blog o książkach, które niedawno czytałam i polecam innym przeczytać
Blog > Komentarze do wpisu

Lauren DeStefano, Atrofia

 

Atrofia, Lauren DeStefano

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2011

 

Bardzo chciałam przeczytać tę książkę po dwóch pozytywnych recenzjach, jakie przeczytałam na książkowych blogach. Pewnie dlatego oczekiwałam od niej bardzo wiele i na początku przeżyłam rozczarowanie.

Myślałam, że książka będzie z gatunku, który lubię bardzo, czyli science-fiction. I rzeczywiście fabuła dzieje się w przyszłości, w świecie zniszczonym przez naukowców i ich genetyczne eksperymenty. Wahałabym się jednak nazwać ją fantastyczną. Bardziej przypomina romans czy powieść obyczajową.

Główna bohaterka, młoda dziewczyna Rhine, zostaje porwana i zmuszona do ślubu z nieznanym mężczyzną. Razem z nią porwane zostały też inne dziewczyny, dwie z nich zostają zmuszone do ślubu z tym samym mężczyzną co Rhine. W świecie przyszłości bowiem małżeństwa są poligamiczne, a kobiety nie mają nic do powiedzenia, nawet słowa przysięgi małżeńskiej wypowiada za nie kto inny.

Po ślubie trzy dziewczyny zaczynają egzystencje w domu swojego męża, w którym są bardziej więźniami niż żonami. Rezydencja jest bardzo luksusowa, z pięknym ogrodem i wszelkimi możliwymi udogodnieniami, poza wolnością. Bohaterki przypominają piękne ptaki zamknięte w złotej klatce.

Sam pomysł na fabułę zapewne nie jest nowy. Kobieta porwana i zmuszona do małżeństwa z nieznajomym to temat, który pojawiał się już i w książkach, i w filmach. O eksperymentach genetycznych, świecie przyszłości mówi się za to niewiele, a przecież to mogła być siła i oryginalność tej powieści. Opisać świat, którego nie ma, bo zniszczyli go sami ludzie, tego się autorce nie udało.

To, co mi osobiście przeszkadzało to właśnie ubóstwo realiów tamtego zniszczonego świata. Parę wspomnień i migawek z życia Rhine pojawia się co prawda czasami, ale jest ich bardzo mało, do tego wciąż powtarzają się te same. Książka powinna przecież mieć bogatszą warstwę faktów do opowiedzenia, a to co znajdujemy w tej z ledwością starczyłoby, żeby wypełnić krotki film. Myślę, że scenarzysta sam musiałby się napocić, żeby wymyślić dodatkowe sceny i zapełnić puste luki fabuły.

Czytając cały czas zastanawiałam się, co tak naprawdę jest nie tak z tą ksiązką i naprawdę nie wiem. Chyba najsłabszą stroną jest narracja. Mało scen oddanych „na żywo”, tak żeby czytelnik mógł je sobie wyobrazić i uznać za prawdziwe. Mało wydarzeń i akcji, która nie skupiałaby się wokół małżeństwa poligamicznego i dziwnej sytuacji, w której znalazły się dziewczyny. I chyba też niewiarygodne portrety bohaterek. Szczególnie Rhine, która bardzo nienawidzi swojego porywacza, a jednocześnie współczuje mu i zaprasza do swojego łóżka po śmierci jego pierwszej żony. Coś ją ciągnie do męża, a jednocześnie sama nie zdaje sobie z tego sprawy. Postępuje fałszywie zarówno wobec niego, jak i wobec siebie. Najbardziej denerwująca postacią jest jednak mąż trzech dziewczyn – Linden, opisany jako inteligentny i wrażliwy, a w praktyce po prostu wykorzystujący swoją uprzywilejowaną sytuację bez żadnych wyrzutów sumienia. Do tego w powieści brak ciekawych dialogów. Decydująca rozmowa na podstawowe tematy nigdy nie ma miejsca między małżonkami.

Może gdyby powieść została napisana w trzeciej osobie portrety psychologiczne bohaterów byłyby głębsze i bardziej interesujące. „Przepuszczone” przez świadomość Rhine są dość płaskie i odpychające. Zupełnie nie odczuwa się również grozy sytuacji, która spotkała dziewczyny, całość wydaje się tylko kostiumem dla romansu. Oto pierwsze zdania, żebyście sami mogli zdecydować, czy macie ochotę przeczytać dalszy ciąg tej historii i poznać jej narratorkę i bohaterkę – Rhine:

 

„Czekam. Przetrzymują nas w całkowitej ciemności, nie wiemy już, czy mamy otwarte, czy zamknięte powieki. Śpimy stłoczone w gromadkę, jak szczury, kiwamy się na boki, a może tylko nam się śni.

Jakaś dziewczyna wyczuwa ścianę, wali w nią i wrzeszczy. Rozlega się metalowy pogłos. Żadna nie przyłącza się do wołania o pomoc, zbyt długo milczałyśmy, zagłębiamy się tylko jeszcze bardziej w ciemność.

Ktoś otwiera drzwi.

Światło budzi w nas grozę. Jesteśmy jak niemowlęta zerkające na świat przez kanał rodny, a może to światło na końcu tunelu, które widzi się po śmierci. Cofam się, przerażona zarówno wizją końca, jak i początku.”

 

W sumie „Atrofia” mogłaby być dużo lepszą książką, ale pisarce czegoś zabrakło. Może talentu? A może doświadczenia w pisaniu książek? Zapowiedziane są już dwie kolejne części, docelowo ma to być trylogia. Zdecydowanie nie zamierzam ich przeczytać, żeby ponownie się nie rozczarować. Chociaż możliwe, że będą ciekawsze. Ta nadaje się na czytadło na jeden raz, pod warunkiem, że nie spodziewamy się w niej głębokich przemyśleń.

Ocena: 4-/6

 

piątek, 16 września 2011, felicja79







TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Atrofia - Lauren DeStefano z Maniaczytania
Uwaga - będzie laurka nie, żeby mi się jakoś z imieniem autorki skojarzyło , uwaga - będą achy i ochy, uwaga - będą zachwyty : Ale jak tu się nie zachwycać, kiedy wszystko zaspokaja potrzeby czytelnika - od okładki poprzez bohaterów i ... »
Wysłany 2011/10/27 19:26:05
Komentarze
2011/09/16 21:24:11
Hm... po tych fragmentach wydaje mi sie byc napisana dosyc egzaltowanym jezykiem. Nie jestem fanka takiej kwiecistosci jezyka ;P
-
2011/09/16 21:42:15
Felicjo - odpowiedziałam Ci u siebie :) Ale tu też coś napiszę - mnie ta książka oczarowała, może dlatego, że właściwie nie wiedziałam czego się po niej spodziewać? Jak ją czytałam, nie było w sieci zbyt wielu recenzji. Myślę też, że na to, jak opisywane były realia, wpływ ma na pewno to, że jest to pierwsza część, być może to wszystko rozwinie się w kolejnych częściach :)
-
2011/09/16 22:09:25

@maniaczytania
U Ciebie też odpowiedziałam, a tutaj tylko dodam, że dla mnie autorkę powieści usprawiedliwia jedna rzecz - jej młody wiek. W Internecie znalazłam informację, że urodziła się w 1984 roku i to jej debiutancka powieść. Czyli możliwe, że ma przed sobą jeszcze wiele świetnych powieści :-)

@bookfa
Właśnie z językiem powieści, a raczej narracją miałam problem w tej książce. Coś mi od początku nie leżało i wydawało się nieautentyczne. Czyta się szybko, ale brakuje głębi przemyśleń, zastanowienia na tematami genetyki i moralności. Takie to trochę płaskie i puste w środku.

-
2011/09/17 12:16:50
Też tak miałam, gdy się nastawiłam za bardzo pozytywnie. Dlatego od jakiegoś czasu, żeby się nie rozczarowywać, podchodzę z dystansem. A książka podobała mi się, chociaż czułam w niej przejmujący smutek, wszechobecną śmierć. Mam ochotę na drugą część!:)))
-
2011/09/17 12:31:35

@clevera
Teraz mam nauczkę i na przyszłość postaram się zastosować do Twojej rady i podchodzić z dystansem do polecanych książek :-)

Co do "Atrofii" to zaliczyłam ją do kategorii "czytadeł". Można przeczytać, ale nie trzeba. Czyta się przyjemnie, ale nic z tego później w głowie nie zostaje. Albo niewiele.

Żałuję, że autorka nie rozwinęła swojej wizji świata po katastrofie. Może rzeczywiście zrobi to w kolejnych częściach. Ja już ich jednak nie przeczytam. Chętnie natomiast przeczytam ich recenzje, jeżeli kiedyś je napiszesz :-)

-
2011/09/17 13:19:45
Hm, jeżeli autorce zabrakło talentu, to nie widzę już dla niej ratunku. A jeżeli zabrakło dobrej narracji, to tym bardziej...
-
2011/09/17 18:38:47

@avo_lusion
Ja nie jestem taką pesymistką ;-)
Dobrymi pisarzami niektórzy się rodzą, a inni dojrzewają do tego przez wiele lat. A pierwsza powieść danego autora rzadko pozostaje tą jego najlepszą :-)

-
2011/09/18 19:39:42
hmmm...myślę, że nie przeczytam tej książki, od razu czuć, że brakuje tej książce polotu.
-
2011/09/20 13:03:32

@bibliotekarkaczyta
Widzę, ze szybko podejmujesz decyzje :-)

Mnie zaskakują pozytywne recenzje tej książki w Internecie. Jeszcze się nie spotkałam z taką negatywną oceną tej książki jak moja. Czy jest ktoś, kto również poczuł się rozczarowany i uważa, że to tylko "czytadło"?


Facebook - profil


Skrzynka pocztowa

Napisz e-mail