Wpisy z tagiem: poezja
niedziela, 01 kwietnia 2012
Wydawnictwo: słowo/obraz terytoria, 2011
Długo zbierałam się do napisania o tym tomiku. Ciężko się pisze o poezji. Zamiast czytać jej opisy, lepiej przeczytać same wiersze. „Kamień, szron” przeczytałam kilka razy. Zaznaczyłam sobie 8 tekstów. Próbowałam znaleźć klucz do całości. Zacznę jednak nie od pojedynczych utworów czy wniosków, do których doszłam po lekturze, ale cofnę się do wcześniejszych tekstów Ryszarda Krynickiego. Tych z „Organizmu zbiorowego” (1975). Przeczytałam je na studiach, bo były na obowiązkowej liście do egzaminu z literatury XX wieku. Bardzo mnie zdziwiły, bo wcześniej zupełnie nie znałam twórczości tego poety. Zdziwieniu towarzyszył zachwyt. Choć wiersze opisują epokę sprzed mojego urodzenia i świat, który zdawałoby się jest mi obcy (PRL), to jednak urzekły mnie spójną wizją rzeczywistości, widoczną w nich wrażliwością autora, oryginalnością środków wyrazu. Przepisałam sobie najlepsze do zeszytu z wierszami innych „egzaminacyjnych” poetów i potem wielokrotnie do nich wracałam. Teraz, po kilku latach, z powodu wybierania się na spotkanie z Ryszardem Krynickim, sięgnęłam po jego nominowany do nagrody Europejski Poeta Wolności tomik – „Kamień, szron” (2005). Bardzo byłam ciekawa jak poeta „poradził” sobie z opisem współczesnej rzeczywistości, z opisem świata, który znam z własnego doświadczenia. Wyobrażałam sobie chyba, że te nowe wiersze będą w jakiś sposób odbiciem tych starszych. Ale są oczywiście inne. Wiele się w poezji Ryszarda Krynickiego zmieniło. Nawet coś tak łatwo zauważalnego jak długość wierszy (są bardzo krótkie). Zaskoczyła mnie forma tomiku, podział na kilka bardzo różnych treściowo, stylistycznie i gatunkowo części. Szczególnie przejmująca, bardzo osobista część pierwsza „Kamień z Nowego Światu”, pisana prozą, jak luźne kartki wyrwane z pamiętnika. O ojcu, jego chorobie i śmierci, i o odnalezionym przypadkiem kamieniu z żydowskiego cmentarza. Kamień jest ważny dla poety, jest symbolem i on właśnie trafił do tytułu, jako jego pierwszy człon. Kamień i szron, kamień przeciwstawiony szronowi. Czym jest kamień? Aby to zrozumieć, wczytajmy się w ten tekst:
Druga część zatytułowana została po prostu „Szron”. Znajdziemy w niej tekst o takim tytule i powinniśmy się mu przyjrzeć, bo słowo to znalazło się, jak już pisałam, w tytule tomiku obok kamienia.
Następna część, to trzy krótkie wiersze dla żony („Trzy wiersze tylko dla ciebie”). Po nich „Wiersze podróżne”. Moim zdaniem najsłabsza część tomu. Taki dziennik podróży, rożne miejsca, zapewne autentycznie odwiedzane przez poetę (Kopenhaga, Budapeszt, Bazylea, Asyż, Kolonia, Monachium, Bonn, Berlin, Praga i in.). Chociaż chyba oceniam je zbyt surowo. Znajdują się w nich przecież charakterystyczne dla Krynickiego tematy: troska o drzewo, porównanie siebie do ślimaka, zwierzęta wiezione na rzeź, zaświaty i umarli, rola Boga w życiu ludzi, ulubieni poeci i pisarze, miasta europejskie. Wybrałam wiersz o ślimaku:
Część „Nowe xenie (i elegie)" to w większości utwory krótkie, przeważnie trójwersowe, bardzo ciekawe. Najbardziej przejmujący:
Dwie ostatnie części skromne objętościowo. „Próg, drzwi” z wierszem „stuk-puk” i wspaniałym nawiązaniem do Mirona Białoszewskiego. Na zakończenie „Cztery tłumaczenia”, jak sama nazwa wskazuje, cztery wiersze niemieckich poetów w przekładzie Krynickiego. Bardzo zachęcam do przeczytania całego tomiku. Nie jest tak dobry w moim odczuciu jak „Organizm zbiorowy” (chyba szczytowe osiągnięcie), a jednak w swojej odmienności jest bardzo poruszający. I im więcej go czytam, tym bardziej mi się podoba.
niedziela, 19 lutego 2012
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2011
Pamiętam, kiedy po raz pierwszy miałam w rękach tomik z wierszami i piosenkami Jonasza Kofty, to było prawie 12 lat temu w mało poetyckich okolicznościach, w szpitalu. Od tamtej pory kilkakrotnie do niego wracałam, a niektóre wiersze na zawsze wryły mi się w pamięć. Bardzo się więc ucieszyłam, kiedy ujrzałam na bibliotecznej półce dwa bardzo grube tomy najnowszego i pierwszego pełnego wydania jego utworów. Przydźwigałam do domu prawie 500 stronicowy pierwszy tom, ładnie wydany, w twardej oprawie, ze zdjęciem Kofty wkomponowanym w okładkę i od razu zaczęłam czytać. Bardzo spodobał mi się krótki, kilkustronicowy wstęp Ryszarda Marka Grońskiego, który przybliżył mi sylwetkę poety. Nawet jeżeli nie czytacie wierszy, to znacie jego piosenki i teksty kabaretowe. Najpopularniejsze: „Jej portret”, „Śpiewać każdy może”, „Pamiętajcie o ogrodach”, „Kwiat jednej nocy”, „Wakacje z blondynką”, „Autobusy zapłakane deszczem”, „Samba przed rozstaniem”. Tak, to Kofta napisał je wszystkie i wiele innych, dziś już kultowych. Tom pierwszy wierszy i piosenek zebranych dzieli się na 4 części: „Jej portret. Szlagiery”, „Wygnanie z raju. Liryka miłosna”, „Femme fatale. Parodie”, „Blues – minus. Kabaret”. Zdecydowanie najbardziej podobała mi się cześć pierwsza i druga, czytanie trzeciej i czwartej było męczące. Może teksty kabaretowe nie powinny być czytane, a raczej oglądane na scenie, żeby można je było właściwie docenić? W czasie czytania zaznaczałam sobie najlepsze utwory kolorowymi samoprzylepnymi karteczkami. Wybrałam dziewięć tekstów Jonasza Kofty. Zdecydowanie najpiękniejszy jest wiersz tytułowy „Co to jest miłość”:
Teksty Kofty są wyjątkowe i chyba nie trzeba tu podawać na to żadnych argumentów. Dodam jedynie, że pozostałe moje ulubione to: „Samba przed rozstaniem”, „Śpiew ocalenia”, „Parasol nie chroni od łez”, „Wołanie Eurydyki”, „Czułość”, „Gdzie jesteś?”. Pisząc dzisiejszy tekst dużo czasu spędziłam słuchając na YouTube piosenek, do których słowa napisał Jonasz Kofta. Na zakończenie wybrałam dwa filmiki. Coś zabawnego, „Śpiewać każdy może” w wykonaniu Jerzego Stuhra:
sobota, 18 lutego 2012
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Tysiąclecia, 2011
Nie wiem, czy już powinnam pisać o tym tomiku wierszy. Przeczytałam go kilka razy, a wciąż tak mało go znam. Choć jest niewielki – 50 stron, 32 wiersze, to znaczeń w nim bardzo wiele. Myślę, że będę je odkrywała jeszcze bardzo długo i powoli, bo to utwory do których się wraca. Gdy je czytam, wciąż przypomina mi się niedawne spotkanie autorskie z Andrzejem Mestwinem i wciąż jeszcze brzmią mi w uszach recytacje Jarosława Tyrańskiego. Potwierdziły się moje pierwsze wrażenia – to wspaniała poezja, która daje czytelnikowi do myślenia. Rozważania o wierze, życiu i śmierci. Zabrakło mi jedynie wierszy o miłości, które, sadząc po jedynym o tej tematyce utworze „Miłość, śmierć i podatki”, w wykonaniu autora muszą być równie wyjątkowe. Zgadzam się z Dariuszem Wołodźko, przyjacielem poety, który powiedział, że część pierwsza tomiku, „Może i wiara”, jest najlepsza. Każdy z zamieszczonych w niej dziewięciu wierszy jest potrzebny i ważny. Styl poety wydaje się w nich najbardziej „widoczny”, indywidualny, odrębny od innych znanych mi twórców. Kolejne wersy zaskakują połączeniem codzienności (współczesności: esemesy, internet, telewizor itd.) z aluzjami literackimi (Biblia, Różewicz, „Bogurodzica”). Nastrój jest lekki, tematyka poważna. Brak interpunkcji umożliwia różnorakie interpretacje. Są wśród tych tekstów: pytania do Boga, modlitwa, zwątpienie i poszukiwanie, dyskusja, wyznanie wiary („Dobry Boże! / jeśli nawet nie wierzę w co wątpię / dziwnie mi tak bez dowodu”). Jest też badanie siebie i własnej tożsamości, nazywanie i odnajdywanie („raczej nie jestem cierpliwy / może dobry sam nie wiem”, "czas poszukać siebie"). Podmiot liryczny potrzebuje wiary, ale nie jest ona dla niego czymś łatwym i oczywistym. Mimo to Bóg jest w jakiś sposób bliski, ludzki, bo można mówić do niego i o nim, nawet gdy brakuje nadziei i miłości:
To co najbardziej mi się podoba w całym tomiku to język, jego lapidarność, treściwość, zapadające w pamięć sentencje typu: „warto czynić dobro / bez względu na wyznanie”, „klucz jest we mnie, wiara w tobie”, „wszystko co mamy jest teraz / wszystko co mamy jest tu”, „kiedyś myślałem / śmierć jest odległą krainą / można ją opuścić”, „mieliśmy być nieśmiertelni / ci co uwierzyli umarli”, „kiedy przysypiam śni mi się życie”. Andrzej Mestwin jest poetą idealnym do cytowania, fragmenty jego wierszy mają w sobie piękno całości, i są całością. Już sobie wyobrażam w przyszłości: zbiory cytatów złożone z jego myśli, opisy na gg czy Facebooka wzięte z jego wierszy, aforyzmy na murach i pomnikach. Część druga „Być gdzieś obok” momentami szokuje („głośno się wzdycha nad zwierzętami / jakby były ważniejsze / nie wiadomo od kogo / może boga kurczaków / King Konga Psa Cywila Kaczora Donalda”, „ludzie gatunek skazany na przeżucie”), momentami zdaje się bardzo osobista, dotyka tematów: inności, niezdecydowania, patriotyzmu, starości, śmierci ojca, pisania wierszy, Warszawy. Problematyka bardzo urozmaicona, poziom wierszy różny. Ton poważniejszy niż w części pierwszej. Wyróżniają się: „(Z powodu niedokończonych studiów…)”, „Solidarność”, „(Już go nie ma…)”, „Obok”:
Część ostatnia – „Pod koniec” – rozpoczyna się zaskakującym wierszem „Gust” próbującym oswoić czytelnika ze śmiercią („jeśli zginać tak nagle przypadkowo w wypadku / to tylko w eleganckiej bieliźnie”, „jeśli nie umierać / to tylko na chwilę”). Następny utwór, równie dobry, „(Kiedyś myślałem…)” to próba zmierzenia się ze strachem i przemijaniem. „Europa – choroba” to jeden z trzech wierszy, w którym pojawia się temat holokaustu, wiersz ostrzeżenie, przed wojną, zbrodniami i zacieraniem ich śladów. Składa się głównie z krótkich, dosadnych haseł: „wojna zaczyna się od pokoju”, „Bóg po naszej stronie / religia jest narzędziem / wiara milczeniem”. Wiele utworów tego poety zasługuje na bliższe poznanie, przemyślenie. Wymienię jeszcze tylko: „Los”, „Miłość, śmierć i podatki” i ostatni „(Jeśli mnie pytasz)”:
Wierszy nie sposób streścić ani opowiedzieć. I bardzo dobrze. Dlatego zachęcam Was wszystkich do przeczytania pięknego tomiku wierszy Andrzeja Mestwina – „Być może Coś innego”. Dla mnie to jest „Coś” przez wielkie „C”. I już czekam na następny.
sobota, 04 lutego 2012
Wydawnictwo: Tercy Publishing, 2011
Na początku muszę się pochwalić: to pierwsza książka, którą dostałam w prezencie od autora – wyjątkowy tomik poezji „Te Ka. Od Te do Ka i odwrotnie”. Jego wyjątkowość polega m. in. na tym, że twórców jest dwoje, a ich wiersze pięknie się dopełniają i razem niesamowicie współgrają. O debiucie poetyckim Katarzyny Fiodor („Drobnochwile”) pisałam niedawno i całkiem niedawno życzyłam sobie, przeczytać „papierową” wersję jej wierszy pisanych w duecie z Tercybiadesem (Tomaszem Węgrzynowskim). Nie myślałam, że nastąpi to tak szybko! „Te Ka” zawiera ¾ utworów ze swojego blogowego pierwowzoru, który możecie zobaczyć pod tym adresem:
Na okładce książki znalazło się to samo piękne zdjęcie, co w nagłówku bloga (dzieło Tomasza Węgrzynowskiego). Oddaje ono nastrój wierszy, ale również poprzez rozmieszczenie na nim tekstu ma dla mnie wymiar symboliczny. Wieczór, pusta ławka pokryta kroplami deszczu, a przy niej zapalona latarnia. Słup oddziela imiona i nazwiska autorów, ale jednocześnie to pomiędzy nimi płonie światło, które rozprasza mrok, nadaje blasku kroplom. Sami przyjrzyjcie się uważnie i pomyślcie, jakie to w Was budzi uczucia i skojarzenia. To dobry wstęp do lektury. Tomik ma 72 strony. Poza pierwszym wierszem („Klucz”), wszystkie inne ułożone są w pary, naprzemiennie (i podpisane inicjałami): wiersz K. – wiersz T. lub odwrotnie. Ostatnie dwa wiersze nieprzypadkowo również noszą tytuł „Klucz”. Co ciekawe, na blogu układ wierszy jest inny, również „parzysty”, ale bardziej chronologiczny (wiersze były dodawane zazwyczaj w miarę powstawania, choć nie zawsze). W wersji internetowej „Te Kę” rozpoczyna pierwszy i przedostatni wiersz z tomiku, niektóre teksty różnią się pojedynczymi słowami, nie wszystkie mają tytuły. To takie „techniczne” spostrzeżenia, ważniejsza jest zawartość i do niej teraz przejdźmy. Bardzo ciężko było mi wybrać, które wiersze tu zacytować. Podoba mi się ich tak wiele! Każdy właściwie mógłby posłużyć do dłuższej analizy. Na początek wybrałam jednak „Poezję”:
Poezja Kasi i Tomka (imiona zdrabniam z sympatii, jaką mam dla autorów) wyrasta z życia, pełna jest prostoty i metafor jednocześnie, zwyczajności i lirycznego piękna. Jej siłą są emocje, tragizm i czułość, bliskość i tęsknota, smutek i uśmiech. Każde z nich z osobna posiada wielki talent (nie tylko do pisania wierszy, ale i opowiadań), można to sprawdzić czytając ich blogi (K. – „Ćwiczenia z pamięci”, T. – „Nieboskłon”), ale gdy zestawimy ich wiersze razem powstanie coś więcej, powstanie „Te Ka”. Przeglądając komentarze na ich wspólnym blogu, widać wyraźnie, jakie wrażenie robią te utwory na czytelnikach. Zachwycają, wzruszają, zostają w pamięci. Ja na pewno zapamiętam te dwa:
Cieszę się, że autorzy zdecydowali się opowiedzieć innym, „co im w duszy gra”. Podzielili się swoim talentem i teraz możemy czytać ich wiersze, nadawać im własny sens. Od momentu, kiedy przeczytałam pierwszy wiersz Kasi i pierwszy wiersz Tomka, wiedziałam, że mają dar przelewania swoich emocji na papier i czułam, że ich utwory warte są poznania i rozpowszechniania. Uważam, że nie powinny się zmarnować i nie mogą zostać zapomniane. Dlatego namawiam Was, żebyście znaleźli chwilkę i poświęcili ją na czytanie dobrej poezji, którą wspólnie stworzyli i wciąż tworzą. W zbiorze „Te Ka” nie znalazły się najnowsze piękne poetyckie wersy tej pary poetów, które jednak można podejrzeć na blogu. Tak bardzo mi się podobają, że na zachętę dla innych również jedną parę utworów zacytuję:
Wspaniałe są też: „Mówią” i „Niepamięć”. Niestety nie ma tu miejsca, żeby zamieścić wszystkie moje ulubione wiersze podpisane K. i T. Mam nadzieję, że z każdym tygodniem będzie ich coraz więcej i więcej. I że więcej będzie takich tomików podpisanych ich nazwiskami. A najbardziej bym się ucieszyła, gdyby te wiersze stały sie w końcu tak sławne, jak na to zasługują.
czwartek, 01 grudnia 2011
Wydawnictwo: Muza SA, 2011
Jak napisać o tomiku wierszy ulubionej współczesnej poetki? Szczególnie, że ten tomik dużo gorszy od poprzednich? I proszę mnie źle nie zrozumieć – jest dobry, ale w porównaniu z Kocham cię czy Przytul mnie wypada słabo. Tak bardzo chciałam „mieć” Nagie wiersze, czytałam wiele pochlebnych recenzji, pojedyncze utwory zamieszczone na różnych blogach i nie mogłam się doczekać całości. W końcu dostałam na urodziny wybrany przez siebie prezent. Osoby, które chwalą Krystynę Gucewicz za ten zbiór raczej nie mogły czytać poprzednich. Co prawda styl został ten sam: lekki, ironiczny, momentami poważny, a czasami zabawny, ale mniej w tych wierszach radości, miłości i szczęścia. To przykładowy „lekki wierszyk”, smutno-żartobliwy:
Okładka z nagą kobietą nie pasuje do treści, w środku typowych „erotyków” jak na lekarstwo. Pojawiają się jedynie jako echo tego, co było wcześniej. Jeden wiersz powtórzony z wcześniejszego tomiku, o tytule – Halucynacje. Jednak nadal jest to liryka bardzo kobieca, a przy tym filozoficzna z pytaniami o sens i sposób życia. Właściwie to chciałabym Wam napisać o cudownych, wspaniałych i niezwykłych wierszach Krystyny Gucewicz z poprzednich tomików. To je powinnam tu umieścić dla tych, którzy tej poezji jeszcze nie znają. Mam wśród nich tyle ulubionych, że pewnie nie zmieściłyby się w jednym wpisie. Musiałabym przepisać z kilkadziesiąt utworów. To niewykonalne, więc wybrałam kilka z Nagich wierszy. Ciężko było się zdecydować. Usiadłam i przeczytałam je uważnie, pozaznaczałam odpowiednie fragmenty i ostatecznie doceniłam te teksty. Po którymś kolejnym czytaniu, już bez tak wysokich oczekiwań, już ze świadomością, że są inne od znanej mi wcześniej twórczości tej poetki, udało mi się dostrzec ich smutny urok. Uwierzcie mi, że warto poznać ich więcej i że napisała je najzdolniejsza z współcześnie piszących wiersze pań. Urodzona w 1947 roku swój pierwszy zbiór poezji wydała w 2003 (Z miłości), czyli w wieku 56 lat! Mam w domu cztery tomiki jej poezji plus jeden wyjątkowy audiobook, od którego zaczęła się moja przygoda z tą pisarką. Wiersze o miłości przy akompaniamencie muzyki recytują: Wojciech Malajkat, Zbigniew Zamachowski, Ewa Ziętek i Krystyna Czubówna. Bardzo polecam! Powinny się spodobać nawet tym, którzy mówią, że poezji nie lubią i nie rozumieją.
http://pisze-wiersze.pl/forum/viewtopic.php?t=387
środa, 30 listopada 2011
Wydawnictwo: Liberum Arbitrium, 2011
Tym razem to raczej nie będzie recenzja. Nie wiem, jak opisać i ocenić tomik wierszy (bo pisanie i czytanie poezji jest sprawą bardzo osobistą). Chciałabym jednak, żeby jak najwięcej osób dowiedziało się o Drobnochwilach, a także ich autorce – Katarzynie Fiodor (i jeszcze o jej blogu, na którym można znaleźć najnowsze wiersze i opowiadania). Pamiętam, że gdy pierwszy raz znalazłam w sieci Ćwiczenia z pamięci i przeczytałam jeden z wierszy tam zamieszczonych, od razu wiedziałam, że autorka ma talent, niezwykły i poruszający serce. I zadziwiający w takim miejscu (wtedy jeszcze nie znałam podobnych blogów pisanych na bieżąco przez innych poetów). Nie pamiętam, który wiersz tak mnie oczarował. Całkiem możliwe, patrząc po datach, że to był ten:
Właściwie chciałabym tu po prostu skopiować stamtąd wszystkie utwory, które mi się podobają, żebyście mogli je poznać. Po co czytać o poezji, skoro można przeczytać poezję? Niestety na stronie internetowej ciężko się skupić przeglądając 30 stron po 20 wpisów na jednej. (Szczególnie, że warto zajrzeć jeszcze do komentarzy, bo trafiają się tam prawdziwe ‘wierszoperełki” innych poetów.) Wzrok szybko się męczy, nie można się wygodnie ułożyć, poczuć kartek w dłoni i usłyszeć ich szelestu. Całe szczęście w tym roku ukazał się debiutancki tomik „blogopoetki”, właśnie wspomniane we wstępie – Drobnochwile. (Kosztuje na allegro tylko 8 zł plus przesyłka 5 zł, dużo radości za 13 zł. Czemu wszystkie tomiki poezji nie mogą mieć takiej ceny?) Wydanie tego zbioru, było nagrodą za wygranie (razem z trzema innymi osobami) IV Międzynarodowego Konkursu Poetyckiego Liberum Arbitrium "O laur lipowego wzgórza". Znajduje się w nim 70 wierszy. Nazwa tomiku świetnie oddaje ich tematykę. To drobne chwile zatrzymane w kilku wersach. Takie, jak ta z wiersza o tym samym tytule:
Wiersze-wspomnienia, wiersze-smutki, prośby, spostrzeżenia. Krótkie i wieloznaczne. Pełne metafor i uczuć. Pozornie proste, a jednak skłaniające do refleksji. Przyjrzyjcie się na przykład temu:
Najbardziej poza zacytowanymi już dwoma wierszami podobały mi się jeszcze te trzy: Poeta, Blogopoetka, Krytyk. Są to wiersze autotematyczne próbujące opisać, kim jest poeta, co czuje, jak radzi sobie z prozą życia i co boi się przeczytać w recenzjach. Ja nie będę „ścinać głów stalówkom nakazem niepisania” (określenie z Krytyka), nie wystawię na koniec żadnej noty. Jedynie zaproszę wszystkich na blog autorki, abyście sami mogli poznać i docenić jej wiersze (a także opowiadania, świetny cykl o Tede i Małej z pięknymi ilustracjami w postaci obrazów Dariusza Twardocha):
I przy okazji nie mogę nie wspomnieć o drugim blogu, zupełnie wyjątkowym, pisanym przez Katarzynę Fiodor w duecie z Tercybiadesem:
http://zapisywanek.blogspot.com/
Wiersze na nim opublikowane zdecydowanie należą do moich ulubionych. Szczególnie te dwa:
Niesamowite, że dwie osoby mogą się tak wspaniale poetycko uzupełniać i prowadzić taki piękny dialog za pomocą metafor i porównań. Jestem bardzo ciekawa, czy Wy również podzielicie mój zachwyt dla ich twórczości.
|
Archiwum
Zakładki:
Moje blogi
Polecane książki:
Klasyka:
Kryminały:
Fantastyka/SF:
Horror/Thriller:
Poezja:
Dla młodzieży:
Dla dzieci:
Czytadła:
Zaproszenie :-)
Akcja - opowiadanie:
Szablon:
Tagi
Facebook - profil
Skrzynka pocztowa
Ostatnio przeczytane:
Jane Austen Arthur Conan Doyle Danuta Wałęsa Andrzej Pilipiuk Suzanne Collins Ursula Le Guin Jarosław Grzędowicz Andrzej Pilipiuk Jarosław Grzędowicz Siergiej Łukjanienko Antonina Kostrzewa Maciej Bennewicz Andrzej Pilipiuk Andrzej Pilipiuk Tove Jansson Małgorzata Warda Andrzej Mestwin |