Wpisy z tagiem: Grzędowicz
piątek, 13 kwietnia 2012
Wydawnictwo: Fabryka Słów, 2005
Kolejna bardzo wyczekiwana książka, którą udało mi się wypożyczyć dzięki otwarciu nowej biblioteki w Gdańsku – Biblioteki Manhattan. Oczekiwaniu towarzyszyły wielkie nadzieje na ciekawą lekturę, które niestety nie zostały do końca spełnione. Książka jest dobra, ale nie wybitna czy genialna. Nie miałam nawet zamiaru czytać kontynuacji, ale ostatnia strona pozostawia czytelnika z tak wielkim znakiem zapytania, że chyba się jednak skuszę na tom drugi. Co jest nie tak z „Panem Lodowego Ogrodu”? To dość dziwna powieść, która rozpoczyna się jak SF, od wysłania kosmonauty na obcą planetę, a dalej toczy się rytmem znanym z fabuł fantasy, a może nawet gier RPG. Główny bohater, Vuko Drakkainen (zwany Ulf Nitj’sefni – Wilk Nocny Wędrowiec) przybywa z misją ratunkową, ma odnaleźć zaginionych dwa lata wcześniej naukowców i razem z nimi wrócić do domu albo „posprzątać bałagan”, jeżeli taki po nich pozostał. Od początku historia ma wiele wspólnego z horrorem. Drakkainen odkrywa makabryczne rzeźby zrobione z ludzi, np. jednego z poszukiwanych zamienionego w drzewo, który jednak zachował świadomość i powtarza wciąż „Kill me”. Do tego pojawia się dziwna mgła, która odbiera zmysły i inne potwory, z którymi Nocny Wędrowiec musi walczyć. Stąd moje skojarzenie z grami – bohater idzie, zabija, spotyka nowe postaci, zabija, idzie dalej i tak dalej. Świat, który poznajemy pełen jest magii i nie działa w nim żadna elektronika. Ludzie wierzą w bogów, którzy walczą między sobą i są przyczyną zła, które nagle opanowuje ich kraje. A gdzie chwalona przeze mnie umiejętność Jarosława Grzędowicza do opisywania ludzkiej psychiki i ważnych problemów? Tu złośliwie powinnam zacytować tekst z okładki, że każdy z nas odnajdzie siebie w bohaterach i „coś więcej” w tej historii. Nie wiem, jak mam się identyfikować ze zmutowanym zawodowym mordercą? Od czwartego rozdziału, po 170 stronach, poznajemy drugiego głównego bohatera, następcę tronu, Odwróconego Żurawia, który przechodzi razem z braćmi szkolenie, by być jak najlepszym władcą. Ten wątek, mający być urozmaiceniem, jest mniej ciekawy, zbudowany jak inne opowieści o dojrzewaniu (jedyny interesujący moment to szkolenie małych zwierzątek przez książęta na trzech wyspach, które mają symbolizować ludzi i kraje). Poznajemy historię i obyczaje planety oczami jednego z jej mieszkańców, jednak jego losy toczą się zupełnie osobno od tego, co czyni Drakkainen. Domyślam się, że cały tom jest takim jakby wstępem do właściwej akcji. Niewiele się dzieje, poznajemy bohaterów i świat, kolejne fragmenty zagadki zniknięcia naukowców. Wszystko to jednak w powolnym tempie, jakby pisarz dał sobie czas i świadomie rozciągał opowieść do kilku tomów. O dziwo, czyta się szybko. Książka zdobyła bardzo wiele nagród. Oby tom drugi był ciekawszy. A tak rozpoczyna się cześć pierwsza:
Ocena: 4+/6
wtorek, 03 kwietnia 2012
Wydawnictwo: Fabryka Słów, 2008
Bardzo czekałam na tę książkę, na kolejny po „Księdze jesiennych demonów” zbiór opowiadań Jarosława Grzędowicza. I niestety bardzo się zawiodłam. Nie dlatego, że tom jest zły lub nie wart czytania. Raczej dlatego że miałam zbyt wysokie oczekiwania. Liczyłam, że będzie podobny do tego, co już czytałam, że będzie się wyróżniał świetną psychologia postaci i ważkimi tematami. A on jest dobry, ale nie wybitny. Czyżbym aż tak się pomyliła odnośnie tego autora? Przypisałam mu większy talent niż posiada? A może przyczyną mojej słabszej oceny jest konstrukcja zbioru, a raczej jej brak, ot jest to zwykła zbieranina tekstów napisanych przez pisarza w ciągu kilku lat i rozproszonych po różnych czasopismach i antologiach. Mamy więc krótkie, lekkie teksty, pisane dla czytelników „Magazynu Faktu” i parę dłuższych opowiadań o naprawdę różnorodnej tematyce. Jest SF i podróże w czasie, równoległe światy, kosmici, a także historia pisana „na nowo”. Jakoś Grzędowicz jako twórca SF mnie nie zachwyca. To chyba nie jest jego gatunek. Zresztą większość opowiadań z tego zbioru szybko zapomniałam. Przeglądając spis treści, nie potrafiłam sobie przypomnieć fabuły większości utworów po tytułach. Wyróżniało się tylko jedno – „Buran wieje z tamtej strony”. Zaczyna się tak:
Opowiadań jest 13. Chyba nie ma sensu ich tu wszystkich omawiać. Niektóre są bardzo krótkie i ich siłą jest zaskakujące zakończenie, więc jeżeli je zdradzę nie będzie, po co czytać. To nie są niestety teksty, do których się wraca. Można je przeczytać, ale nie trzeba. Niedługo na moim blogu napiszę o kolejnej książce Jarosława Grzędowicza pt. „Pan Lodowego Ogrodu”. Ocena: 4/6
wtorek, 29 listopada 2011
Wydawnictwo: Fabryka Słów, 2006
Powieść Jarosława Grzędowicza podobała mi się mniej niż jego opowiadania. Właściwie, gdyby skrócić ją do np. 60 stron (czyli pierwotnego tekstu – Obol dla Lilith) nic by się złego nie stało, a myślę, że miałabym bardziej pozytywne odczucia. Jak na tak długi utwór, to zdecydowanie zbyt prosta i jednowątkowa historia. Chociaż początkowe rozdziały zdają się zapowiadać świetną rozrywkę, to później właściwie fabuła zaczyna przypominać gry komputerowe, w których bohater za wszelka cenę stara się nie zginąć. Mamy walki, ucieczkę i przerażający świat Pomiędzy życiem a śmiercią. I okropne zakończenie z gatunku „deus ex machina”, czyli gdy autorowi kończą się pomysły, jak uratować swoją postać, wprowadza dodatkowy i niespodziewany czynnik, w tym wypadku – nagą czarownicę na motocyklu. A przecież miało być ciekawie. Narrator pierwszoosobowy tak opowiada o swoim dzieciństwie:
Tę historię da się logicznie wytłumaczyć – u bohatera powieści stwierdzono schizofrenię i zaczęto go leczyć. I podobno wyleczono, ale on nadal potrafi widzieć krainę „Pomiędzy”, która od czasu jego okresu dojrzewania wygląda tak:
W krainie Pomiędzy bohater odgrywa rolę Charona, albo jak sam siebie nazywa „psychopompa”, to znaczy pomaga duszom, które utknęły w tym miejscu po śmierci, przejść na drugą stronę, do światła. Choć sam nie ma pojęcia o tym, co jest dalej. Korzystając ze swoich niezwykłych umiejętności stara się też rozwiązać zagadkę morderstwa swojego przyjaciela – mnicha i dziwnych zdarzeń w jego klasztorze. Jednocześnie pracuje zawodowo na uniwersytecie, jest doktorem etnologii. Prowadzi wykłady na temat kultury Celtów (o legendach, przypowieściach, rytuałach i demonologii). Napisał też książkę o wierzeniach mieszkańców Syberii, Oceanii i Ameryki. Oba kręgi zainteresowań, zawodowy i prywatny wyraźnie się ze sobą łączą. Bohater może w praktyce sprawdzić różne podania ludowe o duchach i praktyki medytacyjne. I robi to, ryzykując własnym życiem. Jego historia jest zdecydowanie przerażająca, pełna demonów i trupów, wywołuje w czytelniku strach. Dla mnie jest zbyt mroczna i pozbawiona, w przeciwieństwie do opowiadań, drugiego dna. Doceniam język autora, tak dobry, że nie mogę się powstrzymać przed cytowaniem dłuższych fragmentów, doceniam wyobraźnię, która stworzyła bardzo konkretną krainę rządzącą się swoimi prawami. Nie odkryłam jednak sensu tej opowieści. Jedyne przypuszczenie związane jest z popularną anegdotą o tonącym człowieku, który odmawia pomocy ludzi, wierząc w pomoc Boga. Bohater podziela zdanie będące jej morałem, że radzić musimy sobie sami, bo „Bóg pomaga tylko tym, którzy sami sobie pomagają, ale nie wychodzi z cienia. Zapewne po to, by wiara nie stała się wiedzą”. Przyjmując taką interpretację, można by zaliczyć powieść Grzędowicza do „historii alternatywnych” będących ilustracjami, tego, co po śmierci. „Popiół i kurz” nie zniechęcił mnie do poznania kolejnych utworów tego pisarza. Może będą mniej mroczne i bardziej wieloznaczne. A na pewno oryginalnie napisane. Ocena: 4+/6
czwartek, 24 listopada 2011
Wydawnictwo: Fabryka Słów, 2003
Okładka tej książki sugeruje, że będziemy mieli do czynienia z przerażającymi opowiadaniami. Podobnie opis z tyłu – „Tak demonicznych i mrocznych opowiadań nie przeczytasz w żadnej innej książce”. Oczywiście wszystko to gruba przesada. Nie wiem, kto to wymyśla, ale książkę z taką okładką i takim opisem na pewno omijałabym szerokim łukiem, gdyby nie to, że postanowiłam poznać laureatów Nagrody im. Janusza A. Zajdla przyznawanej w dziedzinie fantastyki (pisałam o tym w poprzednim wpisie, więc nie będę się powtarzać). Opowiadania w ogóle mnie nie przestraszyły. Scharakteryzowałabym je zupełnie inaczej niż wydawca. To prawda, że mamy w nich do czynienia z rożnymi nadprzyrodzonymi postaciami: diabłem, aniołami, Bogiem, wilkołakiem itd., ale autor moim zdaniem nie ma na celu wystraszenia czytelnika. Tematem wszystkich opowiadań są raczej problemy natury psychologicznej. Bohaterowie to ludzie, którym w życiu z rożnych powodów nie wyszło. Brakuje im albo pieniędzy, albo miłości, albo sukcesów w pracy. Wszystkim można by przypisać lekką jesienną depresję, stąd pewnie tytuł. Książka jest o demonach, ale nie tych, którymi straszą nas horrory, ale tych, które nosimy w sobie, z którymi walczymy na co dzień, a w szczególności jesienią, gdy na dworze robi się szaro i ponuro. Czy nie przydałby nam się czasami wszystkowiedzący szaman, który w pierwszym rozdziale tak zwraca się do zagubionego klienta w sklepie z magią:
Czy ten fragment nie jest intrygujący? Mogłabym wypisać jeszcze kilka, które bardzo mi się podobały, ale zabrałoby to zbyt wiele miejsca. To jedna z tych książek, które porywają czytelnika, ale nie tempem akcji, zagadkami czy wyobraźnią autora. To wszystko tu jest, ale najważniejsza jest głębia psychologiczna każdego z tekstów. W każdym z nich można znaleźć coś mówiącego o człowieku, jego lękach, potrzebach. Pięć opowiadań plus krótki prolog i epilog, 413 stron. Jedno opowiadanie ma ok. 70 stron. Czy to nadal jest krótki utwór prozatorski? Nie są długie, ale podobnie jak w przypadku opowiadań Anny Kańtoch długość tekstu jest wystarczająca, żeby wczuć się w akcję, poznać bohaterów, zrozumieć myśl pisarza. Zaczynam się przekonywać do takiej formy opowiadania. I doceniam zalety. Jedna książka – aż 6 intrygujących historii. Aż chciałoby się każdą opisać Wam po kolei, ale to zepsułoby radość czytania, bo w większości przypadków zawierają one nieprzewidziane zwroty akcji, tajemniczych bohaterów i zaskakujące zakończenia. Podam tylko krótki zarys początku każdego tekstu: Moje streszczenie tylko udowadnia, że nie sposób tej książki opowiedzieć (ma w sobie dużo więcej treści niż to wynikałoby z opisu samej fabuły). Trzeba ją przeczytać. I koniecznie sięgnąć po inne dzieła tego autora. Ja przeczytałam już powieść Popiół i kurz. Opowieść ze świata Pomiędzy, gorszą od opowiadań, ale o tym opowiem w jednym z kolejnych wpisów. Ocena: 5/6
|
Archiwum
Zakładki:
Moje blogi
Polecane książki:
Klasyka:
Kryminały:
Fantastyka/SF:
Horror/Thriller:
Poezja:
Dla młodzieży:
Dla dzieci:
Czytadła:
Zaproszenie :-)
Akcja - opowiadanie:
Szablon:
Tagi
Facebook - profil
Skrzynka pocztowa
Ostatnio przeczytane:
Jane Austen Arthur Conan Doyle Danuta Wałęsa Andrzej Pilipiuk Suzanne Collins Ursula Le Guin Jarosław Grzędowicz Andrzej Pilipiuk Jarosław Grzędowicz Siergiej Łukjanienko Antonina Kostrzewa Maciej Bennewicz Andrzej Pilipiuk Andrzej Pilipiuk Tove Jansson Małgorzata Warda Andrzej Mestwin |