blog o książkach, które niedawno czytałam i polecam innym przeczytać
Blog > Komentarze do wpisu

Anna Kańtoch, Zabawki diabła

 

Anna Kańtoch, Zabawki diabła

Wydawnictwo: Fabryka Słów, wyd. II - 2009, wyd. I - 2006

 

Po świetnym „Diable na wieży” (2005) nie mogłam się doczekać przeczytania kolejnych książek Anny Kańtoch. Jako następne udało mi się wypożyczyć „Miasto w zieleni i błękicie” (2004) i bardzo się rozczarowałam. Nie byłam w stanie go przeczytać, zupełnie mnie nie wciągnęło, mimo że z wywiadów z autorką wiedziałam, że akcja powieści toczy się w tym samym świecie, co opowiadania, tylko sto lat później. Trochę z obawą sięgnęłam po „Zabawki diabła” (2006), drugi tom przygód Domenica Jordana. Zdążyłam już zapomnieć, co podobało mi się w części pierwszej, ale szybko sobie przypomniałam.

Od pierwszego opowiadania z wielkim zaciekawieniem śledziłam wydarzenia, które działy się bardzo szybko, bez żadnych momentów przestoju czy dłużyzn. Świetnie skonstruowane i przemyślane zagadki nie pozwalały mi odłożyć książki przez długi czas. Dokładnie tyle, ile zajmuje przeczytanie czterech opowiadań. Niestety piąte jest zupełnie nieudane, a szóste, ostatnie, jedynie średnie. Jednak całość oceniam bardzo pozytywnie. Świetnie koresponduje z częścią pierwszą. Na początku dowiadujemy się jak wyglądało dzieciństwo Domenica, poznajemy jego starszego brata – Linusa, kuzynkę – Alais i brutalnego ojca. Właściwie to cofamy się w przeszłość, by poznać odpowiedź na pytanie, co ukształtowało i na zawsze zmieniło jego życie. Mroczna tajemnica, ledwie wspomniana w pierwszym tomie, w drugim w końcu wychodzi na jaw i uzupełnia portret niezwykłego detektywa badającego zjawiska z pogranicza świata realnego i świata magii, duchów i potworów. Później wracamy do momentu, w którym skończył się tom pierwszy, Jordan wraca do domu, w którym wszystko jest już inne, a bliskie osoby zmieniły się nie do poznania:

 

„– Witaj Alais – powiedział miękko.

Alais, jego kuzynka, a teraz także żona jego brata, nie odpowiedziała. Jej błękitne oczy były szeroko otwarte, jasne włosy naturalnymi lokami opadały na blade czoło i szyję. Przekroczyła trzydziestkę, skórę miała mniej jędrną, rysy ostrzejsze, a w kącikach oczu rysowały się kurze łapki. Świeżość młodzieńczej urody przeminęła, ale ona wciąż była piękna jak dzika róża zerwana z łąki i zasuszona.

Zamrugała. Poznała go, choć nie widzieli się od piętnastu lat. Pomyślał, jak dziwnym musi się jej wydawać w swoim modnym i eleganckim, lecz całkowicie czarnym stroju, który przypominał ubiór księdza albo diabła z jasełek.

– Domenic… Nie powinieneś tu wracać…

– Mnie także miło cię widzieć, kuzynko.

Nie uśmiechała się. Alais, którą pamiętał z dzieciństwa nie miała poczucia humoru. A także wielu innych ludzkich cech. Była błogosławiona, rozmawiała z aniołami i czyniła cuda, bo przepełniała ją moc boża.

Potem tamta Alais umarła, a na jej miejsce zjawiła się ta kobieta. Jordan niewiele o niej wiedział.

Wyciągnęła ręce. Gdy podszedł, by ją przywitać, cofnęła się spłoszona.

– Jestem brudna od krwi – wymruczała.

– Co tu się stało?”

 

Opowiadania są miedzy sobą bardziej lub mniej powiązane przez postaci i wydarzenia. W zakończeniu w zaskakując sposób wydarzenia zazębiają się ze sobą, przez co jest jeszcze ciekawiej.

Bohaterowie są świetnie wykreowani, nawet ci drugoplanowi posiadają charakterystyczne rysy, głębię i swoje tajemnice. Ten rys psychologiczny podoba mi się w opowiadaniach Kańtoch najbardziej, obok wątków kryminalnych, które wymyślone są po mistrzowsku. Na okładce nazwano „Zabawki diabła”: „Z archiwum X”, ale „w świecie powozów i naftowych lamp”, Domenica Jordana – Sherlockiem Holmesem „w świecie, w którym sprawcami zbrodni mogą być duchy nieczyste”, a mrok i atmosferę tajemnicy porównano do tych z dzieł Edgara Allana Poe. Trochę za dużo tych porównań. Dla mnie opowiadania Anny Kańtoch są ciekawsze od tych pisanych przez Edgara Allana Poe, kosmici w nich nie występują, więc „Z archiwum X” to nie jest, a każdego detektywa na dobrą sprawę porównuje się do Sherlocka Holmesa, choć on był wyjątkowy i takie porównanie nie ma sensu.

Według mnie Anna Kantoch stworzyła oryginalny świat i bohatera. Wchodząc do tego świata nigdy nie wiemy, czego się spodziewać. Zaskakują nas „święci” obdarzający ludzi różnymi mocami w zamian za okaleczenia lub pod wpływem kaprysu (a to jeszcze nie cała prawda o ich naturze), do tego biskup, który niekonwencjonalnymi metodami stara się wprowadzać spokój i porządek, a korzysta przy tym nie tylko z pomocy Domenica, ale i czarownicy. Podczas czytania opowiadań odwiedzamy zamek, w którym wychowywał się Domenic i poznajemy nie tylko jego brata i ojca (opowiadanie „Mandracourt”), ale także „świętego”/demona związanego z rodziną („Strażnik Nocy”), małe miasteczko Sent Chely, gdzie mieszka bratanica Jordana, a małe dzieci podejrzanie często znikają („Cień w słońcu”), szpital wariatów, w którym wydarzył się „cud” – posagi zaczęły płakać krwawymi łzami („Ciernie”), miejscowość Mirabel podczas wielkiego karnawału, w której mieszka obciążony wieloma wadami dziedzicznymi ród Dairesów („Karnawał we krwi”), a na koniec przenosimy się do stolicy – Alestry, gdzie Domenic ma do rozwiązania aż trzy zagadki morderstwa w ramach zakładu ze swoim studentem (tytułowe „Zabawki diabła”).

„Zabawki diabła” to zdecydowanie bardzo dobra książka. Łatwo się takie poznaje, bo gdy tylko je otwieramy i zaczynamy czytać, wszystko inne „znika” i przestaje być ważne. Czas płynie błyskawicznie, a my tego nie zauważamy. Jeżeli akurat jest noc, to z trudem odrywamy się i idziemy spać, albo i nie. Ciekawa jestem, czy będą kolejne tomy z przygodami Domenica Jordana. Mam nadzieję, że tak i że będą tak samo inteligentnie i zabawnie opisane.

Ocena: 5-/6



poniedziałek, 06 lutego 2012, felicja79







TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Anna Kańtoch, Diabeł na wieży z Co warto czytać?
  Wydawnictwo: Fabryka Słów , 2005   Po klasyce przyszła pora sięgnąć po fantastykę, a właściwie świetne połączenie fantastyki z kryminałem. Czegoś takiego jeszcze nie czytałam i bardzo się cieszę, że odkryłam dla siebie Annę Kańtoch, która ... »
Wysłany 2012/02/18 20:53:54
Komentarze
2012/02/06 20:28:44
Zdecydowanie zachęciłaś mnie do tej lektury. Ale gdybym zwracała uwagę bardziej na okładkę niż na zawartość, to pewnie nigdy bym tej książki nie wzięła do ręki. A tak, dzięki Twojej recenzji wiem, że warto :-)
-
2012/02/06 20:30:11
Uwielbiam takie książki, w których mogę się zatracić, a cała reszta przesztaje istnieć :) niestety coraz mniej jest takich, które powalają na kolana, albo ja robię się wybredna :)
-
2012/02/06 20:34:27
@krainaczytania
Bardzo się cieszę :-). Anna Kańtoch pisze świetne opowiadania i na pewno Ci się spodobają :-).
-
2012/02/06 20:39:01
@bibliotekarkaczyta
Jak trafię na taką dobrą książkę, to aż chce mi się czytać kolejne! I odwrotnie, jak trafię na kiepską, to odkładam czytanie na kilka dni nawet. Mam jednak ostatnio takich nowych autorów, których książek jestem bardzo ciekawa. W tej grupie jest Anna Kańtoch. Jeżeli chcesz wciągającej lektury, to polecam! :-)
-
2012/02/06 21:36:47
och! takie książki, przy których trzeba się zmuszać by iść spać... uwielbiam. tylko nie o duchach... już nawet bym przełknęła opowiadania, ale raczej nie duchy...
-
2012/02/07 00:14:15
Kolejna polska pisarka, którą bardzo chwalisz, to cieszy, że nasze rodzime podwórko takich zdolnych twórców rodzi. Muszę zerknąć, czy mamy w bibliotece...
-
2012/02/07 14:14:29
@polonisty
Takie od, których nie można się oderwać są najlepsze! :-) A duchy są chyba tylko w jednym opowiadaniu :-). I to raczej mało straszne, mimo że to dzieci. Ja się nie bałam ;-).
-
2012/02/07 14:16:45
@avo_lusion
Też mnie cieszy, że czytam i mogę pochwalić polskie pisarki :-). Anna Kańtoch bardzo dobrze pisze. Szkoda, że tak mało osób o tym wie :-(.

Facebook - profil


Skrzynka pocztowa

Napisz e-mail