blog o książkach, które niedawno czytałam i polecam innym przeczytać

Wpisy z tagiem: fantastyka

środa, 09 maja 2012

 

Julianna Baggott, Nowa Ziemia

Wydawnictwo: Egmont, 2012

 

Dziś (9 maja 2012 r.) polska premiera książki pt. „Nowa ziemia” autorstwa Julianny Baggott. Z wewnętrznej strony okładki dowiedziałam się, że ta nieznana mi wcześniej pisarka: „W ciągu ostatnich dziesięciu lat wydała aż siedemnaście książek – dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Wykłada na Uniwersytecie Stanowym Florydy, gdzie prowadzi zajęcia z twórczego pisania. Działa też w założonej z mężem fundacji Kids in Need – Books in Deed, której celem jest przekazywanie darmowych książek dzieciom z ubogich rodzin”. Interesujące, prawda?

Powieść Baggott to pierwsza część trylogii „Świat po Wybuchu”. Od początku kojarzyła mi się z niedawno przeczytanymi przeze mnie „Igrzyskami śmierci” Suzanne Collins. Ameryka przyszłości i kilkoro nastolatków, którzy muszą sobie radzić w nowych, trudnych warunkach. Totalitarne państwo, które niszczy swoich obywateli. To dwa największe podobieństwa, styl pisania obu pań jednak zupełnie inny. Collins bardzo silnie oddziałuje na emocje czytelnika i opowiada raczej historię indywidualną – dzieje Katniss. Natomiast Baggott tworzy bardzo sugestywne obrazy i to one głównie zostają w pamięci – zmutowani ludzie, którzy na skutek wybuchu bomb atomowych i nuklearnych zostali połączeni z materią ożywioną i nieożywioną, która otaczała ich w chwili katastrofy. Szesnastoletnia Pressia ma głowę lalki zamiast jednej dłoni, jej dziadek mały wiatraczek w gardle, Bradwell przyrośnięte do pleców ptaki. Każdy został w jakiś sposób okaleczony na całe życie. Ale to nie wszystko. Niektórzy ludzie zostali połączeni na stałe z ziemią, roślinami czy maszynami albo ze sobą nawzajem, np. matki z dziećmi, które już nigdy nie urosną:

 

„Pyły to ludzie, którzy stopili się z ziemią, a w mieście – ze zrujnowanymi budynkami. Większość z nich zmarła zaraz po Wybuchu, ponieważ nie mogli w żaden sposób zdobyć pożywienia bądź nie mieli usta albo mieli, ale bez układu trawiennego. niektórzy przetrwali, gdyż stali się bardziej skałami niż ludźmi, inni zaś okazali się użyteczni, współdziałając z Bestami, czyli tymi, którzy stopili się ze zwierzętami. Kiedy Pressia szpera w gruzach, ma się na baczności przed Pyłami, które mogą złapać ja za nogę i ściągnąć w dół. Nigdy nie była poza miastem, w miejscu gdzie napadnięto tego chłopca. Właśnie tam niektórzy stopili się z gruntem. Słyszała, że w Martwych Ziemiach Pyły mrugają z pokrytego popiołem piasku. Ponoć mnóstwo ocalałych, którzy jeszcze przed Wybuchem sądzili, że dostrzegają koniec świata, i przenieśli się do lasów, zostało wchłoniętych przez drzewa.”

 

Jedyni, którzy przeżyli bez żadnych obrażeń, to ludzie zwani „czystymi”, którzy wcześniej ukryli się w specjalnie zbudowanej przez siebie Kopule i żyją tam dotąd odcięci od „nieszczęśników”. Główni bohaterowie: Pressia, Bradwell i Partridge (czysty) spotkają się przypadkowo, zaprzyjaźnią i wspólnie będą próbowali odnaleźć matkę tego ostatniego i dowiedzieć się, co tak naprawdę wydarzyło się, gdy byli jeszcze dziećmi.

Początkowo akcja toczy się powoli, poznajemy bohaterów, ich życie i dwa światy: zniszczone miasto i zachowaną Kopułę. Później wydarzenia dzieją się bardzo szybko. Trudno się od nich oderwać. Pressia musi ukrywać się przed oddziałam OPR (Organizacja Przenajświętszej Rewolucji), które wcielają do wojska wszystkie dzieci, które ukończyły szesnaście lat. Partridge zaś ucieka z bezpiecznej Kopuły, od wpływowego ojca, który okłamał go w sprawie śmierci matki (i nie tylko w tej). Autorka przygotowała dla czytelników szereg niespodzianek. Nie będę ich tu zdradzać, warto je poznać samemu. Dodam tylko że ważnym tematem w powieści są manipulacje kodem genetycznym człowieka, „kodowanie” chłopców polegające na „ulepszaniu” ich cech fizycznych i umysłowych. Z jednej strony mamy więc wizję zdegenerowanej i okaleczonej ludzkości, z drugiej naukowe próby stworzenia „nadludzi”. Podczas czytania zastanawiamy się nie tylko nad tym, co stanie się z bohaterami, ale również nad tym, jak doszło do katastrofy w wyniku, której zniszczony został cały świat. A prawda okazuje się szokująca.

Myślę, że książka na długo zostanie mi w pamięci. Jest dobrze skonstruowana i napisana. Pobudza wyobraźnię i zmusza do myślenia. Spodoba się i nastolatkom, i dorosłym czytelnikom. Jedna z wytworni filmowych już wykupiła prawa do ekranizacji.

Ocena: 5/6

 

PS Strona trylogii "Świat po Wybuchu" Julianny Baggott na Facebooku:



https://www.facebook.com/SwiatPoWybuchu



piątek, 04 maja 2012

 

Andrzej Ziemiański, Achaja

Wydawnictwo: Fabryka Słów, wyd. I – 2002, wyd. III – 2011

 

Jak napisać o książce wyjątkowej? Takiej, która wciąga w swój świat i nie puszcza z niego do ostatniej strony? Nawet jeżeli tych stron jest ponad 1500? Trzy grube tomy „Achai” czytałam przez tydzień. Mogłabym i szybciej, ale to jedna z tych powieści, których nie chce się skończyć, chciałoby się ją czytać i czytać. Miałam szczęście, że wszystkie części od razu były dostępne w bibliotece. Opowiem Wam więc o trylogii Andrzeja Ziemiańskiego jako o całości.

Główną bohaterką jest tytułowa Achaja, księżniczka. Nienawidzona przez macochę (prawie jak w bajkach) zostaje w wyniku intrygi wysłana przez ojca do wojska. Jej historia jest zaprzeczeniem losów herosów. Najpierw jako żołnierz, potem niewolnica, złodziejka, prostytutka, „chłopka” i znowu żołnierz, księżniczka, potwór przejdzie przez życie doświadczając najróżniejszych nieszczęść, podłości i zła. Ale nie tylko. Pozna także przyjaciół.

Ziemiański wymyślił bohaterkę będącą ucieleśnieniem kobiety-wojownika. Nie tylko na polu walki, ale i w sferze psychiki. Czyli mimo wszystko jednak superbohaterka, nad którą pisarz znęca się niemiłosiernie.

Pierwszy tom jest zdecydowanie najlepszy. Autor zaskakuje nas co krok. Jak to księżniczka poniżana we własnym pałacu? W koszarach pobita, w niewoli wykorzystywana, zatrudniona w kamieniołomach przy budowie drogi na pustyni? Gdy wydaje się, że gorzej już być nie może, nagle – jest jeszcze gorzej. Do tego historia Achai przeplatana jest dwoma innymi, bardzo interesującymi wątkami. Mamy zbiegłego galernika Siriusa i pisarza świątynnego Zaana, którzy zaczynają kraść, oszukiwać i zabijać, powoli burząc istniejący na świecie porządek. Jest też czarodziej – Meredith, któremu ukazuje się bóg i którego kusi Wielki Kłamca, opowiadając o wojnach bogów i odległych światach.

Drugi tom poświęcony jest głownie Achai. Szkoda. Zabrakło mi przeplatania się opowieści, tajemnic, rozwoju niektórych zaczętych tematów. Z kolei trzeci tom, to już wojna, wojna i wojna. Oba są udane, choć nie na tak wysokim poziomie jak pierwszy. Nie ma w nich tej wieloznaczności.

„Achaja” to moje pierwsze zetknięcie się z twórczością Andrzeja Ziemiańskiego. Pomyślałam, że po Andrzeju Sapkowskim i Andrzeju Pilipiuku, to trzeci Andrzej, który potrafi pisać wyśmienitą fantastykę. Ma świetne poczucie humoru, potrafi używać wulgaryzmów, a akcja jego powieści pędzi w zawrotnym tempie. Najważniejszy jest jednak jego styl pisania. Tego nie da się opowiedzieć. to trzeba przeczytać. To fragment, w którym Achaja mówi o człowieku, w którym się zakochała:

 

„Nie mogła poradzić sobie z własnym wnętrzem. Twarda kobieta zabójca, miękła nagle, kiedy ten sukinsyn choćby żartował sobie, że się z nią ożeni. Chyba zwariowała. Taka świnia, taki maleńki gnojek upaprany w niezliczonych aferach. A tam – aferach! Tego nie można nawet tak nazwać. Upaprany w mętnych aferkach gdzieś na końcu świata, w zupełnie nieważnym królestwie, o którym w Troy wiedzieli jedynie najbardziej oświeceni bibliotekarze i najbardziej zajadli agenci wywiadu. Pijak, gnój, świnia taka… Zatraceniec pierdolony. Takie nic! Taki śliczny, tchórzliwy mężczyzna. Takie gówno, które przykleja się do buta. Taki pieprzony ideowiec, który potrafi, jeden z nielicznych, zrealizować swoje dzieło, nie cofając się przed niczym, przed żadnym świństwem. Kłamca. Bajerant. Tchórz. Maminsynek. Morderca. Skurwiel. Wyrafinowany intelektualista zapijający swoje żale w beczkach wódy, rzygający publicznie, trzeźwy, pozbawiony złudzeń pacan – jedyny jednak człowiek na świecie, który mógł ją zrozumieć. I taki piękny… taki śliczny! Taki wrednie ładny! Worek łajna ociosany przez mistrza mistrzów – przez istotę natchnioną, przy której inni rzeźbiarze powinni zająć się odtąd wyłącznie struganiem koników i drewnianych lalek na wiejskie odpusty.

Bogowie, jak mogliście stworzyć takie monstrum?”

 

Postaci Ziemiańskiego nie są wyidealizowane, świat nie jest piękny. Język, na pewno nie jest grzeczny. Coś jednak jest w sposobie pisania tego autora, coś co porywa, rozprasza nudę, pobudza wyobraźnię. A najlepsza z wiadomości to taka, że Ziemiański napisał kontynuację „Achai” – „Pomnik cesarzowej Achai” i wiele innych powieści i opowiadań, po które niedługo zamierzam sięgnąć.

Ocena: 5+/6



poniedziałek, 30 kwietnia 2012

 

Ostatnio Nika w komentarzu do jednego z moich wpisów zauważyła, że mało jest fantastyki na blogach recenzenckich. W odpowiedzi zażartowałam, że powinnyśmy stworzyć koalicję blogów piszących o fantastyce. I tak narodził się projekt, do którego obie chciałybyśmy Was serdecznie zaprosić.

Nasza akcja ma na celu promocję fantastyki wśród czytelników, a także zgromadzenie w jednym miejscu recenzji najbardziej wartościowych książek z tego gatunku. Jeżeli lubicie czytać książki Sapkowskiego czy Tolkiena, możecie przyłączyć się do nas!

Aby przystąpić do koalicji blogów „Czytamy fantastykę” wystarczy:


1. Napisać o akcji na swoim blogu i odpowiedzieć na trzy pytania:

  • Jakie są Twoje ulubione książki z gatunku fantastyka?
  • Jakie książki fantastyczne zrecenzowałaś/eś na swoim blogu? (tu koniecznie prosimy o umieszczenie linków)
  • Jakie książki fantastyczne zamierzasz niedługo przeczytać?


2. Umieścić na swoim blogu logo akcji.

 


Czytamy fantastykę

<a href="http://czytamyfantastyke.blox.pl/"><img src="http://cowartoprzeczytac.blox.pl/resource/czytamyfantastyke400.jpg" /></a>


Czytamy fantastykę

<a href="http://czytamyfantastyke.blox.pl/"><img src="http://cowartoprzeczytac.blox.pl/resource/czytamyfantastyke300.jpg" /></a>


Czytamy fantastykę

<a href="http://czytamyfantastyke.blox.pl/"><img src="http://cowartoprzeczytac.blox.pl/resource/czytamyfantastyke200.jpg" /></a>




Utworzyłyśmy specjalny blog – bazę recenzji, do którego tworzenia każdy z Was może się przyczynić:


http://czytamyfantastyke.blox.pl/



Będziemy na nim umieszczać recenzje książek fantastycznych lub linki do nich. Zorganizujemy konkursy z nagrodami książkowymi i stworzymy rankingi najlepszych pisarzy fantasy i SF. Bardzo liczymy na Waszą pomoc i kreatywność. Niech wszyscy dowiedzą się, że warto czytać fantastykę!

 

Nika [www.pergamin.blox.pl]

Felicja79 [www.cowartoprzeczytac.blox.pl]

 



A to moje odpowiedzi na pytania:

1. Jeżeli chodzi o polską fantastykę, to na pierwszym miejscu wśród moich ulubionych książek jest cykl Andrzeja Sapkowskiego o Wiedźminie, zaś z literatury obcej: „Władca pierścieni” Tolkiena. Dalsze miejsca na liście to sprawa dyskusyjna. Wymienię więc tylko kilku autorów, których ostatnio bardzo polubiłam. Są to: Andrzej Pilipiuk (za Jakuba Wędowycza, zbiory opowiadań i powieści), Andrzej Ziemiański („Achaja”), Anna Kańtoch (opowiadania z Domeniciem Jordanem), Jarosław Grzędowicz („Księga jesiennych demonów”), Ewa Białołęka („Wiedźma.com.pl”), Marta Kisiel („Dożywocie”), Siergiej Łukjanienko („Nocny patrol”). Osobno potraktuję SF. Z tego gatunku wśród pisarzy najbardziej cenię Rafała Kosika, a z literatury zagranicznej – Orsona Scotta Carda (cykl o Enderze) i Roberta Silverberga.


2 .Wszystkie książki fantastyczne, o których pisałam wymienione już są w bocznej szpalcie na stronie głównej mojego bloga, w zakładce „Fantastyka/SF”. Tu je powtarzam:

 

  1. Bajki dla dorosłych
  2. Białołęcka Ewa, wiedźma.com.pl
  3. Card Orson Scott, Tropiciel
  4. Collins Suzanne, Igrzyska śmierci
  5. DeStefano Lauren, Atrofia
  6. Głos Lema
  7. Grzędowicz Jarosław, Księga jesiennych demonów
  8. Grzędowicz Jarosław, Pan Lodowego Ogrodu
  9. Grzędowicz Jarosław, Popiół i kurz. Opowieść ze świata Pomiędzy.
  10. Grzędowicz Jarosław, Wypychacz zwierząt
  11. Kańoch Anna, Zabawki diabła
  12. Kańtoch Anna, Diabeł na wieży
  13. Kosik Rafał, Kameleon
  14. Kosik Rafał, Mars
  15. Kosik Rafał, Obywatel, który się zawiesił
  16. Kosik Rafał, Vertical
  17. Le Guin Ursula, Czarnoksiężnik z Archipelagu
  18. Łukjanienko Siergiej, Nocny patrol
  19. Miszczuk Katarzyna Berenika, Ja, diablica
  20. Pilipiuk Andrzej, 2586 kroków
  21. Pilipiuk Andrzej, Kroniki Jakuba Wędrowycza
  22. Pilipiuk Andrzej, Kuzynki
  23. Pilipiuk Andrzej, Oko Jelenia. Droga do Nidaros
  24. Pilipiuk Andrzej, Oko Jelenia. Srebrna Łania z Visby
  25. Pilipiuk Andrzej, Operacja Dzień Wskrzeszenia
  26. Pilipiuk Andrzej, Rzeźnik drzew
  27. Science Fiction


3. Zamierzam przeczytać jeszcze bardzo wiele książek fantastycznych. Przede wszystkim książki autorów wymienionych już przeze mnie w punkcie pierwszym i drugim. Planuję też zapoznać się z twórczością następujących pisarzy: Anny Brzezińskiej, Eugeniusza Dębskiego, Rafała Dębskiego, Rafała A. Ziemkiewicza, Jacka Piekary, Jakuba Ćwieka, Mai Lidii Kossakowskiej, Roberta M. Wegnera, Cezarego Zbierzchowskiego i Trudi Canavan (książki czworga ostatnich mam już na półce).

 

środa, 18 kwietnia 2012

 

Andrzej Pilipiuk, Oko Jelenia. Srebrna Łania z Visby

Wydawnictwo: Fabryka Słów, 2008

 

Jednak przeczytałam drugi tom „Oka Jelenia”. A tak narzekałam na tom pierwszy. Początek drugiego nie jest może porywający, akcja znowu toczy się powoli, ale za to ma parę cech, których „Drodze do Nidaros” zabrakło. Przede wszystkim dowiadujemy się więcej o bohaterach i ich motywacjach. Portrety psychologiczne zostają pogłębione, dziwne zachowania wytłumaczone, a nawet u niektórych postaci pojawiają się zupełnie nowe cechy charakteru. Do tego poznajemy lepiej tajemniczą kosmitkę – łasicę i zadanie, które stawia przed niewolnikami Skrata w jego imieniu, czyli przed Markiem, Staszkiem i Helą. Wątek Hanzy i związanych z nią Mariusa Kowalika i Petera Hansavritsona w końcu łączy się z głównym nurtem powieści. Rozwinięty zostaje wątek Żydówki Estery. A w zakończeniu pojawiają się nowe tajemnice i zagrożenia czekające na bohaterów.

Trochę trudno mi zrozumieć, dlaczego Andrzej Pilipiuk właśnie w ten sposób skonstruował swój cykl powieściowy. Pierwsza część nie zachęca do czytania dalej, druga lepsza, ale wciąż czegoś jej brakuje. Chyba motyw poszukiwania „Oka Jelenia” jest zbyt słabym motorem napędowym akcji. Od początku niewiele wiemy o tym przedmiocie i jego ważności (i chyba niewiele nas on obchodzi). Bardzo powoli poznajemy bohaterów. Oba tomy wydają się zbyt „rozwlekle” napisane, jakby autor tworzył jakąś epopeję. Wciąż się zastanawiam, czy nie trącę czasu, czytając kolejne części (ale im więcej przeczytanych stron, tym bardziej lubię bohaterów). Sama lektura nie jest nieprzyjemna, styl pisania łatwy w odbiorze, dużo dialogów itd. Ale do czego to wszystko prowadzi? Czy nie będę rozczarowana, gdy okaże się, że moje początkowe zastrzeżenia były słuszne i że to książki nie dla mnie? Chyba jednak skuszę się na trzeci tom. Skoro drugi był lepszy od pierwszego, to może trzeci jest jeszcze lepszy? Przy szóstym powinno być już rewelacyjnie.
A to fragment rozważań Staszka o sytuacji w jakiej się znalazł:

 

„Przypomniał sobie rozmowę z Markiem. Obaj nic w życiu nie osiągnęło. Obaj byli nieudacznikami. Aż do teraz… Przyjmijmy, że nie będzie żadnej zagłady. Że obudzi się we własnym łóżku. Wstanie i pojedzie autobusem do szkoły. Do kumpli z klasy, którzy mają go w dupie, bo nie stać go na najnowszy model komórki. Do dziewczyn lampucerek, z którymi nie da się porozmawiać o niczym ciekawym i które traktują go jak powietrze. Do nauczycieli, którzy już dawno przyczepili mu etykietkę „zdolny, ale leniwy”. Do rodziców tak zajętych swoimi sprawami, że nie pamiętają nawet, w której jest klasie. I co będzie tam robił? Siądzie w piwnicy po dziadku, rozmontuje kolejny telewizor, żeby sprawdzić, co jest w środku? A co potem? Studia, praca, gapienie się w telewizor, tym razem od strony ekranu, a nie wnętrzności…

A tu? Tu ma do wypełnienia niewykonalne zadanie. Tu ma pod opieką istotę jeszcze bardziej zagubioną niż on. Towarzyszkę życia trochę dziwną, dziką i zahukaną, ale inteligentną i sympatyczna. Tu ma kogoś, komu jest potrzebny.”

 

Takie pozytywne myśli rodzą się w głowie bohatera pod wpływem uczucia do Heli. W drugim tomie bowiem zaczyna się w końcu wątek romantyczny. Może tego było najbardziej w tej opowieści brak?

Ocena: 4+/6



wtorek, 17 kwietnia 2012

 

Głos Lema

Wydawnictwo: Powergraph, 2011

 

„Głos Lema” to antologia opowiadań SF napisana w hołdzie Stanisławowi Lemowi przez dwunastu pisarzy. Tym razem nie zmuszałam się do czytania wszystkich tekstów. Niektóre cechują się niezrozumiałym językiem, inne nowatorstwem formy, a jeszcze inne są po prostu nudne. Zdecydowałam się jednak napisać o tym zbiorze ze względu na trzy opowiadania autorstwa: Rafała Kosika, Wojciecha Orlińskiego i Joanny Skalskiej.

Jako pierwszy przeczytałam znowu tekst Rafała Kosika „Telefon”. Wciąga od pierwszych stron! I jest zupełnie inny od jego powieści SF. Główna bohaterka, Kinga, przygotowuje w domu obiad, czekając na powrót męża Romka. W międzyczasie ogląda telewizję, w której dziennikarze informują o katastrofie lotniczej:

 

„Przerwali program i powtarzali w kółko nagranie zrobione chyba komórką: samolot zniża się nad lasem, chwilę sunie skrzydłami po wierzchołkach drzew i wygląda na to, jakby miał miękko osiąść na tych drzewach. Przypomina papierowy samolocik zrobiony przez całkiem zdolnego dzieciaka, taki dobrze wyważony, który wolno szybuje nad kanapą, stołem i miękko ląduje na puszystym dywanie przed telewizorem. Jednak samolot pasażerski waży ponad trzydzieści ton. Po kilku sekundach zieleń pochłania kadłub, ale wydaje się, że mimo wszystko udało się, że zapadł w wielki dywan, a pasażerowie odepną pasy i zjadą po nadmuchiwanych zjeżdżalniach jak na niedzielnym festynie przed centrum handlowym. Wtedy sto, może dwieście metrów dalej pojawia się kula ognia i dymu.”



Początkowo Kinga myśli, że lot męża będzie opóźniony i nie ma co spieszyć się z robieniem pieczeni, lecz po chwili odczytuje mail od niego i zaczyna się martwić. W momencie gdy już jest pewna, że Romek nie żyje, ten dzwoni do niej. To jednak dopiero początek tajemniczych zdarzeń. Świetny portret psychologiczny, do tego kobiecy, wciągająca akcja, wydarzenia opisane w tak obrazowy sposób, że cały czas miałam je przed oczyma wyobraźni. Tym tekstem autor pokazał, że potrafi pisać też o tym, co dzieje się w głowach bohaterów, czyli o ich psychice (wcześniej w jego powieściach tego elementu właśnie mi brakowało i kobiet w roli głównej).

Drugie z przeczytanych przeze mnie opowiadań – Joanny Skalskiej „Płomieniem jestem ja” zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie (niedawno próbowałam czytać jej powieść „Eremanta”, ale mi się nie spodobała). Jedyna pani spośród autorów antologii napisała ciekawy tekst o ciężarnej kobiecie znalezionej na pokładzie statku kosmicznego, który zbliżył się do Ziemi. Shooma urodziła bliźnięta i została od razu otoczona opieką naukowców. Kim jest? Czy stanowi zagrożenie dla ludzkości? Fabuła bardzo odpowiednia, by ją zekranizować.

Podobnie jak treść opowiadania Wojciecha Orlińskiego „Stanlemian”. Świat przyszłości, akcja dzieje się w nowoczesnym kasynie, które proponuje wirtualny hazard. Chętni zostają przeniesieni do stworzonego przez programistów Nowego Jorku i mogą się tam wzbogacić na kilka sposobów. Warunkiem otrzymania prawdziwych pieniędzy jest dotarcie z wygraną do pokoju hotelowego, w którym zaczyna się gra. Bohaterem jest „zawodowy hazardzista”, który w imieniu klienta ma odzyskać ukryte przez niego pieniądze. Podobał mi się sposób w jaki autor wplótł w tekst imię i nazwisko Stanisława Lema oraz jego idee.

W antologii znalazło się kilka intrygujących cytatów z dzieł Stanisława Lema. Bardzo klarowny wstęp o twórczości polskiego klasyka SF napisał Jacek Dukaj. Określa w nim cechy literatury science fiction a’la Lem. Za słabo znam twórczość autora „Solaris”, żeby określić, na ile twórcom „Głosu Lema” udało się napisać teksty mające coś z nią wspólnego. Jednak te trzy teksty, o których Wam opowiedziałam, naprawdę warte są przeczytania. Mają też jedną cechę wspólną – bardzo plastyczny, obrazowy styl i fabuły, które zostają w pamięci.



poniedziałek, 16 kwietnia 2012

 

Suzanne Collins, Igrzyska śmierci

Wydawnictwo: Media Rodzina, 2011

 

„Igrzyska śmierci” będę Wam dziś polecała. Książka dostarcza bardzo dobrej rozrywki, świetnie się ją czyta i jeszcze dzięki plastycznej narracji bardzo łatwo można sobie wszystkie wydarzenia wyobrazić. A później można wybrać się do kina na film. Nie oglądałam, ale mam wielką ochotę zobaczyć.

Samą fabułę już pewnie znacie z reklam wersji kinowej. Świat przyszłości, okrutne igrzyska, na których na śmierć i życie walczą wylosowane z dwunastu dystryktów nastolatki. Też znałam przed lekturą ten zarys, a jednak byłam bardzo zaskoczona. Książka wzrusza, łapie za gardło, wyciska łzy. Poznajemy Katniss, szesnastolatkę, która nielegalnymi polowaniami próbuje zapewnić byt rodzinie. To nie ona zostaje wylosowana, a jej ukochana młodsza siostra Prim. W tej sytuacji Katniss zgłasza się na ochotnika, by ją uratować. Wydaje się, że tym czynem skazuje siebie na pewną śmierć. Zmagać się będzie przecież nie tylko ze starszymi od siebie chłopcami, ale i z osobami specjalnie szkolonymi do zabijania. Jak na ironię z  jej miasta wylosowany zostaje Peeta, który kiedyś podarował jej chleb i uratował od głodówki.

To jednak dopiero początek fascynujących zdarzeń. Wylosowani, zwani trybutami, zostają przewiezieni do stolicy, by tam pod okiem stylistów przygotować się do występu przed kamerami. Igrzyska, przypominające te ze starożytnego Rzymu, otrzymały w książce oprawę medialną rodem z BigBrothera. Twórcy nie cofną się przed niczym, żeby tylko przyciągnąć jak najwięcej widzów przed ekrany telewizorów. Poznajemy mechanizmy powstawania wielkiej produkcji telewizyjnej, które autorka zapewne podpatrzyła podczas swojej pracy w telewizji (tworzyła programy dla dzieci).

Nie chcę Wam za dużo zdradzać, żeby nie psuć przyjemności czytania. Powieść ma drobne mankamenty, ale szybko się o nich zapomina. Postacie są ciekawe, szczególnie główna bohaterka, odważna, szczera i waleczna. Fabułę napędza nie tylko pytanie, kto przeżyje i będzie zwycięzcą, ale dużo ważniejsze, kto jest przyjacielem, a kto tę przyjaźń tylko udaje. Bardzo chętnie sięgnę po następny tom tej trylogii. Mam nadzieję, że jest równie dobry. Dawno takiej powieści dla młodzieży nie czytałam, jest w niej jakiś powiew świeżości.
A tak się rozpoczyna:

 

„Gdy się budzę, czuję, że druga strona łóżka już zdążyła wystygnąć. Wyciągam rękę w poszukiwaniu Prim, ale dotykam tylko szorstkiego płótna materaca. Na pewno przyśnił się jej koszmar, więc poszła do łóżka mamy. Oczywiście, że tak. Dziś dożynki.

Podpieram się na łokciu. W pokoju jest już na tyle jasno, że je widzę. Moja młodsza siostra Prim zwinęła się jak embrion i wtuliła w mamę, przywarły do siebie policzkami. We śnie mama wygala młodziej, nadal wydaje się zmęczona, ale nie taka sterana. Prim ma twarz świeżą jak poranek i śliczną jak prymulka, na której cześć dostała imię. Mama też kiedyś była wyjątkowo piękna. Tak przynajmniej słyszałam.”



Recenzje tej książki możecie przeczytać także na blogach padmy i bookfy. Ja na koniec dodam tylko, że okładka choć nawiązuje do treści książki, nie przypadła mi do gustu.

Ocena: 5/6

 



niedziela, 15 kwietnia 2012

 

Ursula K. Le Guin, Czarnoksiężnik z Archipelagu

Wydawnictwo: Prószynski i S-ka, 2011 

 

To była moja druga próba przeczytania tej książki, tym razem udana. Zaparłam się i z trudem, czytając po dwa rozdziały dziennie, skończyłam. Ktoś mógłby zapytać, po co się tak męczyć. Uznałam, że dzieło tak znane i chwalone (nazywane wprost „arcydziełem”) będzie warte włożonego wysiłku. Styl pisania autorki zupełnie mi nie odpowiada (według mnie jest po prostu nudny), ale przesłanie powieści widoczne szczególnie w zakończeniu jest bardzo mądre i pouczające. Wniosek: czasami forma książki nie dorasta do jej treści.

Fabuła nie jest oryginalna (chociaż może w 1968, kiedy pierwszy raz ukazał się „Czarnoksiężnik z Archipelagu”, było inaczej?). Chłopiec z małej wioski uczy się jak być czarnoksiężnikiem i wykorzystywać swoją moc. Najpierw uczony jest przez czarownicę, potem czarownika, a następnie trafia do szkoły magii (wątek znany z dużo późniejszego „Harrego Pottera”, ale zupełnie inaczej opowiedziany). Nauka momentami jest trudna i żmudna. Ged przez swój charakter szybko pakuje się w poważne kłopoty, ściąga na siebie tajemniczy i śmiertelnie niebezpieczny Cień. Większość książki to ucieczka, a później poszukiwanie Cienia. To mag Ogion doradza swojemu uczniowi, żeby zawrócił:

 

„– Jeżeli będziesz szedł przed siebie, jeśli nie przerwiesz ucieczki – dokądkolwiek uciekniesz, wszędzie napotkasz niebezpieczeństwo i zło, ono bowiem cię popycha, ono wybiera dla ciebie drogę. To ty musisz wybierać. To ty musisz poszukać tego, co ciebie szuka. Musisz ścigać to, co ciebie ściga.

Ged nic nie powiedział.

– Nadałem ci imię u źródeł rzeki Ar – mówił mag – nad strumieniem, który spływa z gór do morza. Człowiek może poznać cel, do którego zmierza – ale nie potrafi go poznać, jeśli się nie odwróci, jeśli nie powróci do swego początku i nie zawrze tego początku w swoim istnieniu. Jeśli nie chce być patykiem porwanym przez wir i pochłoniętym przez prąd, musi być samym owym prądem, całym, od źródła aż do pogrążenia się w morzu. Wróciłeś na wyspę Gont, wróciłeś do mnie, Ged. Teraz zawróć już zupełnie z drogi, szukaj swego źródła i tego, co leży przed źródłem. Tam spoczywa twoja nadzieja na odzyskanie siły.”



Fragment może trochę niejasny bez znajomości całej powieści, ale zapewniam, że jeżeli dotrwacie do jej końca, to nie będziecie rozczarowani. Ja zapamiętam walkę Geda z Cieniem i to jaki miała sens. Trochę denerwowało mnie, że autorka nie pozostawia pola do interpretacji dla czytelnika, sama podaje znaczenie wydarzeń, ale z drugiej strony może sama nie umiałabym tak tego trafnie ująć jak ona. Po inne jej książki jednak już nie zamierzam sięgać, może za kilka lat.

Ocena: 4/6



sobota, 14 kwietnia 2012

 

Science Fiction

Wydawnictwo: Powergraph, 2011

 

Antologia „Science Fiction” to 800 stron czytania, 12 opowiadań polskich autorów i posłowie Tomasza Kołodziejczaka. Wahałam się, czy po nią sięgnąć, czy dam radę przeczytać. Przekonał mnie plebiscyt „Fantastyka 2011” organizowany przez portal Katedra, w którym książka ta otrzymała liczne nominacje, a ostatnio także nagrody (nominacje: najlepsza książka polska; najlepsza antologia; najlepsze opowiadanie polskie – Jacek Dukaj „Science Fiction”, Jakub Nowak „Amnezjak”, Cezary Zbierzchowski „Smutek parseków”; nagrody: najlepsza książka polska, najlepsze opowiadanie polskie: Jacek Dukaj „Science Fiction”).

Książkę udało mi się przeczytać w całości, z jednym wyjątkiem, nagrodzone opowiadanie Jacka Dukaja liczące ponad 200 stron przerosło moje siły (i cierpliwość, jest bardzo nowatorskie i jak dla mnie zbyt „awangardowe”, pewnie krytycy umieją je docenić).

A zaczęło się bardzo obiecująco. Na początek przeczytałam oczywiście opowiadanie pt. „A pierwsi będą ostatnimi” Rafała Kosika. Jest bardzo dobre! Dorównuje jego powieściom Tematem jest kolonizacja obcej planety przez grupkę spokrewnionych z sobą osób, które wybudzane co dwa lata z hibernacji próbują wychowywać nawzajem swoje potomstwo. Interesująco wymyślone, dobrze napisane i zmuszające do myślenia. I takie SF lubię najbardziej! Dwa pierwsze akapity, żebyście mogli się przekonać, jakie ciekawe:

 

„Od chwili, gdy otworzyłem oczy, zostały mi dwa lata życia. Ta przykra wiadomość docierała do mnie bardzo powoli. Budziłem się z narkozy połączonej z gigantycznym kacem, jaki ma się po mieszaniu wszystkiego, co tylko można zmieszać. Nie było w tym wielkiej przesady. Może poza tym, że sen trwał ponad sto siedemdziesiąt lat.

Nie czułem niczego ani niczego nie słyszałem. Uszy wciąż znajdowały się poniżej opadającego żelu fizjologicznego. Wzrok odzyskiwał ostrość. Widziałem rząd przyciemnionych lamp wpuszczonych w bruzdę na białym suficie i odchyloną pokrywę łoża letargowego. Przypomniałem sobie instrukcje postępowania po przebudzeniu. Nie ruszać się, czekać. Poczekam. Czekałem tyle lat, poczekam jeszcze chwilę.”

 

Podoba Wam się? Chcielibyście przeczytać dalej?

W dobrym nastroju rozpoczęłam lekturę pierwszego z opowiadań w antologii pt. „Smutek parseków” Cezarego Zbierzchowskiego i to dopiero było olśnienie! Pierwszy raz czytałam coś tego autora, ale na pewno nie ostatni. Najlepszy tekst z całego zbioru, słusznie nominowany do nagrody. Emigracja ludzi na obcą planetę. Na statku opiekują się nimi obserwatorzy-naukowcy z rożnych dziedzin i komputer pokładowy. Społeczeństwo w pigułce (a raczej w statku kosmicznym). Trzy pokłady, jak trzy kraje, niby-Niemcy, niby-Żydzi, niby-południowcy. Dochodzi do wojny, której sztuczna inteligencja nie pozwala przerwać. Kto rządki statkiem? Co jest prawdą na temat misji, która mają wykonać obserwatorzy? Ważne tematy, zaskakujące zakończenie, świetna konstrukcja fabuły. Po dwóch tak znakomitych opowiadaniach zaczęłam w głowie snuć teorie na temat genialności polskiej literatury SF i jej twórców. A miałam przed sobą jeszcze 10 opowiadań, w tym dwa nominowane do nagrody. Moja radość była trochę przedwczesna.

Trzeci z kolei tekst, „Pseudaki” Pawła Majki swoim niezrozumiałym językiem i trudnym stylem trochę ostudził mój entuzjazm. Za to zakończenie sprawiło, że nie pożałowałam lektury. Tytułowe pseudaki, nowe rozumne istoty i to, co stało się z ludźmi (większość przeniosła swoje życie w wirtualny świat), to czarne, lecz realistyczne wizje, które zostają w pamięci i przerażają.

Następne opowiadania niestety były dużo gorsze, nie będę o nich pisała. Wystarczy, że męczyłam się z czytaniem, ich językiem i stylem. Wyróżnić chciałabym tylko jeszcze jedno opowiadanie – Michała Cetnarowskiego „Godzina nadawania”. Może nie najlepiej napisane, ale ma w sobie „coś”. Tym razem akcja dzieje się na stacji badawczej znajdującej się na orbicie Ziemi.

Podsumowując: dla tych kilku tekstów było warto. Zachęcam, jeżeli ktoś lubi SF. Dzięki tej książce można się przekonać, że u nas nie tylko Rafał Kosik umie pisać literaturę fantastyczno-naukową. U mnie na półce czeka jeszcze jedna antologia wydana przez Powergraph – „Głos Lema”. Ciekawa jestem jej poziomu.

Ocena: 4+/6



piątek, 13 kwietnia 2012

 

Jarosław Grzędowicz, Pan Lodowego Ogrodu

Wydawnictwo: Fabryka Słów, 2005

 

Kolejna bardzo wyczekiwana książka, którą udało mi się wypożyczyć dzięki otwarciu nowej biblioteki w Gdańsku – Biblioteki Manhattan. Oczekiwaniu towarzyszyły wielkie nadzieje na ciekawą lekturę, które niestety nie zostały do końca spełnione. Książka jest dobra, ale nie wybitna czy genialna. Nie miałam nawet zamiaru czytać kontynuacji, ale ostatnia strona pozostawia czytelnika z tak wielkim znakiem zapytania, że chyba się jednak skuszę na tom drugi.

Co jest nie tak z „Panem Lodowego Ogrodu”? To dość dziwna powieść, która rozpoczyna się jak SF, od wysłania kosmonauty na obcą planetę, a dalej toczy się rytmem znanym z fabuł fantasy, a może nawet gier RPG. Główny bohater, Vuko Drakkainen (zwany Ulf Nitj’sefni – Wilk Nocny Wędrowiec) przybywa z misją ratunkową, ma odnaleźć zaginionych dwa lata wcześniej naukowców i razem z nimi wrócić do domu albo „posprzątać bałagan”, jeżeli taki po nich pozostał. Od początku historia ma wiele wspólnego z horrorem. Drakkainen odkrywa makabryczne rzeźby zrobione z ludzi, np. jednego z poszukiwanych zamienionego w drzewo, który jednak zachował świadomość i powtarza wciąż „Kill me”. Do tego pojawia się dziwna mgła, która odbiera zmysły i inne potwory, z którymi Nocny Wędrowiec musi walczyć. Stąd moje skojarzenie z grami – bohater idzie, zabija, spotyka nowe postaci, zabija, idzie dalej i tak dalej. Świat, który poznajemy pełen jest magii i nie działa w nim żadna elektronika. Ludzie wierzą w bogów, którzy walczą między sobą i są przyczyną zła, które nagle opanowuje ich kraje. A gdzie chwalona przeze mnie umiejętność Jarosława Grzędowicza do opisywania ludzkiej psychiki i ważnych problemów? Tu złośliwie powinnam zacytować tekst z okładki, że każdy z nas odnajdzie siebie w bohaterach i „coś więcej” w tej historii. Nie wiem, jak mam się identyfikować ze zmutowanym zawodowym mordercą?

Od czwartego rozdziału, po 170 stronach, poznajemy drugiego głównego bohatera, następcę tronu, Odwróconego Żurawia, który przechodzi razem z braćmi szkolenie, by być jak najlepszym władcą. Ten wątek, mający być urozmaiceniem, jest mniej ciekawy, zbudowany jak inne opowieści o dojrzewaniu (jedyny interesujący moment to szkolenie małych zwierzątek przez książęta na trzech wyspach, które mają symbolizować ludzi i kraje). Poznajemy historię i obyczaje planety oczami jednego z jej mieszkańców, jednak jego losy toczą się zupełnie osobno od tego, co czyni Drakkainen. Domyślam się, że cały tom jest takim jakby wstępem do właściwej akcji. Niewiele się dzieje, poznajemy bohaterów i świat, kolejne fragmenty zagadki zniknięcia naukowców. Wszystko to jednak w powolnym tempie, jakby pisarz dał sobie czas i świadomie rozciągał opowieść do kilku tomów. O dziwo, czyta się szybko.

Książka zdobyła bardzo wiele nagród. Oby tom drugi był ciekawszy. A tak rozpoczyna się cześć pierwsza:

 

„Powiadali, że wyszedł wprost z fal Północnego Morza i że zrodził go ich lodowaty bezmiar, a powiła zapłodniona przez morze topielica.

Powiadali, że wyszedł z Pustkowi Trwogi, gdzie powstał jako płód czyichś nieczystych myśli, inny niż pozostałe Cienie. Inny, bo we wszystkim podobny do człowieka.

Mówili, że był synem Hinda, boga wojów, spłodzonym ze śmiertelną kobietą podczas jednej z wędrówek boga pod postacią włóczęgi po świecie.

Mówili, że zrodził go piorun, który zabił stojącą na wydmach Sikranę Słony Wiatr, córkę wielkiego żeglarza Stiginga Krzyczącego Topora. Stała samotnie podczas burzy na klifie, wypatrując na horyzoncie żagli statku swojego ukochanego. Martwa powiła płomienie i wojownika.

Mówili, że pojawił się wprost z nocy, jadąc na wielkim jak smok koniu, z jastrzębiem siedzącym na ramieniu i wilkiem biegnącym obok.

Mówili różne bzdury.

Było całkiem inaczej.

Prawda jest taka, że wypluły go gwiazdy.”

 

A Wam jak podobała się ta powieść?

Ocena: 4+/6

 

wtorek, 10 kwietnia 2012

 

Rafał Kosik, Kameleon

Wydawnictwo: Powergraph, 2008

 

Na tę książkę czekałam bardzo długo i się nie zawiodłam. Trzecia powieść Rafała Kosika jest bardzo dobra. Jest w niej wszystko, co polubiłam w poprzednich, czyli: ciekawa wizja innej planety i jej mieszkańców, zagadka sięgająca początków istnienia wykreowanego świata, ważne pytania: o wojnę, pokój, człowieczeństwo i prawo do zabijania innych, trochę polityki i spraw społecznych. A wszystko to świetnie napisane, fabuła dobrze skonstruowana, zaskakuje czytelnika. Może jedynie ilość opisów bitew i walk bym ograniczyła (ale byłoby to pewnie ze szkodą dla całości).

Historia opowiedziana została dwupłaszczyznowo, z punktu widzenia mieszkańców planety Ruthar Larcke i z punktu widzenia obserwujących ich z pokładu statku kosmicznego Ziemian, którzy przylecieli z misją ratunkową po poprzednią załogę. Bardziej tajemnicze rzeczy dzieją się w kosmosie, niestety jest ich „ilościowo” mniej. Taka podwójna perspektywa bardzo pasuje do tej powieści. Mieszkańcy planety toczą między sobą wojnę, walczą o władzę, nic nie wiedzą o przybyszach z kosmosu. Ich świat to jakby nasze średniowiecze, w którym w czasie jednego pokolenia nastąpił ogromny postęp techniczny. Na potrzeby wojny powstają pierwsze maszyny przypominające ziemskie czołgi, pociągi, karabiny itd. Jest to tym dziwniejsze, że czterysta trzynaście lat wcześniej, podczas pierwszej ziemskiej misji, były tam tylko pola żółtych organizmów. Wiele zagadek, ciekawe dyskusje bohaterów, zwroty akcji i dobre zakończenie. Czego chcieć więcej?

„Kameleon” to zdecydowanie książka, do której chce się wrócić. Przeczytać i zastanowić się nad nią jeszcze raz znając rozwiązanie i odpowiedzi na pytania stawiane w tekście. Ale nie tylko po to, by lepiej poznać fabułę. Rafał Kosik stawia pytania ważne dla każdego człowieka, prowokuje do przemyśleń. Fikcyjne światy i fabuła pozwalają nam wczuć się w nową sytuację i spojrzeć na nasz świat z oddalenia. Później jednak okazuje się, że wcale nie jest to duża odległość. Trochę tak jakbyśmy przeglądali się w krzywym zwierciadle, pewne rzeczy są wyolbrzymione, inne pomniejszone, ale sprawiają, że patrzymy na siebie z ciekawością i dokładnością. Polecam bardzo!

Rozpoczyna się tak:

 

„Noan stał, potrącany przez spieszących gdzieś ludzi, i patrzył w niebo. W gwiazdozbiorze Lisa przybyła nowa gwiazda! To nieoczekiwane odkrycie wprawiło go w takie osłupienie, że zapomniał o wszystkim wokoło. Torba wypadła mu z ręki i pacnęła o chodnik. Zadźwięczały kupione dziś gwoździe. Gwiazda była jaśniejsza od pozostałych. Nowa dziura w sferze niebieskiej, przepuszczająca blask z zaświatów. Noan obserwował niebo od kilku lat, ale nigdy nie spotkał się z pojawiającą się nagle gwiazdą.

Rozejrzał się. Światło gazowych latarni wydobywało odrapane, krzywe domki przedmieścia. Setki butów depczących bruk, stukot kół zaprzęgów, jednostajny szum rozmów. I ani jednego spojrzenia w niebo. Jakby nic się nie wydarzyło.”

 

A już jutro wybieram się na spotkanie z autorem w Empiku, w Galerii Bałtyckiej o godzinie 18 :-).

Ocena: 5/6



 
1 , 2 , 3
Zakładki:
Moje blogi
Polecane książki:
Klasyka:
Kryminały:
Fantastyka/SF:
Horror/Thriller:
Poezja:
Dla młodzieży:
Dla dzieci:
Czytadła:
Zaproszenie :-)
Akcja - opowiadanie:
Szablon:

Facebook - profil


Skrzynka pocztowa

Napisz e-mail