blog o książkach, które niedawno czytałam i polecam innym przeczytać

Wpisy z tagiem: Eco

poniedziałek, 12 grudnia 2011

 

Cmentarz w Pradze, Umberto Eco

Wydawnictwo: Noir sur Blanc, 2011

 

Cmentarz w Pradze dostałam w prezencie urodzinowym od siostry. Trochę się zmartwiłam, bo byłam już po lekturze kilku nieprzychylnych recenzji najnowszej powieści Umberto Eco. Odłożyłam ją na półkę i najpierw przeczytałam wszystkie książki przyniesione wcześniej z biblioteki. Nie spodziewając się wiele, w zeszłą sobotę w końcu po nią sięgnęłam.

Po kilku godzinach ze zdziwieniem stwierdziłam, że mam za sobą pół książki – 250 stron i że wcale nie jest ona taka zła. Wręcz przeciwnie, byłam pozytywnie zaskoczona: stylem, pomysłem na fabułę, bohaterami. I w tym miejscu należało przerwać czytanie. Dalej niestety było nudno, wątki się powtarzały, a akcję zastąpiły wywody historyczne i ideologiczne. Po przeczytaniu zaczęłam się zastanawiać, czy mam do czynienia z powieścią, czy raczej jakimś traktatem naukowym. W drugiej części utworu zdecydowanie brakuje fikcji, fikcyjnych zdarzeń i bohaterów. Doczytałam tylko po to, by dowiedzieć się, kim tak naprawdę był główny bohater, lecz można się było i bez tego domyślić rozwiązania, i nie warto było czekać na nie 250 stron. Ciężko mi oceniać cały utwór, brakuje mi wiedzy, którą niewątpliwie posiada Eco.

Wydaje mi się jednak, że Cmentarz w Pradze nie dorównuje najsłynniejszej powieści tego autora, za którą zdecydowanie należy mu się nagroda Nobla. Imię róży to powieść, która zadowoli każdego, i wielbiciela kryminałów, i erudytę. Kolejne powieści Eco, które czytałam, były tylko gorsze (Baudolino, Wyspa dnia poprzedniego) i teraz do tego grona dodaję Cmentarz.

Opowieść o fałszerzu, szpiegu i mordercy – Simone Simoninim, który w wyniku traumatycznego zdarzenia częściowo utrącił pamięć i próbuje ją odzyskać pisząc pamiętnik początkowo naprawdę wciąga. Bohater zadaje sobie pytanie, kim jest:

 

„Przystępując do pisania, czuję się nieco zakłopotany. To tak, jakbym obnażał własną duszę na rozkaz – nie, na Boga, nie na rozkaz, tylko idąc za sugestią – niemieckiego Żyda (albo austriackiego, to wszystko jedno). Kim jestem? Łatwiej może mi będzie zastanawiać się nad swoimi namiętnościami niż nad wydarzeniami ze swego życia. Kogo kocham? Nie przypominam sobie w ogóle kochanych twarzy. Wiem, że kocham dobrą kuchnię. Kiedy słyszę nazwę Tour d’Argent, całe moje ciało przenika dreszcz rozkoszy. Czy to jest miłość?”

 
Martwi się, że ma rozdwojenie jaźni, bo w swoim notatkach znajduje tajemnicze zapiski księdza Dalla Piccola. Przypomina więc sobie swoje życie, od dzieciństwa do teraźniejszości, szukając wyjaśnienia zagadki. Jego poglądy, który wpłynęły na to kim się stał, to przede wszystkim nienawiść względem Żydów i kobiet. Choć bardziej trafne byłoby określenie go jako człowieka bez zasad, który gotowy jest popełnić każdą podłość dla pieniędzy i własnej wygody czy bezpieczeństwa.

Taka negatywna postać wcale nie przeszkadzała mi w pozytywnym odbiorze książki. Jego przekonania są tak niedorzeczne, nieracjonalne, pełne przesądów narodowych, że aż śmieszne. Trudno je brać poważnie. Natomiast przygody, które przeżywa są trochę w stylu powieści Dumasa – wojny, rewolucje, spiski, więzienie. Do tego wspomina on wielu znanych ludzi: pisarzy, psychiatrów, polityków. Zgodnie z zapowiedzią z okładki niezapomniana jest scena jego spotkania z doktorem Sigmundem Freudem, który został sportretowany jako człowiek uzależniony od kokainy, smutny, bo nie został geniuszem i do tego twierdzący, że „sprowadzanie wszystkiego do seksu to wielka przesada”.

Takie gry literackie, aluzje intertekstualne są specjalnością Eco. Jedynym warunkiem, żeby je właściwie ocenić jest znajomość postaci i tekstów, do których się odwołują. Nie można jednak stworzyć powieści, która byłaby jedynie zbiorem cytatów, bo to już nie będzie powieść. W Cmentarzu Eco niebezpiecznie zbliża się do tej granicy „fikcyjności”. Pokazuje, jak tworzy się fałszywe dokumenty i jak organizuje się spiski, wszystko to na autentycznych przykładach. Głównie opieraja się na jednym dziele – Protokołach mędrców Syjonu, które mają być dowodem wielkiego spisku Żydów przeciwko innym narodom, a tak naprawdę są wielkim fałszerstwem, a ich fabuła wzięta została wprost z powieści.

Przesłanie utworu jest wiec bardzo szlachetne – zdemaskowanie obłudy i kłamstwa na temat Żydów i innych grup (masoni). Forma, w jaką ujęta została główna myśl jest ciężka do przyswojenia. Postaci w drugiej połowie powieści zdają się być jedynie papierowymi marionetkami bez uczuć, obdarzonymi nazwiskiem i garścią poglądów. Punktem kulminacyjnym jest czarna msza, która swoją perwersyjnością raczej wielkiego wrażenia na nikim nie zrobi. Zadziwiające natomiast jest zakończenie (zatytułowane: Bezużyteczne uściślenia erudycyjne), w którym autor tłumaczy się z powieści, jakby bał się, że zostanie źle zrozumiany. Dołącza też tabelkę ze streszczeniem i podziałem na fabułę i intrygę. Moim zdaniem zbędne dodatki, jedyna istotna rzecz, którą pokazują to, że Hitler brał poważnie Protokoły mędrców Syjonu i uważał je za autentyczne (co przecież nie ma bezpośredniego związku z akcją powieści).

Myślę, że w Cmentarzu w Pradze Umberto Eco pokazał, że jest bardzo oczytanym, mądrym człowiekiem, niestety nie udowodnił, że jest równocześnie wielkim pisarzem. Książka godna profesora uniwersytetu, lecz taki zwykły czytelnik jak ja czuje się przytłoczony ilością historycznych faktów, postaci, książek przywołanych w tej powieści. Brakuje mi w niej prawdziwych uczuć, postaci i ich przeżyć.

Ocena: 4-/6

 

Zakładki:
Moje blogi
Polecane książki:
Klasyka:
Kryminały:
Fantastyka/SF:
Horror/Thriller:
Poezja:
Dla młodzieży:
Dla dzieci:
Czytadła:
Zaproszenie :-)
Akcja - opowiadanie:
Szablon:

Facebook - profil


Skrzynka pocztowa

Napisz e-mail