

 
Czy zakończenie nie jest poruszające?

Najbardziej poza zacytowanymi już dwoma wierszami podobały mi się jeszcze te trzy: Poeta, Blogopoetka, Krytyk. Są to wiersze autotematyczne próbujące opisać, kim jest poeta, co czuje, jak radzi sobie z prozą życia i co boi się przeczytać w recenzjach. Ja nie będę „ścinać głów stalówkom nakazem niepisania” (określenie z Krytyka), nie wystawię na koniec żadnej noty. Jedynie zaproszę wszystkich na blog autorki, abyście sami mogli poznać i docenić jej wiersze (a także opowiadania, świetny cykl o Tede i Małej z pięknymi ilustracjami w postaci obrazów Dariusza Twardocha):

 

http://zapisana.blox.pl/

 

I przy okazji nie mogę nie wspomnieć o drugim blogu, zupełnie wyjątkowym, pisanym przez Katarzynę Fiodor w duecie z Tercybiadesem:

 

http://zapisywanek.blogspot.com/

 

Wiersze na nim opublikowane zdecydowanie należą do moich ulubionych. Szczególnie te dwa:

 

***

w moim niebie aniołowie
przychylni ciszy
chodzą na palcach
bosymi stopami
strącają marzenia
wprost na twą pościel

K.

Z Twojego nieba,
co wieczór
przychodzi Anioł.
Przysiadając na brzegu łóżka,
ręką pełną ciszy
układa do snu moje zmarszczki.
Co wieczór
z Twojego nieba
kapie na pościel
deszcz ciepłych myśli.
Co noc
śnię sny Twojego nieba
którymi napełniasz poduszki.

T.

 

Niesamowite, że dwie osoby mogą się tak wspaniale poetycko uzupełniać i prowadzić taki piękny dialog za pomocą metafor i porównań. Jestem bardzo ciekawa, czy Wy również podzielicie mój zachwyt dla ich twórczości.

 
PS Zapomniałabym o jednym bardzo ważnym miejscu w sieci - blogu Nieboskłon prowadzonym przez samego Tercybiadesa (są tam nie tylko wiersze, ale i opowiadania). Polecam!

 

Zakładki:
Moje blogi
Polecane książki:
Klasyka:
Kryminały:
Fantastyka/SF:
Horror/Thriller:
Poezja:
Dla młodzieży:
Dla dzieci:
Czytadła:
Zaproszenie :-)
Akcja - opowiadanie:
Szablon:

Facebook - profil


Skrzynka pocztowa

Napisz e-mail