Wpisy z tagiem: zalewski
niedziela, 06 maja 2012
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2012
Książkę otrzymałam niespodziewanie w prezencie od Danusi. Bardzo się ucieszyłam! I od razu wzięłam się za lekturę! „Małe miasteczko” czyta się bardzo szybko. Dużo dialogów, bohaterów, świetna narracja. I do tego te wszystkie cechy, za które polubiłam poprzednie utwory Adama Zalewskiego, czyli: wiarygodne odtworzenie amerykańskich realiów i życia małej społeczności, znajomość ludzkiej psychiki, ukazywanie dobra i zła, piękna i „brzydoty” ludzkiego życia. Nie mówiąc o prawdziwym literackim talencie, który sprawia, że czytanie to przyjemność. Myślę, że powieść w której bohaterem jest miasto i jego mieszkańcy jest trudna do napisania z wielu powodów. Po pierwsze ilość postaci, które trzeba czytelnikowi zaprezentować w taki sposób, żeby zostały zapamiętane. Po drugie przedstawienie historii miejsca, oddanie jego atmosfery trzeba przeprowadzić w taki sposób, żeby nikogo nie zanudzić. Te dwa warunki Adam Zalewski spełnił wzorowo. Abraham to miasteczko w Nebrasce, które początkowo wydaje się idealnym miejscem do życia:
Adam Zalewski pokazuje naturę człowieka z różnych stron. Widzimy świat oczami seryjnych morderców, dobrodusznego listonosza, prawego szeryfa, zakochanego pisarza, samotnej kobiety i wielu innych. Autor czy narrator ich nie ocenia, jedynie pokazuje ich czyny, byśmy sami mogli wyrobić sobie o nich zdanie. Czytając, zadajemy sobie pytanie: kto jest porywaczem dzieci i mordercą. Kto z tych znających się od lat ludzi, skrywa mroczne tajemnice? Kto byłby zdolny do okrucieństwa i zabójstwa? Podejrzewamy wszystkich, choć nie ma żadnych dowodów. Nie podejrzewamy nikogo, bo każdy na swój sposób wydaje się sympatyczny lub budzi współczucie. Akcja jak na thriller toczy się dość spokojnie. Nie jest też tak drastycznie jak np. w opowiadaniach „Sześć razy śmierć”. Moim zdaniem dobry wybór, jeżeli chce się zacząć swoją przygodę z twórczością tego pisarza. Ocena: 5/6
PS Jeżeli kogoś przekonałam do sięgnięcia po „Małe miasteczko”, to od jutra pod specjalnym wpisem, będzie się można zgłaszać do losowania, w którym będzie ono nagrodą. Darmo dostałam i darmo oddam jednej szczęśliwie wylosowanej osobie. Danusiu, dziękuję! Jesteś kochana! :-)
sobota, 10 grudnia 2011
Wydawnictwo: Red Horse, 2008
To książka nietypowa: połączenie thrillera o seryjnym mordercy z horrorem o duchu indiańskiej czarownicy. Powieść jest trzytomowa, każdy tom ma swojego bohatera-zagadkę (ich tytuły to: Rebeka, Cieśla, Biała Wiedźma). Całość liczy sporo, bo aż 600 stron. Znalazło się w niej miejsce nie tylko na szczegółowe obrazy dokonanych zbrodni, ale także przejmujące portrety grupy przyjaciół, którzy są ze sobą na dobre i na złe (na urodzinach i pogrzebach). W tomie pierwszym poznajemy architekta Johna Adamsa i jego żonę bibliotekarkę Rebekę oraz ich przyjaciół (razem z trzema innymi małżeństwa w średnim wieku tworzą nieformalny „Klub Starych Zgredów”) i znajomych z małego amerykańskiego miasteczka Cedar Peak. Pierwszą ofiarą mordercy jest barman i przyjaciel Adamsów – Ernie. Policjant Jeff Standfield robi wszystko, żeby odnaleźć sprawcę, a przy okazji wyjaśnia dziwną przeszłość zarówno architekta (cierpiącego na częściowy zanik pamięci i leczonego w przeszłości psychiatrycznie), jak i jego zdawałoby się całkiem zwyczajnej żony. Pomimo dramatycznych sytuacji i głównego wątku, dużo miejsca w powieści zajmuje życie prywatne mieszkańców – ich przyjaźnie i miłości. Akcja toczy się w miarę spokojnie, aż za spokojnie chciałoby się powiedzieć, pamiętając opowiadania Sześć razy śmierć. W tomie drugim poznajemy wszystkie sekrety seryjnego zabójcy, jego dzieciństwo, kolejne zbrodnie i sytuację, w jakiej znajduje się obecnie. Ta część jest najbardziej makabryczna, pełna opisów znęcania się i bestialskich morderstw. Przypomina typowe thrillery z pościgami policyjnymi, ucieczką i odbijaniem zakładników itd. Różni się od nich szczegółowością ukazania życia mordercy. Tom trzeci jest zupełnie inny. Kiedy myślimy, że wszystko skończyło się dobrze, morderca schwytany, ludzie bezpieczni, dopiero wtedy w miasteczku zaczyna się prawdziwa masakra dokonywana przez nieznaną siłę. Mieszkańcy zaczynają ginąć masowo z powodu zdawałoby się naturalnych przyczyn: zawałów, zatruć, utonięć. A mimo to, podobnie jak w tomie pierwszym, widzimy że nawet w najtrudniejszych chwilach ludzie się wspierają, nie tylko pomagają sobie, ale również urządzają spotkania towarzyskie, na których zacieśniają między sobą więzy. To właśnie jest w tej powieści niezwykłe: połączenie okrucieństwa nagłej śmierci z celebrowaniem codziennych chwil i prostych przyjemności w przyjacielskim gronie. Obserwujemy ludzi, którzy stracili kogoś bardzo bliskiego lub wiedzą, że sami mogą zginąć, a jednocześnie widzimy, że potrafią oni cieszyć się życiem, doceniać to, co mają, mówić sobie po wielokroć „Kocham cię”. W tej książce pojawia się też grupka chłopców, którzy podobnie jak ich rodzice, przyjaźnią się ze sobą, spędzają razem wolne chwile i do tego, jak to dzieci, często łamią zakazy dorosłych i popadają w tarapaty. Dzięki swojej młodości to właśnie im jest najłatwiej zapomnieć o okropnościach życia, wsiąść na rower i pojechać na zwyczajną wycieczkę do lasu. John Adams wielokrotnie obserwując radość swoich nastoletnich znajomych, zastanawia się nad życiem i wypowiada do przyjaciela takie słowa:
Niezwykłe przesłanie jak na horror. Najważniejsze w nim okazują się miłość i przyjaźń, i jazda rowerem jako symbol radości życia, młodości i sensu. I piękny „kawowy toast”: „Obyśmy nadal jechali przez życie na rowerach! Jak najdłużej!”. Warto czytać takie książki i poznawać takich bohaterów. Ocena: 5/6
środa, 07 grudnia 2011
Wydawnictwo: Funky Books, 2010
Są książki, od których ciężko się oderwać i to właśnie jest jedna z nich, zbiór sześciu opowiadań o morderstwach, szaleńcach i seryjnych zabójcach – Sześć razy śmierć. Na okładce reklamowana jako dzieło polskiego mistrza grozy i zakwalifikowana w bibliotece jako horror, tak naprawdę nie jest straszna, jest przerażająca. Nie bałam się podczas lektury, ale byłam przerażona tym, do czego zdolni są bohaterowie opowieści. Czytanie o sadystycznym ojcu i mężu, który katuje swoją rodzinę, żeby odreagować stres po pracy, czy poznawanie historii schizofrenika-rzeźbiarza, który zaczyna „rzeźbić” swoje ciało (a później ciała innych) za pomocą noża, trudno nazwać przyjemnością. Książka wywołuje skrajne emocje. Pełna jest cierpienia i śmierci, opisów od których cierpnie skóra, czoło się marszczy, a oczy najchętniej by się zamknęły, żeby nie widzieć tego całego okropieństwa. To na pewno są historie dla dorosłych. Kojarzą mi się z nowelami pozytywistycznymi (ten sam realizm w opisywaniu rodzinnych dramatów, ludzkiej głupoty), powieściami Thomasa Harrisa o Hannibalu Lecterze (Czerwony smok nawet został w jednej z nich wprost przywołany), filmem Piła (przez opisy znęcania się i morderstw) i Zbrodnią i karą Fiodora Dostojewskiego (pokazywanie wydarzeń z punktu widzenia zabójcy). Omawiam je tu łącznie, ale właściwie każdej można by poświecić osobny wpis.
Pierwsze z opowiadań wydało mi się najsłabsze, ostatnie najlepsze. (Możliwe, że musiało trochę potrwać zanim przyzwyczaiłam się do stylu Adama Zalewskiego i poruszanej przez niego tematyki). Wszystkie napisane są z pomysłem i dużym talentem. Pierwsze poraziło mnie ukazanym okrucieństwem, podobnie końcówka drugiego była bardzo makabryczna. Zastanawiałam się, czy chcę czytać dalej. Przełomowe okazało się trzecie – Agnes, w którym pisarz świetnie ujął problem subiektywnych opinii recenzentów i ich wpływu na karierę twórców. Od czwartego przestałam zwracać uwagę na język opowieści, stał się dla mnie doskonale przezroczysty, a opisywane wydarzenia rozgrywały się wprost w mojej wyobraźni, jak film. Minimalna ilość słów budujących sceny, dużo dialogów, wciągająca akcja. Ostatnie opowiadanie zdecydowanie najlepsze, najmniej drastyczne, z powoli odkrywaną tajemnicą i zaskakującym, tragicznym końcem. Wszystkie na długo zostaną w pamięci. Podobnie jak przesłanie, które niosą, o tym, że zło i źli ludzie istnieją. Mottem Rzeźbiarza są następujące słowa:
Można by je odnieść do postaci z całego zbioru. Uznać, że wszyscy przedstawieni w nim mordercy to wariaci, chorzy, którzy nie są winni popełnionych zbrodni, bo nie popełnili ich świadomie, z premedytacją. Sami cierpią, nie mają wpływu na to, co robią, nie panują nad agresją i „głosami”, które słyszą w głowach. Najstraszniejsze w tej myśli jest to, że podobni im żyją wśród nas, a my możemy ich kiedyś spotkać na swojej drodze. Gdyby nie Avo_lusion i jej pozytywne recenzje twórczości Adama Zalewskiego, pewnie nie sięgnęłabym po tę książkę albo odłożyłabym ją po pierwszym opowiadaniu. Teraz czuję, że przeczytam wszystkie pozostałe powieści tego autora. Na półce już czeka debiutancka – Biała wiedźma, a ja nie mogę się doczekać, żeby ja otworzyć i dać się wciągnąć lekturze. Jest sporo grubsza, wiec jeżeli znowu zacznę czytać na noc, to nie pójdę spać o drugiej jak przy Sześć razy śmierć, a nad ranem. Dziękuję Danusiu! Ocena: 5/6
|
Archiwum
Zakładki:
Moje blogi
Polecane książki:
Klasyka:
Kryminały:
Fantastyka/SF:
Horror/Thriller:
Poezja:
Dla młodzieży:
Dla dzieci:
Czytadła:
Zaproszenie :-)
Akcja - opowiadanie:
Szablon:
Tagi
Facebook - profil
Skrzynka pocztowa
Ostatnio przeczytane:
Jane Austen Arthur Conan Doyle Danuta Wałęsa Andrzej Pilipiuk Suzanne Collins Ursula Le Guin Jarosław Grzędowicz Andrzej Pilipiuk Jarosław Grzędowicz Siergiej Łukjanienko Antonina Kostrzewa Maciej Bennewicz Andrzej Pilipiuk Andrzej Pilipiuk Tove Jansson Małgorzata Warda Andrzej Mestwin |