blog o książkach, które niedawno czytałam i polecam innym przeczytać

Wpisy z tagiem: baśń

poniedziałek, 20 lutego 2012

 

Góry Żmijowe, Zygmunt Miłoszewski

Wydawnictwo: W.A.B, 2006

 

Po „Góry Żmijowe” sięgnęłam pod wpływem spotkania autorskiego z Zygmuntem Miłoszewskim. Bardzo chciałam się przekonać, czy inne jego książki spodobają mi się bardziej niż wywołujące mieszane uczucia „Uwikłanie”. I okazało się, że tak. Mimo że wybrałam utwór będący raczej baśnią niż powieścią fantastyczną dla dzieci (tak zakwalifikowano ją w mojej bibliotece), to spędziłam bardzo miło czas.

Ładnie wydana, w twardej oprawie, na dobrym papierze, z zakładką z motywem z okładki. Jedynie czarno-białe ilustracje, szkicowane ołówkiem, wydały mi się niezbyt atrakcyjne dla małych czytelników.

Fabuła nie jest bardzo oryginalna, ale w przypadku baśni to żadna wada. Dobrze, że bohaterką jest dziesięcioletnia księżniczka Filomena i prawie dwunastoletni syn rybaka Eryk. Dobrze, że spotykają na swojej drodze przedziwne stwory (Żmija, wróblona, wolne skrzaty i in.) i przeżywają niezwykłe przygody, ale to nie wszystko. Świat „Gór Żmijowych” wcale nie jest taki jednoznaczny i oczywisty, jak mogłoby się po tym opisie wydawać, kryje w sobie bardzo wielką tajemnicę.

Spodobała mi się pierwsza scena przedstawiająca kapryśną dziewczynkę podczas jedzenia śniadania i jej kłócących się rodziców: króla i królową. Mimo baśniowych dekoracji dialogi są bardzo realistyczne, jakby wzięte z codziennego życia:

 

„Tiropitaki wierciły się niespokojnie w mleku. Najbardziej odważny wyszedł na brzeg talerza i zaczął go okrążać, trzymając się falistej, błękitnej linii zdobienia. Filomena postawiła łyżkę na jego drodze, a potem straciła stworzonko z powrotem do mleka.

– Nie będę jadła tego paskudztwa – powiedziała i odchyliła się na krześle.

– A dlaczego nie, moje najsłodsze kochanie? – spytała spokojnie mama.

Wielka awantura, nie pierwsza przy tym stole, wisiała w powietrzu. Stało się to ostatnio rytuałem i miało zawsze ten sam przebieg, tylko początek był różny. Czasem Filomena zaczynała od narzekania na rozkład dnia, czasem na garderobę, czasem na naukę, zazwyczaj na konieczność mycia zębów i rozczesania włosów. Dziś padło na biedne tiropitaki.”

 

Do tego nastrój jest momentami pełen grozy (trochę jak w baśniach braci Grimm). Większość akcji Filomena spędza w komnacie obok więzienia dla zmarłych grzeszników. Eryk początkowo podróżuje samotnie, a później wraz z poznanym po drodze Tomem wspina się po stromych skałach, by przywrócić porządek (z niewiadomych przyczyn wyschły jeziora) i znaleźć pióro ognistego ptaka. Dzieci zaprzyjaźniają się i wzajemnie sobie pomagają.

Każdy rozdział rozpoczyna się krótkim, jednozdaniowym streszczeniem, które dobrze współgra z treścią i zachęca do dalszej lektury. Narrator w zabawny sposób zwraca się do czytelnika na tylnej okładce i w zakończeniu.

Największym jednak plusem tej książki jest nieoczywistość morału. Można wyciągnąć z niej kilka nauk, ale nie są one ani nachalne ani najważniejsze. Opowieść pobudza do refleksji. Filomena łamie zasady, w które wierzą i według których żyją jej rodzice i początkowo spotyka ją za to kara, służba u Żmija. Jednak w zakończeniu królewna kolejny raz przekracza postawione sobie granice (bardzo boi się zmarłych przestępców, ale nie może patrzeć na ich cierpienie) i zmienia nie tylko swoje życie, ale i swojego strażnika, a nawet postępowanie ojca i matki wobec niej.

Książka oznaczona została na tylnej okładce jako odpowiednia dla dzieci powyżej siódmego roku życia. Trochę mi się to mało wydaje, żeby zrozumieć ją w całości, ale może się mylę, to pewnie zależy od dziecka. Jeżeli macie jakieś znajome siedmio-dziewięciolatki lubiące czytać baśni, to możecie podsunąć im tę lekturę i sprawdzić. Powinna im się spodobać.

Ocena: 5/6

 

Zakładki:
Moje blogi
Polecane książki:
Klasyka:
Kryminały:
Fantastyka/SF:
Horror/Thriller:
Poezja:
Dla młodzieży:
Dla dzieci:
Czytadła:
Zaproszenie :-)
Akcja - opowiadanie:
Szablon:

Facebook - profil


Skrzynka pocztowa

Napisz e-mail